
STALOWA WOLA. Wybuch miny zniweczył jego marzenia o zdobyciu Korony Ziemi. Zarzucił wspinaczkę i zaczął się zanurzać. Z roku na rok coraz głębiej.
Woda i góry to jego pasja. Ze zdobywania szczytów musiał zrezygnować po urazie kręgosłupa. I tak cud, że chodzi. Chodzenie nie sprawia mu jednak takiej przyjemności, jak nurkowanie. W tamtym roku Sebastian Marczewski przez 8 godzin penetrował dno Hańczy. W tym będzie bił rekord Europy służb mundurowych w nurkowaniu na głębokość. Gdy się uda, spróbuje pobić rekord świata. Właśnie rozpoczął testowanie sprzętu.
Stalowowolanin mł. chor. Sebastian Marczewski jest weteranem. Kiedyś służył w III Batalionie Inżynieryjnym w Nisku. W 2009 r. wyjechał na misję do Afganistanu. Dowodził drużyną osłaniająca transporty humanitarne. Talibowie zastawili pułapkę. Wybuch zniszczył ich pojazd, a jego odrzucił na pobliskie skały.
Po Hańczy pora na Gardę
Miał szczęście, bo w całości zachował się rdzeń kręgosłupa. O alpinizmie musiał jednak zapomnieć. A wcześniej zdobywał m.in. Mount Blanc, Elbrus, Kilimndżaro czy Mount Kenya. Na początek oddał się głębokiej rehabilitacji. Wtedy pływanie stało się jego kolejną pasją. Pływa dłużej, nurkuje też dłużej, a przy okazji głębiej. Rok przygotowywał się do rekordowego zejścia na dno jeziora Hańcza. To Mekka naszych nurków. Jezioro głębokie i czyste, ale nikt nie przepłynął po jego długim na 5 km dnie. Marczewski tego dokonał latem ub. roku. Podróż na głębokości bliskiej 100 m zajęła mu 8 godz. Podczas niej zużył 23 butle różnych gazów. Po tym wydarzeniu na Hańczę ściągnął weteranów takich jak on. Bo nurkowanie wyzwala emocje takie, jak podczas misji bojowych.
– Jak coś robię, to na sto procent, albo wcale – mówił w jednym z wywiadów. Już wtedy miał na myśli wyprawę w Dolomity. Jest tam Garda, największe i najczystsze jezioro Włoch. Od lat nurkowie je eksplorują. Nęcąca jest jego 360-metrowa głębokość. Sto metrów do dna zabrakło m.in. Dariuszowi Wilamowskiemu. Marczewskiego na początek zadowoli 220 m. Nikt z przedstawicieli służb mundurowych Starego Kontynent nie zszedł poniżej. W sierpniu założy na siebie sprzęt ważący ponad 200 kg i z prędkością 18 m/min. będzie się zanurzał. Po 7. godz., z przystankami dekompresyjnymi, ma wypłynąć z tabliczką „220 m” w ręce. Jako patroni kibicują mu min. Antoni Macierewicz i prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny. Na razie Marczewski przeprowadza testy sprzętu w austriackim jeziorze Attersee.
jam


