
PODKARPACIE, KRAJ. Pojawia się pytanie, czy osoby objęte „lokalizacyjną inwigilacją” będą o tym informowane. Jeżeli nie, to witamy w utopijnej wizji z „Roku 1984” Orwella.
Nowelizacja tzw. tarczy antykryzysowej zawiera wiele kontrowersyjnych poprawek. Jedna z nich mówi o inwigilacji obywateli za pośrednictwem lokalizatorów w telefonach komórkowych. Obawiać powinny się nie tylko osoby na kwarantannie.
„Nikt oczywiście nie wiedział, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację”, czytamy w słynnej powieści „Rok 1984” George’a Orwella. Co prawda, nie będziemy mieć do czynienia z tzw. teleekranem, który śledzi każdy nasz ruch, jednak doniesienia „Dziennika Gazety Prawnej” są, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjne. Zarówno osoby objęte kwarantanną jak i pozostali obywatele, mogą być bowiem obserwowani w inny sposób: przy użyciu lokalizatorów w naszych smartfonach. Wszystko za sprawą projektu nowelizacji tzw. tarczy antykryzysowej.
Dane na życzenie ministra
Zdaniem „Dziennika Gazety Prawnej”, proponowana nowelizacja nakłada na teleoperatorów obowiązek podawania danych o lokalizacji telefonów komórkowych osób objętych kwarantanną i chorych na koronawirusa. To nie wszystko. Uprawnienia ministra cyfryzacji idą o krok dalej, ponieważ może on otrzymywać również anonimowe informacje o lokalizacji urządzeń osób zdrowych. – Chodzi o to, by wiedzieć, gdzie np. tworzą się skupiska ludzi, czy przestrzegane są rządowe restrykcje. Część operatorów już dostarcza nam takie dane, ale nie wszyscy. Taka regulacja ich zdyscyplinuje. Dane pewnie nie będą generowane w czasie rzeczywistym, ale np. z dwudniowym opóźnieniem. Ale już samo to pozwoli chociażby lepiej rozplanować działania policji i straży miejskich. Dane będą zagregowane (połączone w całość – red.) i odpowiednio zanonimizowane, dlatego nie ma tu obaw o jakąkolwiek inwigilację – zdradza na łamach gazety osoba z rządu.
Wszystkie te działania prowadzą w pierwszej kolejności do tego, że osoby objęte kwarantanną będą mogły ponieść konsekwencje nieprzestrzegania aresztu domowego nawet po kilku dniach od złamania zasady. Osobom zdrowym, odwiedzającym ludzi na kwarantannie, również grożą podobne konsekwencje. System oparty na zasadzie “wielki brat patrzy” powinien budzić zaniepokojenie, przede wszystkim przez wzgląd na to, że zarówno władza jak i służby państwowe nie cieszą się dużym zaufaniem wśród obywateli. – Jedyne co może nas uspokajać, to zaufanie do władz i służb. Tutaj jednak pojawia się pytanie: czy my im faktycznie ufamy? Sami politycy przyznają, że nie ufają władzy. Takie wypowiedzi powodują, że my-obywatele obawiamy się takich ruchów ze strony rządzących. Potrzebujemy balansu. To jak działają służby, włączając w to ich przeszłość, teraz procentuje w negatywny sposób – ocenia dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa wewnętrznego z Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Otworzą nasze listy?
Nowelizacja projektu, zwanego także „tarczą 2.0”, zakłada szereg innych rozwiązań, które w mniejszym lub większym stopniu nawiązują do działań o jakich mowa powyżej. Pierwszą z proponowanych zmian jest otwieranie przez Pocztę Polską listów i przesyłanie ich do odbiorców drogą elektroniczną.
Kolejna ewentualna „nowość” to rozszerzenie kompetencji Służby Ochrony Kolei. Wszystko wskazuje na to, że sokiści będą mieli prawo skierowania do kwarantanny wszystkich pasażerów poruszających się pociągiem z osobą, u której wykryto wirusa. Z podobnymi konsekwencjami będą musiały się liczyć również osoby stojących w jednej kolejce do dworcowej kasy z chorym, lub przebywający z nim w jednej poczekalni.
Bez zgody obywatela
Proces śledzenia obywateli za pośrednictwem lokalizatora w telefonie to jedynie wierzchołek góry lodowej. Z informacji “Dziennika Gazety Prawnej” wynika, że wszystko i tak będzie się odbywało bez naszej zgody. – Jak wynika z projektu, “szczegółowy zakres danych, sposób i tryb ich przekazywania mogą zostać określone w umowie pomiędzy ministrem właściwym do spraw informatyzacji a operatorem”, a zgoda użytkownika końcowego na przetwarzanie i udostępnianie danych lokalizacyjnych nie będzie wymagana – czytamy. Koło ratunkowe? Jedno, pochodzące z kolejnego cytatu z książki Orwella: “Pozostawało więc żyć z założeniem – i żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch – iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony”. Z drugiej strony warto się zastanowić, czy proponowane zmiany przestaną obowiązywać wraz ze stanem zagrożenia epidemicznego, czy też staną się kolejnym (w pełni legalnym) narzędziem służb państwowych?
Rafał Bolanowski



15 Responses to "Wielki brat patrzy"