
użyciu armatek wodnych. Fot. Twitter
Zamknięte przez Polskę z powodu kryzysu migracyjnego przejście graniczne Bruzgi-Kuźnica jest nadal okupowane przez imigrantów zgromadzonych po białoruskiej stronie. Wczoraj, do czasu zamknięcia bieżącego wydania Super Nowości, nie doszło do szturmu przejścia, ale w stronę polskich służb poleciały kamienie i granaty hukowe. Przedstawiciele służb zapewniają, że te są w stanie odeprzeć ewentualny atak. Faktem jest jednak, że wskutek uderzenia kamieniami ranni zostali strażniczka graniczna, żołnierz oraz policjant. Ten ostatni najciężej, ma pękniętą kość czaszki.
Wczoraj rano na przejściu granicznym Bruzgi-Kuźnica zawrzało. Przyprowadzeni tam i przywiezieni przez służby białoruskie w poniedziałek (15 listopada) imigranci usiłowali zniszczyć ogrodzenie postawione przez polską stronę przy przejściu, a także rzucali w kierunku naszych kamienie, kostkę brukową, a także granaty hukowe. Jak podkreśla rzecznik koordynatora służb specjalnych, Stanisław Żaryn, te ostatnie przedmioty są imigrantom dostarczane przez białoruskie służby, podobnie jak urządzenia do miotania kamieni. Te służby też mają po prostu sterować zachowaniem imigrantów, m.in. wprowadzając ich w błąd, co do sytuacji na granicy z Polską. Mają potwierdzać plotki, jakoby Polska „umówiła się” z Białorusią, że zostaną wpuszczeni na teren RP, a następnie przewiezieni autokarami do Niemiec.
Najbardziej ucierpiał policjant
Na grad kamieni, kostki i granatów hukowych nasi żołnierze oraz funkcjonariusze SG i Policji odpowiedzieli armatkami wodnymi i gazem łzawiącym. Jak zapewniał Stanisław Żaryn, są dobrze wyszkolone, wyposażeni i gotowi na każdy scenariusz. Jednak fakt, że wskutek uderzeń kamieniami ranni zostali polski żołnierz, funkcjonariuszka SG i policjant, wydaje się temu przeczyć. Żołnierz na szczęście nie doznał poważnych obrażeń i wrócił już do służby, strażniczka graniczna musiała zostać przewieziona na SOR, ale jej życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Niestety, policjant oddelegowany na granicę z warszawskiej prewencji otrzymał tak silne uderzenie najprawdopodobniej kamieniem w głowę, że pękł kas ochronny i funkcjonariusz doznał poważnych obrażeń. Mówi się o pęknięciu podstawy czaszki. Policjant trafił do szpitala w Sokółce.
Tymczasem po białoruskiej stronie podlegli reżimowi Aleksandra Łukaszenki dziennikarze z Białorusi nagrywają filmy propagandowe mające pokazywać, jak Polska traktuje szukających schronienia uchodźców. Dyktator Białorusi wpuścił w rejon kryzysu także dziennikarzy z Rosji oraz reporterów ze stacji CNN i BBC. Po polskiej stronie dziennikarze nadal nie mają wstępu w pobliże kryzysu, bo teren ten objęty jest stanem wyjątkowym i jego obostrzeniami. To może się wkrótce zmienić, bo okres wyznaczonego stanu wyjątkowego właśnie się kończy, a związane z nim przepisy mają być nowelizowane. Rzecz w tym, że rządzący chcą decydować o tym, dziennikarze których mediów będą po noweli dopuszczani w miejsce kryzysu. Na razie wszystkie media muszą zadowolić się oświadczeniami przedstawicieli służb i materiałami przez nie nagranymi.
Co z art. 4. traktatu NATO?
Tymczasem, choć w wywiadzie dla Polskiego Radia prezes PiS, Jarosław Kaczyński zapewnia, że trwa wojna hybrydowa, ale do takiej z użyciem broni nie dojdzie. Wczoraj Biuro Bezpieczeństwa Narodowego debatowało nad ewentualnym uruchomieniem wraz z Łotwą i Litwą art. 4. traktatu NATO. Tu, rzec można, rząd posłuchał Donalda Tuska. Lider Po mówił o rozważeniu takiej ewentualności już dobrych kilka dni temu. Artykuł 4. NATO brzmi: „Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron”. Nie musi dojść do bezpośredniego ataku na NATO-wskie państwo, by tego artykułu użyć. Na razie BBN nie ujawniło, czy Polska się na to zdecyduje.
Monika Kamińska



14 Responses to "Wielka Bitwa na granicy polsko-białoruskiej"