
RZESZÓW, PODKARPACIE. Na 900 szpitali w całej Polsce w dawstwo narządów zaangażowanych jest tylko kilkanaście. W regionie pięć.
W 2015 roku zgodę na pobranie narządów wyraziło w regionie 15 rodzin osób zmarłych. Dzięki temu udało się uratować życie 43 osobom, bo pobrano od nich 43 narządy, w tym 30 nerek, 10 wątrób, 2 serca, 1 trzustkę (najczęściej pobiera się dwie nerki, serce, wątrobę, trzustkę, płuca, rzadko rogówki, jelita).
– W 2016 roku na Podkarpaciu dokonano tylko 4 pobrań, w 2017 roku – 6. Do pobrań doszło w Rzeszowie, Sanoku, Jarosławiu, Tarnobrzegu i Nisku – mówi Irena Mileniak, regionalny koordynator transplantacyjny.
Dlaczego mamy tak mało dawców? – Jedną z przyczyn jest sposób zatrudniania lekarzy anestezjologów, którzy w większości pracują na kontraktach, przychodzą na oddział w celu zrealizowania konkretnych procedur i nie chcą zajmować się stwierdzaniem, czy u pacjenta doszło do śmierci mózgu czy nie, tym bardziej że za badania, jakie trzeba wykonać u dawcy, pobranie narządów, w tym serca, szpitale dostają tylko 10,2 tys. zł. 4,8 tys. zł z tej kwoty ma pokryć koszty osobowe: zwołanie konsylium orzekającego śmierć mózgu i pracę personelu. Reszta pieniędzy zamiast na oddział intensywnej opieki medycznej, który opiekuje się pacjentem, trafia do ogólnej kasy szpitala i zasila np. stołówkę czy pralnię – mówią anestezjolodzy.
Nie bez znaczenia jest także brak zaufania społeczeństwa do całej służby zdrowia, co wpływa na podjęcie decyzji o oddaniu narządów bliskich osób do przeszczepu. Ludzie, szczególnie w naszym regionie, nadal nie mają wiedzy, że Kościół katolicki popiera transplantologię i akceptuje śmierć mózgu.
Dawca umiera nagle
Co jest najtrudniejsze w rozmowie z rodziną potencjalnego dawcy? – Trudność polega na tym, że mówimy do bliskich nie osoby starszej, schorowanej, ze śmiercią której najbliżsi mieli czas się oswoić, tylko do rodziny osób młodych, zdrowych, synów, córek, których śmierć przyszła nagle, niespodziewanie, której towarzyszą wielkie emocje. Duże emocje towarzyszą także nam lekarzom. Z jednej strony robimy wszystko, by uratować tego człowieka, ale w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy bezradni i nie możemy już mu pomóc. Wtedy stajemy naprzeciwko rodziny, która w ciągu kilku/kilkunastu godzin nie potrafi się pogodzić z jego odejściem, staramy się przekonać ją, by zaakceptowała wolę zmarłego co do pobrania narządów. Czasami świadomość rodziny, że śmierć ich bliskich ma głębszy sens i daje szanse życia innym ludziom może ułatwić przeżycie żałoby – mówi dr Małgorzata Zajdel-Paśniczek, koordynator transplantacyjny w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Na przeszczep narządów w całej Polsce czeka ponad 4200 chorych. Na przeszczep serca – 402 osoby. 42 to przypadki pilne – te osoby nie przeżyją bez transplantacji.
Anna Moraniec



6 Responses to "Wielki krach w przeszczepach narządów"