
KROSNO. 13. edycja zawodów balonowych mało szczęśliwa. Było o włos od tragedii
Trzy osoby ranne – to bilans sobotniego (28 kwietnia) wypadku, do którego doszło podczas XIII Międzynarodowych Górskich Zawodów Balonowych. Jeden z balonów, który uczestniczył w zawodach po to, aby wykonywać loty rekreacyjne i pokazowe, podczas porannego startu zahaczył najpierw o drzewo, a następnie o dach budynku. Najciężej poszkodowany jest pilot, który doznał złamania prawej ręki wymagającego interwencji chirurga. Dwaj dziennikarze, którzy z nim lecieli, są mniej poturbowani.
Najprawdopodobniej przyczyną wypadku był błąd pilota. Czy tak faktycznie było? To ustali Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Zawody zostały otwarte z wielką pompą w piątek, 27 kwietnia, na parkingu pod halą MOSiR-u. Odbyła się wspaniała parada załóg balonowych. Na lotnicze święto zjechały 24 ekipy balonowe z Polski, Węgier i Litwy. – To 13. edycja, a wiadomo, że to liczba, która niekoniecznie musi być szczęśliwa – skomentowali krośnianie, gdy dowiedzieli się o wypadku.
Balon „dostał” mocny podmuch wiatru
Bywa, że podczas górskich zawodów balonowych zawodnicy mają do czynienia ze zmiennym, zdradliwym wiatrem. Właśnie taka sytuacja miała miejsce w sobotę wcześnie rano, gdy przeprowadzono pierwsze konkurencje balonowe. Wiatr płatał figle, więc baloniarze musieli zmienić miejsce startu.
Feralny żółto-granatowy balon, którym leciał rzeszowski pilot wraz z fotoreporterem PAP-u oraz operatorem, wystartował z Łęk Dukielskich. Gdy wzbił się w powietrze został zniesiony przez silny podmuch wiatru na pobliskie drzewo, a zaraz potem zahaczył o dach budynku. Z kosza wypadł operator. Balon z pilotem i fotoreporterem poderwał się do lotu i ostatecznie wylądował we Wrocance.
Mogli się zabić, najedli się strachu
– Przed ósmą rano obudził mnie przeraźliwy dźwięk karetek pędzących na sygnale. Byłam niemal pewna, że zdarzył się wypadek na drodze. Dopiero od syna dowiedziałam się, że w naszej wiosce spadł na pole balon – opowiada nam mieszkanka Wrocanki. – Przeżyłam szok, myślałam, że latanie balonem jest bezpieczne- dodaje. – Po rannych przyjechała „terenówka” i odwiozła ich do dwóch karetek zaparkowanych w centrum miejscowości – relacjonują nam bracia Bartłomiej i Tomasz Raś.
Ranni zostali przewiezieni do krośnieńskiego szpitala. Pilot doznał skomplikowanego złamania prawej ręki z przemieszczeniem, z kolei fotoreporter PAP-u ma stłuczoną nogę i żebro, a operator ma skręconą nogę. – Pilot trafił do lecznicy w Rzeszowie, natomiast dwaj dziennikarze po ambulatoryjnym zaopatrzeniu zostali wypisani do domów – poinformował nas Marek Regulski, chirurg, który tego dnia miał dyżur w szpitalu w Krośnie. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, pilot przeszedł pomyślnie operację w rzeszowskim szpitalu miejskim i ma się coraz lepiej.
Zawinił pilot?
Jak przyznają zawodnicy startujący w MGZB, teren do latania jest ciekawy, a jednocześnie trudny. – W rozgrywaniu konkurencji balonowych może przeszkadzać wiatr. Zawody są górskie, a więc niełatwe. Liczy się wiedza, doświadczenie i umiejętności – mówi Zygmunt Jerzyk, dyrektor organizacyjny XIII MGZB. Teraz na usta ciśnie się pytanie: jaka była przyczyna wypadku?
Ze wstępnych ustaleń wynika, że najprawdopodobniej błąd popełnił pilot, który wystartował w zbyt bliskiej odległości od zabudowań. Jak mówi podinspektor Marek Cecuła, oficer prasowy KMP w Krośnie, policja o sprawie została powiadomiona dopiero w sobotnie południe. – Pilot był trzeźwy – informuje. Na miejsce zdarzenia w celu dokonania oględzin został skierowany przedstawiciel PKBWL –u, która wyjaśni ostateczną przyczynę wypadku.
Wioletta Zuzak


