
Szkoła Podstawowa w Duńkowicach. Niewielka placówka, w której nigdy nie było większych problemów. Wszystko się zmieniło, gdy rok temu dyrektorem została Renata Pałczyńska. Pomiędzy nią a gronem pedagogicznym zrodził się konflikt, który urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. – Gdy tylko przyszła, powiedziała, że zrobi z nami porządek i skończy się samowolka. Ostatnio stwierdziła, że weźmie nauczycieli za d… – twierdzą pracownicy, którzy złożyli pismo do wójta gminy z żądaniem odwołania pani dyrektor. – To trudne do uwierzenia, jaki hejt wylewa się na mnie od sierpnia. Zanim się pojawiłam, były pogłoski, że zniszczą mnie w ciągu 3 miesięcy. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia – odpowiada Renata Pałczyńska.
Nauczyciele twierdzą, że już w pierwszym semestrze nie byli w stanie porozumieć się z nową szefową. Nie pomogły rozmowy ze związkami zawodowymi, a nawet księdzem. – Pierwszego dnia naszej wspólnej pracy doszło do nieporozumienia. Chodziło o przełożenie trudniejszych lekcji na wcześniejsze godziny, a łatwiejszych na późniejsze – u tego samego nauczyciela i w tej samej klasie. Absolutnie nie dało się tego zrobić. Potem takie – wydawałoby się drobne rzeczy, doprowadziły do konfliktu – opowiada jeden z nauczycieli. – Gdy tylko przyszła, powiedziała, że zrobi z nami porządek i skończy się samowolka. Ostatnio stwierdziła, że weźmie nauczycieli za d… – dodaje ktoś inny.
Dyrektor Renata Pałczyńska przedstawia swoją wersję. – Przyszłam ze szkoły z Jarosławia i dla mojej rady pedagogicznej było ogromnym ciosem to, że ktoś nowy zaczął wprowadzać porządki. Zanim się pojawiłam, były pogłoski, że zniszczą mnie w ciągu 3 miesięcy. Jak widać nie dałam się. Współpracuję z dziećmi, podniosłam prestiż szkoły – twierdzi. – Sądzę, że to manipulacja. Nauczyciele nie chcą wykonywać swoich statutowych zadań. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, a sprawa jest rozdmuchana – dodaje.
Zakaz wycieczek
Sprawę zaogniły przenosiny klas 1-3 z pierwszego piętra na parter. – Dowiedziałyśmy się o tym od pań sprzątających. Same miałyśmy przenieść meble na dół, ale nie byłyśmy w stanie. – Pani dyrektor była wściekła, bo klasa była nieprzygotowana. Rodzice widząc ten rozgardiasz, zadzwonili do gminy. Zjawiła się komisja – relacjonuje nauczycielka. – Metraż tych sal był nieodpowiedni, sanitariaty nieprzygotowane. Dzieci byłyby na dole, a toalety na górze. Musiałyby pokonywać 3 ciągi korytarzowe i schody. Mogły też niepostrzeżenie wyjść na zewnątrz, bo przy klasach są dwa wejścia – argumentuje rodzic. – Czy ktoś widział, żeby klasy 1-3 były nie były na parterze? – pyta dyrektor szkoły. – Chodziło o względy bezpieczeństwa. Co do łazienek, przez 27 lat ich nie remontowano, a zarzucają mi, że ja w 10 miesięcy nie dałam rady. Na dole mamy nowe sanitariaty, ale widać nie odpowiadają one rodzicom.
Główny zarzut grona pedagogicznego to brak komunikacji z dyrektorką. – Pani wywiesza informacje na tablicy ogłoszeń w pokoju nauczycielskim, bez dyskusji, wyjaśnień, albo mówi jednemu nauczycielowi, oczekując, że wszyscy będziemy wiedzieli o danym zarządzeniu – mówi jedna z nauczycielek. – Pani dyrektor nigdy nie powiedziała: „chodzi o to i o to, jeśli chcecie się dowiedzieć więcej, wyjaśnię. Gdy sami pytaliśmy, nie chciała niczego tłumaczyć. Pytała „wy tego nie wiecie, nie znacie prawa oświatowego?” – dodaje.
Na spotkaniu z nami pojawiło się niemal całe grono pedagogiczne. W ciągu 2-godzinnej rozmowy wymieniło mnóstwo innych zarzutów. Dotyczyły m.in. przydzielaniu zastępstw nauczycielom, organizowania z dnia na dzień rad pedagogicznych i nagłego ich odwoływania. Podobne sytuacje miały dotyczyć wycieczek. Jedna z nauczycielek uzgodniła na wywiadówce wyjazd, o czym poinformowała dyrektor. Ta następnego dnia miała przyjść do klasy, mówiąc, że nie może jechać, bo zbyt dużo uczniów jedzie w tym samym terminie. Pedagodzy podają jeszcze dwa takie przykłady. – Od października było 21 wycieczek, najczęściej pojedyncze, ale w jednym dniu w ostatniej chwili wyjechały 3 kasy i 8 nauczycieli. To był zaogniony dzień, wszyscy chcieli jechać. Ktoś musiał zostać, żeby zaopiekować się pozostałymi dziećmi– odpiera zarzut dyr. Pałczyńska.
Sama twierdzi, że jedna z pań pojechała bez zgody dyrektora. Pedagodzy tłumaczą, że listę uczestników trzeba było robić w ostatniej chwili. W międzyczasie pani dyrektor zasłabła i pojechała do domu. Nauczycielka nie miała na dokumencie stosownej pieczątki. Ponieważ była umówiona z dziećmi na godz. 7 na dworcu w Radymnie i jak twierdzi, nie wiedziała, czy dyrektorka następnego dnia dotrze do szkoły. Co na to dyrektorka? – W szkole była moja zastępca społeczna. Mało tego, jestem z Radymna. Trudno było zadzwonić i poprosić, żebym tam podbiła?
Zespół jednak twierdzi, że nie wiadomo było, kto jest zastępcą, bo pani dyrektor nigdy oficjalnie tego nie powiedziała. – Przecież jest zarządzenie na stronie internetowej gminy – odpowiada dyrektorka.
Żądają odejścia
Pracownicy skarżą się również, że dyrektorka krzyczy na nauczycieli, straszy ich wpisem do akt osobowych a nawet donosem do kuratorium – przy uczniach. – Wiele osób było obrażanych w obecności dzieci. Opowiadały o tym w domu i pytały, dlaczego pani dyrektor tak się wydziera na panie sprzątające i nauczycieli. Niejednokrotnie sami byliśmy tego świadkami – twierdzi jeden z rodziców. Dyrektorka zapewnia, że zawsze mówi spokojnym głosem i nigdy nie krzyczy.
Pytamy też o wyjątkowe wydarzenie, o którym opowiedzieli pedagodzy. -Uczniowie wrócili z wycieczki. Byli pobudzeni i trochę hałasowali, jak to w szkole. Nagle do pokoju weszła zawstydzona uczennica klasy 8, mówiąc: „Nie wiem, jak ja mam to powiedzieć, ale muszę”. Na prośbę pani dyrektor… upomniała ona nauczycielkę, za to, że nie umie zapanować nad dziećmi – relacjonuje inna. Dyrektor zaprzecza, by doszło do takiej sytuacji.
Pojawiły się także zarzuty, by dyr. Pałczyńska krzyczała na maluchy, które wracały z próby przed szkolną akademią i były tym przerażone. Jak twierdzi dyrektor:- To nieprawda, normalnym głosem powiedziałam, aby nie zbiegały, bo trwają lekcje. Żadne dziecko nie płakało. Wszystko jest wyolbrzymiane przez wychowawców.
Ci zapewniają, że mówią prawdę i nie są już w stanie dłużej wytrzymać. Poinformowali o sprawie kuratorium i złożyli do gminy wniosek o odwołanie szefowej. Później dołączyli do nich rodzice. Renata Pałczyńska przekonuje, że z poprzednią radą rodziców współpraca świetnie się układała. Zmieniło się to, gdy wybrano nowego przewodniczącego. Obecni przedstawiciele rodziców są zdania, że tylko wyjątki nie chcą odejścia dyrektorki. A jeśli do tego nie dojdzie, planują przenieść dzieci do innych szkół. Odezwali się do nas jednak inni, którzy popierają panią dyrektor i są zadowoleni z wprowadzonych zmian, bo „szkoła w końcu stanęła na nogi”. Twierdzą, że podobnych głosów jest więcej, ale większość boi się mówić o tym głośno. Ile faktycznie jest takich osób, nie wiadomo. Renata Pałczyńska podkreśla, że ma poparcie:- Wystarczy przeczytać komentarze, pod tekstem opublikowanym przez lokalną gazetę. Stanęły za mną dzieci, które odeszły i te z 8 klasy, a za to teraz są szkalowane.
Sytuacja jest patowa
Początkiem września wizytatorzy kuratorium przeprowadzili w szkole kontrolę, która dotyczyła przestrzegania przepisów prawa w zakresie organizacji pracy, kompetencji rady pedagogicznej oraz współpracy dyrektora z tym organem szkoły. Jak poinformowała nas Mariola Kiełboń, rzecznik Podkarpackiego Kuratora Oświaty, w wyniku kontroli dokonano analizy dokumentacji oraz przeprowadzono rozmowy ze wszystkimi organami szkoły. Dyrektorowi wydano zalecenia wynikające ze sprawowania nadzoru pedagogicznego.
Z kolei wójt, Bogdan Szylar powołał własną komisję. „Wójt Gminy Radymno jako organ prowadzący szkołę informuję, iż wszelkie informację i wyjaśnienia w tej sprawie zostaną przekazane niezwłocznie po pełnym i całkowitym zakończeniu postępowania wyjaśniającego” – czytamy w oświadczeniu. Dwa tygodnie temu zawiesił dyrektorkę, ale wróciła już do pracy. Ani jedna ani druga strona nie zamierza jednak ustąpić…
Wioletta Kruk



10 Responses to "Wielki konflikt w małej szkole"