
RZESZÓW. Nowe fakty w sprawie tajemniczej śmierci 33-letniego mężczyzny.
Wezwiecie panie policję, czy mam sam zadzwonić? Ktoś mnie nafaszerował dopalaczami! – wołał.
Jak się okazało, zanim 33-latek dotarł do komendy policji przy ul. Jagiellońskiej, skąd rozpoczął się zakończony jego śmiercią pościg, był na stacji benzynowej przy ul. Krakowskiej, skąd usiłował się dodzwonić po ratunek. – Przyjechał w zupełnie normalnym stanie, ale z każdą minutą widać było, że coś złego się z nim dzieje – wspominają pracownice stacji. – Mówił, że bardzo źle się czuje i dzwonił po pomoc. Bezskutecznie – dodają.
O kulisach dramatu 33-letniego Piotra informujemy Państwa na łamach Super Nowości już od kilku dni. Teraz dotarliśmy do kolejnych, nieznanych dotąd faktów w tej sprawie.
Zanim trafił na komendę
– O godzinie 1.25 pomiędzy dystrybutory zajechał samochód. Wysiadł z niego mężczyzna i przyszedł na stację. Wziął z lodówki dwie butelki wody, napił się, popatrzył na nas i poszedł do ubikacji. Wyszedł z niej z rozpiętą koszulą, cały mokry i rzucił do nas: „Wezwiecie panie w końcu policję, czy sam mam zadzwonić?”. Wystraszyłyśmy się, zaczęłyśmy pytać, co się stało, a on na to, że bardzo źle się czuję, bo ktoś go nafaszerował dopalaczami – relacjonuje jedna z pracownic stacji Shell przy ul. Krakowskiej. – Upierałyśmy się, by wezwać pogotowie, ale sam zaczął dzwonić pod 112. Jeszcze pytał, czy jak zadzwoni pod ten numer, to skontaktuje się też z policją. Widać było, że szukał pomocy. Prosił przez telefon, żeby przyjechali na stację, bo źle się czuje, gdyż ktoś mu dał dopalacze. Podał dokładny adres. Najwidoczniej jednak usłyszał odmowę, bo powiedział „jak nie przyjedziecie, to sam pojadę na Jagiellońską”. Usłyszałyśmy jeszcze „w takim razie od czego wy jesteście?” i rozłączył się. Mówiłyśmy mu, że zadzwonimy jeszcze na komisariat na Baranówce, ale nic nie odpowiedział. Wrócił do ubikacji, po chwili wyszedł z niej i poszedł do samochodu. Wybiegłam za nim przed stację, próbując go jeszcze zatrzymać, ale odjechał. Na zegarze było ok. 1.34.
– Po tym całym zdarzeniu zadzwoniłam jeszcze na policję, podałam numery rejestracyjne samochodu, zapytałam, czy dostali zgłoszenie. Usłyszałam, że zgłoszenie było pod numerem 112. Na pytanie, czy coś z tym zrobią, usłyszałam tylko, żebym się tym nie interesowała, bo policja się już tym zajmie – dodaje druga pracownica stacji. – Jesteśmy pewne, że gdyby odpowiednie służby zareagowały w porę i przyjechały na miejsce, można byłoby uniknąć tej tragedii – kończy.
Pościg, strzały i śmierć
Około godz. 1.40 Piotr dotarł do komendy miejskiej przy ul. Jagiellońskiej, skąd rozpoczął się pościg za nim. Funkcjonariusze użyli broni. Udało się im zatrzymać mężczyznę dopiero w Czarnej koło Łańcuta, skąd został przewieziony do komendy policji w Rzeszowie, a następnie do szpitala przy ul. Szopena, gdzie wkrótce po przywiezieniu zmarł.
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie. Przyczyna śmierci mężczyzny nie jest jeszcze znana. Nie wyjaśniła jej przeprowadzona w czwartek sekcja zwłok, natomiast wyniki zleconych przez prokuraturę badań na obecność alkoholu i środków odurzających w organizmie zmarłego będą znane najwcześniej za dwa miesiące. Tymczasem śledczy badają, czy użycie broni podczas pościgu było zgodne z przepisami, a policjanci nie przekroczyli uprawnień podczas użycia środków przymusu bezpośredniego.
Katarzyna Szczyrek



8 Responses to "Wezwijcie policję! – prosił Piotr na stacji benzynowej"