Wchodzą na zamarznięty Wisłok i szukają śmierci!

Kolejny z amatorów łowienia ryb, nie zdający sobie sprawy, że igra ze śmiercią. Nie zwracający również uwagi na tabliczkę z zakazem wchodzenia na lód. Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. W jednym miejscu lód może mieć ponad 20 cm grubości, ale kilka metrów dalej załamie się nawet pod ciężarem małego dziecka.

Już nawet kilkaset metrów od zapory w Rzeszowie ludzie wchodzą na lód, który pokrywa Wisłok. Gdy były ujemne temperatury, dziennikarze Super Nowości widzieli co prawda przy brzegu, ale także dzieci bawiące się na zamarzniętym akwenie, a we wtorek kilku wędkarzy, którzy łowili ryby siedząc na środku rzeki. Od kilku dni jest odwilż i w każdej chwili lód może się załamać, a to oznacza dla nich śmierć. – Żaden lód na rzece nie jest bezpieczny i zdecydowanie odradzam wchodzenia na niego – mówi st. kpt. Grzegorz Wójcicki z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.

We wtorek na Wisłoku pokrywa lodu miała, w miejscach gdzie akurat prowadzili ćwiczenia strażacy od 10 do 20 cm. To teoretycznie bezpieczna pokrywa wody, ale w praktyce taka sama grubość lodu nie występuje na całym akwenie. Na środku rzeki, w miejscach, gdzie jest bystry nurt, woda zamarza wolniej, a lód jest przez to cieńszy. – Podobnie jest w miejscach gdzie gniją pod wodą rośliny i tworzą się wówczas gazy. Tam również może być cienki lód, a wchodząc na niego nigdy przecież nie wiemy, jaką ma grubość i czy nie załamie się pod naszym ciężarem – wyjaśnia st. kpt. Grzegorz Wójcicki.

Bardzo niebezpieczne są miejsca w pobliżu tam, mostów, przy ujściach rzek i kanałów, a więc łowienie ryb w pobliżu rzeszowskiej zapory niesie duże ryzyko.

Są tabliczki i ostrzeżenia
Nad brzegiem Wisłoka co kawałek widać tabliczki z napisami: “Bezwzględny zakaz wchodzenia na lód”. Nikogo to jednak nie interesuje, a przecież wpadnięcie do wody praktycznie oznacza wyrok śmierci. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że nawet gdy w pobliżu topielca znajduje się druga osoba, to i tak ma małą szansę na ratunek.
Jedynym wyjściem z sytuacji jest wezwanie strażaków. Teoretycznie jeżeli woda ma kilka stopni Celsjusza, człowiek jest w stanie wytrzymać w niej około pół godziny, ale to z kolei zależy od wielu czynników. – Woda ochładza organizm człowieka 20 razy szybciej niż powietrze – przyznają strażacy. Tyle, że należy ograniczyć ruchy do minimum i spokojnie zacząć oddychać. Osoba topiąca się w lodowatej wodzie prawdopodobnie jednak będzie w desperacki sposób próbowała wydostać się na powierzchnię, a tym samym natychmiast straci siły i pójdzie w ciągu kilku minut na samo dno.

Nad Wisłokiem w Rzeszowie powinni przede wszystkim pojawić się strażnicy miejscy, którzy nie powinni dopuszczać do wchodzenia na lód, oraz policjanci patrolujący okolice, bo któregoś dnia może wydarzyć się tragedia.

Grzegorz Anton

7 Responses to "Wchodzą na zamarznięty Wisłok i szukają śmierci!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.