Wiele hałasu o… nic

Polska dostała 670 tys. dawek szczepionki na COVID-19. Zaszczepiono jednak tylko kilkadziesiąt tysięcy osób. Czy zaszczepienie kilkunastu znanych osób spoza grupy medyków w etapie „0” wymaga, aż takiej nagonki? Takiego obrzucania błotem, hejtu? Nie przeczę, że było to pewnego rodzaju obejście prawa. Opinii publicznej na pewno należą się wyjaśnienia, dlaczego właśnie te osoby otrzymały szczepionkę przeciw COVID-19 bez spełnienia kryteriów etapu zerowego. Czy rząd powinien jednak rozdmuchiwać aferę, której by nie było, gdyby od początku kampania promująca szczepienia była prowadzona z głową? Z doniesień prasowych wynika, że twarzą rządowej akcji szczepień będzie aktor Cezary Pazura. Fajnie – problem polega na tym, że twarzy szczepień powinny być dziesiątki jeżeli nie setki. Twarzy kojarzonych z różnymi poglądami politycznymi, smakami kulturowymi, pokoleniami. Rząd – korzystając choćby z zasobów kadrowych i możliwości hojnie finansowanej Telewizji Publicznej – mógłby zlecić nakręcenie specjalnych odcinków popularnych (zwłaszcza wśród starszych widzów) seriali z „lokowaniem produktu”. Gdyby do szczepień ustawili się np. popularny proboszcz z Sandomierza oraz komenda policji („Ojciec Mateusz”) czy rodzina Mostowiaków, w trosce o „nestorkę rodu” (M jak Miłość) – to mogłoby dojść do istotnej promocji szczepień przeciwko COVID-19. Rząd musi uznać, że jako naród lubimy i szanujemy różne osoby. Jednych do szczepień mógłby przekonać fakt zaszczepienia Jarosława Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, Mateusza Morawieckiego czy Stanisława Karczewskiego, innych – że zrobili to Lech Wałęsa, Rafał Trzaskowski, Jerzy Buzek lub Leszek Miller, a jeszcze innych przekonać może przykład Cezarego Pazury, Krystyny Jandy, Wiktora Zborowskiego, Krzysztofa Materny, znanych piosenkarzy i muzyków, youtuberów, blogerów czy sportowców, np. Roberta Lewandowskiego. Wnioski? Dobrze byłoby, gdyby ministrowie odpowiedzialni za akcję szczepień uderzyli się we własne piersi i spojrzeli krytycznie na swoje działania. Rozkręcanie wielkiej afery może bowiem zostać odebrane jako szukanie zasłony dymnej, która ma odwrócić uwagę od rzeczywistych problemów, a tych w prowadzeniu szczepień w etapie „0” naprawdę nie brakuje. Może też spowodować, że część dawek szczepionek nie zostanie wykorzystana w krótkim oknie czasowym na ich zużycie 120 godzin, bo lekarze kwalifikujący do szczepień z obawy przed administracyjnymi konsekwencjami będą woleli je zwrócić, niż podać chętnym spoza wskazanej grupy, gdy na szczepienie nie zgłoszą się osoby na nie zapisane. Obie strony – zarówno rząd, jak i placówki realizujące szczepienia – mają więc ważną lekcję do odrobienia. Redaktor Anna Moraniec

20 Responses to "Wiele hałasu o… nic"

Leave a Reply

Your email address will not be published.