Wdowa po ofierze nie poszła na ugodę

42-letni Mykoła Ł. w sądzie przyznał się do winy i poprosił o przebaczenie ofiary i ich rodziny. Chciał dobrowolnie poddać się karze 5,5 roku więzienia. Fot. Monika Kamińska (2)

PRZEMYŚL. Ruszył proces ukraińskiego kierowcy oskarżonego o spowodowanie katastrofy w Leszczawie Dolnej.

W piątek (22 marca) Mykoła Ł., 42-letni kierowca wysłuchał aktu oskarżenia w przemyskim Sądzie Okręgowym. Prokuratura zarzuca mu umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, wskutek której śmierć poniosły trzy osoby, a kilka zostało poważnie rannych. Grozi za to 12 lat za kratkami. 42-latek, który w śledztwie nie przyznawał się do winy, przed sądem zmienił zdanie. Nie chciał już składać wyjaśnień, ale zadeklarował dobrowolne poddanie się karze i poprosił pokrzywdzonych i ich rodziny o wybaczenie.

Jego obrońca zawnioskował o wymierzenie mu w tym trybie kary 5,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Prokurator Beata Starzecka wyraziła zgodę pod warunkiem, że Mykoła Ł. otrzyma także 15-letni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie Polski. Obrona i pełnomocnik części pokrzywdzonych przystali na to. Jednak wdowa po Wołodymyrze P., Tamara, która do sądu przyniosła zdjęcie męża, nie zgodziła się na takie rozwiązanie: – Powinien odsiedzieć co najmniej 10 lat – mówiła. W tej sytuacji sąd przeprowadzi proces, którego następna rozprawa została przewidziana na 23 kwietnia.

Tamara P., wdowa po Wołodymyrze, który zginął w katastrofie nie wyraziła zgody na to, by kierowca poddał się dobrowolnie karze. Jej zdaniem powinien co najmniej 10 lat spędzić w więzieniu.

Przypomnijmy: 17 sierpnia zeszłego roku na niebezpiecznym odcinku drogi nr 28 w Leszczawie Dolnej (gm. Bircza) doszło do tragicznego zdarzenia. Autokar wiozący ponad 50 uczestników ukraińskiej wycieczki jadącej do Wiednia (Austria) i Budapesztu (Węgry) wypadł na serpentynie z drogi i dachował staczając się ze skarpy. Nie przeżyły tego dwie kobiety i mężczyzna przygnieceni wrakiem autobusu, a wiele innych osób odniosło liczne obrażenia, w tym ciężkie.

Autobus należący do firmy przewozowej wynajęty przez biuro podróży organizujące wycieczkę prowadził 42-letni Mykoła Ł., kierowca z 10-letnim stażem „za kółkiem”. Kierowca doznał podczas katastrofy powierzchownych obrażeń, pomagał ratować ofiary i, jak potem ustalono, był trzeźwy. Trafił do tymczasowego aresztu z zarzutem spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, której następstwem była śmierć trzech osób i ciężkie uszkodzenie ciała kilku innych.

Śledczy od początku zakładali, że przyczyną tragedii była zbyt duża prędkość na bardzo niebezpiecznym odcinku drogi i przy trudnych warunkach. Tymczasem Mykoła Ł. w śledztwie nie przyznawał się do winy. Oczywiście nie zaprzeczał, że prowadził autokar, ale twierdził, że przyczyną zbyt wielkiej prędkości nie były jego działania, a awaria hamulców autobusu. Podnosił też, że jechał nieznaną mu trasą i kierował się wskazaniami nawigacji, a znaku ograniczenia prędkości do 30 km/h nie widział. Opinia biegłego powołanego do tej sprawy wykluczyła jednak, by tragedia spowodowana była jakąś usterką techniczną autobusu. Stwierdzono przy tym, że w miejscu, gdzie jest ograniczenie do „trzydziestki” ukraiński autokar jechał grubo ponad 70 km/h. W tej sytuacji śledczy uznali, że działał umyślnie i mogąc przewidzieć skutki tak drastycznego przekraczania prędkości godził się na nie.

Podczas pierwszej rozprawy przed Sądem Okręgowym w Przemyślu, której przewodniczył sędzia Krzysztof Stępień Mykoła Ł. doprowadzony na nią z aresztu śledczego wysłuchał długiego aktu oskarżenia odczytanego przez prok. Beatę Starzecką z przemyskiej Prokuratury Okręgowej. Poza okolicznościami śmierci trzech osób przygniecionych przez wrak autobusu mowa była w nich o różnych obrażeniach innych osób, od powierzchownych po tak poważne jak złamania np. miednicy, czy poronienie zagrażające życiu, a także o psychicznych skutkach dla ofiar w postaci m.in. zespołu stresu pourazowego.

W sądzie 42-latek „zmienił front” ze śledztwa i przyznał się do winy. Stwierdził, że przekonała go opinia biegłego i wyniki ekspertyzy. Odmówił przy tym składania  dalszych wyjaśnień, bo jak podnosił, nie ma nic już więcej do powiedzenia, poza przeprosinami dla pokrzywdzonych i ich rodzin. W rozprawie cały czas udział brała tłumaczka przysięgła, ponieważ oskarżony nie mówi biegle po polsku.

Obrona w imieniu oskarżonego zawnioskowała o możliwość dobrowolnego poddania się przez niego karze 5,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Na tę propozycję skłonna była przystać oskarżycielka publiczna, prok. Beata Starzecka pod warunkiem, że Mykoła Ł. dostanie także bezwzględny zakaz prowadzania wszelkich pojazdów mechanicznych na terenie Polski przez 15 lat. Oskarżony i obrona skłonni byli zgodzić się na to, podobnie jak pełnomocnik części pokrzywdzonych będących jednocześnie oskarżycielami posiłkowymi, mec. Krystian Gręda. Reprezentujący Tamarę P., wdowę po zabitym w katastrofie Wołodymyrze oskarżycielkę posiłkową, mec. Tomasz Zawada poprosił o przerwę, by móc skonsultować się ze swą mocodawczynią, która była cały czas obecna na sali rozpraw. Tamara P. nie wyraziła zgody na propozycję obrony zmodyfikowaną warunkiem prokuratora. Jej zdaniem Mykoła Ł. powinien w więzieniu spędzić  co najmniej 10 lat. – Kierowca teraz przyznał się  do winy i przeprasza, by mieć mniejszy wyrok – mówiła  do dziennikarzy pod salą rozpraw prezentując  przy tym zdjęcie  nieżyjącego męża, Wołodymyra. – On jechał o wiele za szybko i wiedział o tym. Cały czas „popędzała” go siedząca przy nim pilotka wycieczki – zdradziła Tamara P.- Myśmy z mężem rozmawiali o tym, że jedziemy za szybko – podkreśliła. – Ja mu nie mam prawa przebaczać, przebaczy mu Bóg – dodała wspominając o tym, że po śmierci męża  została sama z dzieckiem i nie potrafi sobie poradzić. 

W przypadku braku zgody oskarżycielki posiłkowej na dobrowolne poddanie się karze oskarżonego sąd musi przeprowadzić przewód sądowy i tak uczyni. Następną rozprawę wyznaczono na 23 kwietnia. Nadal zagadkowe dla opinii publicznej pozostaje dlaczego wycieczka ze Lwowa jechała przez przejście  graniczne w Krościenku, a także dlaczego tylko na przejazd przez granicę Mykoła Ł. za kierownicę wpuścił swego zmiennika.

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.