Wielki bunt nauczycieli

10 października ub.r. przed Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie przeciwko reformie edukacji protestowało 2 tys. nauczycieli. Fot. Wit Hadło
10 października ub.r. przed Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie przeciwko reformie edukacji protestowało 2 tys. nauczycieli. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Pedagodzy przeciwko reformie edukacji. Na drugą połowę marca zapowiadają ogólnopolski strajk.

Pospieszna reforma edukacji i zapowiedziana likwidacja gimnazjów wzbudza wiele kontrowersji. Tylko na Podkarpaciu w jej wyniku stracić pracę mogą nawet 2 tys. nauczycieli. Ci jednak nie poddają się decyzjom minister Anny Zalewskiej i zapowiadają ogólnopolski strajk, który planowany jest na marzec.

– Obawa i niepewność związana z reformą edukacji jest ogromna – mówi nauczyciel z rzeszowskiej szkoły podstawowej. – O pracę drżą zarówno nauczyciele szkół podstawowych, jak i gimnazjów. Jeszcze przez najbliższe 2 lata, kiedy swoim tokiem będą szły 2 i 3 klasy gimnazjum, możemy nie odczuć aż tak bardzo zmian. Największy strach jest przed tym, gdy dojdzie już do całkowitego wygaszenia gimnazjów. Każdy chce pracować, a wbrew zapowiedziom pani minister Zalewskiej wcale nie zanosi się na to, że unikniemy likwidacji stanowisk pracy. To wszystko dzieje się za szybko, nie jesteśmy przygotowani na reformę. Większą korzyścią dla dzieci byłoby kontynuowanie tego, co jest teraz. Dlatego wciąż jeszcze walczymy, mając nadzieję, że nasz głos zostanie usłyszany – dodaje.

Nauczyciel odejdą od tablic
Stąd właśnie pomysł przeprowadzenia strajku ostrzegawczego. Dokładna jego data nie jest jeszcze znana, 7 marca ogłosi ją Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wiadomo, że chodzi o drugą połowę marca. Jak przekonuje Sławomir Broniarz, prezes ZNP, nieprzygotowaną reformę można zatrzymać, póki jest tylko na papierze. – Jeszcze do końca lutego odbywały się w szkołach, przedszkolach i placówkach oświatowych referenda strajkowe, w ramach których pracownicy danej placówki wypowiadali się, czy wezmą udział w strajku – mówi Magdalena Kaszulanis, rzecznik prasowy ZNP.

Pedagodzy proponowali również, w jakiej formie mógłby się odbyć strajk. – Teraz będziemy zbierać te dane. Warto przypomnieć, że strajk przygotowują także rodzice. 10 marca pozostawią swoje dzieci w domu. Po raz pierwszy będziemy mieć taką sytuację – dodaje Magdalena Kaszulanis.

Planowany strajk nauczycieli trwać będzie 1 dzień. Nauczyciele, którzy włącza się do protestu, nie będą prowadzić lekcji ani zajęć opiekuńczych. A co z dziećmi? Prawdopodobnie większość nie pójdzie do szkoły, a rodzice napiszą im usprawiedliwienie. Jeżeli jednak rodzice zdecydują się posłać dziecko do szkoły, a nauczyciele nie będą prowadzić lekcji, obowiązek zajęcia czasu dzieciom spadnie na dyrektorów szkół, którzy będą musieli zadbać o zorganizowanie im zajęć opiekuńczych.

Posłowie zatrzymają reformę edukacji?
Tymczasem trwa zbieranie podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum ws. reformy edukacji, którego inicjatorem jest ZNP. Zbieranie rozpoczęło się 31 stycznia. Jeżeli zostanie zebranych pół miliona podpisów, to Sejm będzie musiał głosować nad zatrzymaniem reformy edukacji. – Cały czas zbieramy podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie tego referendum. Mamy już ponad 120 tysięcy podpisów. Aby złożyć obywatelski wniosek o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum, potrzebujemy co najmniej 500 tys. podpisów. Działania referendalne mają sens, bo jeszcze możemy zatrzymać reformę, która wejdzie w życie dopiero 1 września br. – poinformowała nas Magdalena Kaszulanis, rzecznik prasowy Zarządu Głównego ZNP.

Zbieranie podpisów potrwa do końca marca. Referendum mogłoby zostać przeprowadzone w czerwcu.

Ile szkół zostanie zlikwidowanych?
– Jeszcze nie wiadomo, ile szkół zniknie z edukacyjnej mapy Polski w wyniku reformy. Do końca marca bowiem samorządy podejmują decyzje o nowej sieci szkół – mówi rzecznik ZNP. – Według samorządowych kalkulacji, koszt reformy tylko w pierwszym roku jej trwania wyniesie prawie miliard złotych.

Miliardowa kwota potrzebna byłaby m.in. na ewentualne odprawy dla zwalnianych nauczycieli, wyposażenie szkół podstawowych w pracownie przedmiotowe, niezbędne prace remontowe dostosowujące sale lekcyjne w przekształcanych szkołach itp. A przecież reforma jest rozłożona na lata i zakończy się dopiero w 2023 roku.

– Ta reforma oświaty to wyrzucanie pieniędzy w błoto – mówi dyrektor jednego z rzeszowskich gimnazjów, który krytycznie ocenia rządową reformę i boi się publicznie wypowiadać na ten temat – Pracuję w zawodzie nauczyciela ponad 30 lat i uważam, że likwidacja gimnazjów nie poprawi jakości nauczania. Trzeba to rozwiązać inaczej. Należy przeprowadzić selekcję uczniów – ci najzdolniejsi z najlepszymi wynikami gimnazjalnych testów powinni się uczyć w liceach, a z gorszymi w zawodówkach. Gimnazja nie powinny być likwidowane, dotąd dobrze spełniały swoją rolę.

Za i przeciw reformie
Sprawdziliśmy, co na temat reformy edukacji sądzą rzeszowscy radni. – W różnych środowiskach pojawiały się opinie, że reforma jest potrzebna. Nie wszyscy byli zadowoleni ze sposobu, w jaki kształcimy dzieci i młodzież. Uważam, że zmiany są konieczne – mówi Grażyna Szarama, radna PiS i dyrektor Zespołu Szkół Społecznych nr 2 w Rzeszowie. – Muszę powiedzieć, że sieć szkół, które mają zatwierdzić samorządy, została przygotowana z wielką troską o uczniów i samych nauczycieli, aby zachowali swoje miejsca pracy. Pojawi się nowe bardzo ciekawe i ważne zjawisko – szkoły podstawowe będą szkołami jednociągowymi, czyli bez zmianowości (uczniowie nie będą uczyli się na 2 zmiany, tylko na 1). Prócz tego reforma edukacji spowoduje, że powstanie więcej szkół podstawowych, część na bazie tych obecnych, pojawią się też nowe, a co za tym idzie zmniejszy się liczba uczniów w szkołach. Korzystne, moim zdaniem, jest również przywrócenie 4-letniego liceum, dzięki czemu młodzież będzie miała czas na gruntowne przyswojenie sobie wiedzy. Więcej uwagi poświęcono również kształceniu zawodowemu, którego ranga mocno podupadła.

Inne zdanie na temat reformy edukacji ma Andrzej Dec, przewodniczący Rady Miasta Rzeszowa. – O ile niektóre cząstkowe cele reformy (np. dalsza modernizacja szkolnictwa zawodowego) są rozsądne, to styl i tempo jej przeprowadzania jest skandaliczny. Mamy wszak do czynienia z wyjątkowo delikatną materią, bo z dziećmi. W dodatku likwidacja gimnazjów, czyli najlepszej cząstki systemu polskiej edukacji, bez jakichkolwiek konsultacji w tej materii i przedstawienia choćby pozorów zmiany na lepsze, musi zdumiewać – mówi Andrzej Dec. – Ciągle mam więc nadzieję, że uda się doprowadzić do referendum w sprawie odwołania tej reformy (podpisy pod wnioskiem cięgle zbieramy). A gdyby się nie udało? Cóż, samorządy i nauczyciele nie z takimi problemami sobie radzili. Pytanie tylko, po co ten wysiłek, te wydatki na modernizację budynków i ten chaos, jaki autorzy reformy zafundowali, skoro nic lepszego w ten sposób nie powstanie. 

Mariusz Andres, Katarzyna Szczyrek

ECHA PUBLIKACJI
„Po publikacji w numerze 42 Super Nowości artykułu „Wielki bunt nauczycieli” autorstwa Mariusza Andresa i Katarzyny Szczyrek otrzymaliśmy pismo od Podkarpackiego Kuratora Oświaty, które publikujemy w całości:

Nieprawdą jest, że (cyt.:) „10 października ub.r. przed Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie przeciwko reformie edukacji protestowały 2 tys. nauczycieli”. Na podstawie informacji przekazanych przez Komendę Miejską Policji w Rzeszowie w dniu 10 października 2016 r. wiemy,  że faktyczna liczba osób uczestniczących w tym zgromadzeniu, oszacowana przez zabezpieczających policjantów, wyniosła około 700 osób – tj. jedna trzecia z ilości podanej tym w materiale prasowym.

Nieprawdziwe jest stwierdzenie: „Jeszcze  nie wiadomo, ile szkół zniknie z edukacyjnej mapy Polski w wyniku reformy”. W wyniku uchwał podejmowanych do końca marca przez samorządy, nie zniknie z mapy edukacji w Polsce żadna szkoła. Uchwały te mają bowiem na celu dostosowanie obowiązującej sieci szkolnej do nowej struktury szkolnictwa, tj. szkoły podstawowe sześcioklasowe przekształcą się w ośmioklasowe, a gimnazja mają co najmniej kilka możliwości w zakresie tych przekształceń. Możliwości te wskazuje Ustawa wprowadzająca Prawo Oświatowe lub, w jej ramach, decyzje o losie gimnazjum podejmuje samorząd lokalny. Uchwałą rady gminy nie można zlikwidować w dowolny sposób żadnej istniejącej szkoły, nawet najmniejszej. Takie działania wymagają opinii kuratora oświaty zgodnie z odrębnymi przepisami.

W myśl zasady tych przekształceń nie znika również z mapy Rzeszowa szkoła, w której mieści się obecnie Gimnazjum nr 6, ponieważ zgodnie z wolą radnych pod przewodnictwem  pana Andrzeja Deca, podjęto uchwałę nr XXXVIII/795/2017 Rady Miasta z dnia 31 stycznia 2017 r., w której to zdecydowano o, cyt.:”Gimnazjum nr 6 planuje się włączyć do oddalonego o 900 m Technikum nr 8 w Zespole Szkół Energetycznych (ul. Dąbrowskiego 66 a)”. Włączenie oznacza, że gimnazjum jako typ szkoły będzie wygaszane (nie będzie naboru do klasy I), a nauczyciele staną się, w myśl Ustawy, nauczycielami tegoż technikum. Zatem stwierdzenie zawarte w artykule: „Gimnazjum nr 6 jest jednym z 17 miejskich gimnazjów w Rzeszowie, które zostaną zlikwidowane” jest próbą wprowadzenia w błąd czytelników.

Trzeba odnieść się także do następujących danych, którymi posłużono się w artykule: „Tylko na Podkarpaciu w jej wyniku (tj. reformy) stracić pracę mogą nawet 2 tys. nauczycieli”. Otóż

od stycznia 2017 systematycznie spotykamy się z różnymi podmiotami środowiska oświatowego na terenie całego województwa, indywidulanie lub w ramach organizowanych spotkań, dotyczących reformy oświaty. Do chwili obecnej odbyło się ich 17 dla około 1330 przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego, związków zawodowych, dyrektorów, nauczycieli, rodziców. W rozmowach o zmianie struktury szkolnictwa zawsze wyrażamy troskę przede wszystkim o los nauczycieli. W samym Rzeszowie w związku z przekształcaniem się 10 gimnazjów w szkoły podstawowe (4 gimnazja będą włączone do szkoły podstawowej, 2 gimnazja zostaną przekształcone w LO, 2 zostaną włączone do LO lub technikum)  – nauczyciele nie stracą pracy. Dodatkowo obliczenia MEN na podstawie danych z Systemu Informacji Oświatowej, pokazują, że będzie nawet potrzebnych dodatkowych siedem etatów. W większych miastach Podkarpacia, takich jak Stalowa Wola, Tarnobrzeg, Przemyśl sytuacja jest także stabilna.  W grupie „zwalnianych” znajdą się także i ci, którzy skorzystają  z uprawnień emerytalnych oraz zapewne pracownicy niepedagogiczni (tj. obsługi, administracji, itd.), ale o tym już nie ma ani słowa. Ale jeśli tak jest, to nadużyciem jest stwierdzenie: „Tylko na Podkarpaciu w jej wyniku (tj. reformy) stracić pracę mogą nawet 2 tys. nauczycieli”. Informacje o sytuacji kadrowej nauczycieli na terenie Podkarpacia będziemy jako Kuratorium Oświaty wkrótce zbierać od organów prowadzących. Dane te będą możliwe do dokładnego oszacowania w momencie pojawienia się tzw. siatki godzin oraz arkuszy organizacyjnych przygotowywanych przez dyrektorów szkół. Jak na razie zatem, wszelkie prognozy są tylko  i wyłącznie spekulacją. Ponadto 25 lutego br. w sali kolumnowej UW odbyło się spotkanie dla środowisk oświatowych z różnych rejonów, w którym wzięło udział ponad 250 osób, a  do dyskusji panelowej został zaproszony przedstawiciel ZNP, który nie skorzystał z prawa zabierania głosu. Żaden z uczestników w czasie absolutnie otwartej debaty (dostępnej w całości dla mediów) nie tylko nie alarmował, ale nawet nie mówił o zagrożeniach związanych ze zwolnieniami nauczycieli na terenie swoich gmin czy powiatów.

W artykule dalej czytamy: „Miliardowa kwota potrzebna byłaby, m.in. na ewentualne odprawy dla zwalnianych nauczycieli,  wyposażenie szkół podstawowych w pracownie przedmiotowe, niezbędne prace remontowe dostosowujące sale lekcyjne w przekształcanych szkołach, itp.” Jednak z tytułu dofinansowania kosztów realizacji zadań wspierających proces zmian związanych z reformą systemu edukacji, w roku bieżącym  jednostki samorządu terytorialnego będą mogły ubiegać się o zwiększenie subwencji  oświatowej  z 0,4% rezerwy części oświatowej subwencji ogólnej, która na ten rok wynosi 167,6 mln zł. I tak do 2023 roku, bo: „przecież reforma jest rozłożona na lata”. Nie jest to zatem  rewolucja, ale ewolucja systemu oświaty w kierunku nowego ustroju szkolnego. Z rezerwy tej organy prowadzące szkoły mogą otrzymać również dofinansowanie kosztów związanych z wypłatą odpraw dla zwalnianych nauczycieli. Z takiej możliwości korzystały one niezależnie od przyczyn ich zwalniania.

Zapewne, czytających ten artykuł rodziców, zaniepokoiły słowa: ”Warto przypomnieć, że strajk przygotowują również rodzice. 10 marca pozostawią swoje dzieci w domach”. Uczęszczanie dzieci do szkoły jest kwestią odpowiedzialności każdego rodzica. Sugerowanie im takiej formy protestu, albo konkretnych rozwiązań typu:  „Prawdopodobnie większość nie pójdzie do szkoły, a rodzice napiszą im usprawiedliwienie” jest nieodpowiedzialne.

Zaplanowany przez ZNP strajk zagraża bezpieczeństwu uczniów. Dyrektor szkoły w jednej osobie nie będzie w stanie zapewnić opieki wszystkim uczniom, którzy w dniu strajku nauczycieli jednak przyjdą do szkoły, bo ich rodzice będą chcieli spokojnie pójść do pracy. Takie niepokoje wyrażali nawet sami nauczyciele niektórych rzeszowskich przeszkoli, chociażby w ostatni piątek w związku z tym, że ankiety o referendum w sprawie strajku ZNP rozdawało nie tylko nauczycielom, ale i pracownikom obsługi (pracownikom administracji, kuchni, woźnym, konserwatorom), niejednokrotnie zrzeszonym w strukturach tego związku. I choć mają oni do tego prawo, to jednak ich głosami może zostać przekroczony wymagany 50 % próg poparcia dla podjęcia strajku w danej szkole.

9 i 10 marca 2017 r. odbędzie się Podkarpacka Debata Rad Rodziców. Chęć udziału wyraziło 1000 przedstawicieli rodziców uczniów różnych typów szkół. Spotkanie odbędzie się w godzinach dogodnych dla rodziców (do wyboru), nie zakłócając edukacji, czy zagrażając bezpieczeństwu dzieci”.

25 Responses to "Wielki bunt nauczycieli"

Leave a Reply

Your email address will not be published.