Wielki powrót Developresu

Ostatnie dwa mecze siatkarek Developresu SkyRes nie były przeznaczone dla kibiców o słabych nerwach, bowiem zwycięstwo w sobotnim spotkaniu rzeszowianki ponownie zapewniły sobie dopiero w tie-breaku. Fot. Wit Hadło

LSK. Rzeszowskie siatkarki zafundowały w sobotę swoim kibicom kolejny na przestrzeni czterech dni zwycięski dreszczowiec.

Już był w ogródku, już witał się z gąską… Najlepszy zespół poprzedniego sezonu, ŁKS Commercecon Łódź był w sobotę bliski wywiezienia z hali na Podpromiu kompletu punktów. Nie pozwoliły mu jednak na to rzeszowskie siatkarki, które po przegranych dwóch setach, w wielkim stylu wróciły do gry i w trzech kolejnych partiach zdołały odwrócić losy spotkania, pokonując ostatecznie aktualnego mistrza Polski.

DEVELOPRES SKYRES 3
ŁKS COMMERCECON 2
(23:25, 19:25, 26:24, 25:23, 15:11)
DEVELOPRES:
Valentin-Anderson 1, Zaroślińska-Król 31, Hawryła 2, Witkowska 5, Mlejnkova 11, Frantti 3, Krzos (libero) oraz Kaczmar 4, Gałucha 1, Blagojević 21, Polańska 8
ŁKS: Mori 2, Kowalińska 18, Alagierska 16, Pacak 3, Wójcik 16, Lazović 21, Strasz (libero).
Sędziowali:
Rafał Pośpiech i Piotr Kasprzyk. Widzów 2103. MVP: Jelena Blagojević.

Podopieczne Stephane’a Antigi pojedynek z ŁKS-em rozpoczęły źle, przegrywając niemal od samego początku inauguracyjnej partii (5:9). Być może na taki stan rzeczy miał wpływ środowy, morderczy bój w Pucharze CEV, który rzeszowianki rozstrzygnęły na swoją korzyść dopiero w tie-breaku. Bohaterką tamtego spotkania była Katarzyna Zaroślińska-Król, która również w sobotę była motorem napędowym gospodyń. W sukurs przyszła jej tym razem wybrana MVP meczu, Jelena Blagojević. Obie siatkarki w całym meczu zdobyły dla Developresu aż 52 punkty, w znacznym stopniu przyczyniając się do pokonania mistrzyń Polski. Jednak zanim to się stało, rzeszowscy kibice długi nie mieli zbyt wiele powodów do radości. – To prawda, że ŁKS jest dobrą drużyną, ale naszym problem byliśmy my sami. Nasza gra, a właściwie jej brak. Po prostu nie graliśmy na przyjęciu i w ataku, a na zagrywce nie byliśmy obecni – analizował dwa pierwsze sety w wykonaniu swoich podopiecznych trener Antiga.

Mimo słabszego początku pierwszego seta, Developres w miarę szybko dogonił rywalki, by chwilę później wyjść nawet na minimalne prowadzenie (16:15). Wymiana ciosów nie zakończyła się jednak po myśli rzeszowianek. Trafiająca raz za razem w boisko rywalek Katarzyna Zaroślińska-Król w decydującym momencie została zablokowana (22:24) i widmo porażki zaczęło zaglądać rzeszowskim siatkarkom coraz głębiej w oczy. O ile jeszcze pierwszą piłkę setową udało im się obronić, o tyle przy drugiej błąd w ataku popełniła Alexandra Frantti i ręce w geście triumfu mogły wznieść łodzianki.

Drugą partię ponownie lepiej rozpoczęły przyjezdne, które nauczone wcześniejszymi doświadczenia, tym razem grały niezwykle uważnie, a zarazem skutecznie. Rzeszowiankom z kolei długo nie wychodziło praktycznie nic, czego efektem były coraz to większa frustracja i niepotrzebne nerwy (żółta kartka dla Zaroślińskiej-Król). ŁKS w pewnym momencie miał już 5 „oczek” przewagi (9:14), jednak Developres zdołał zmniejszyć straty do zaledwie punktu (18:19). Gdy wydawało się, że miejscowe pójdą za ciosem i będą w stanie odwrócić losy tej partii, drugi oddech złapały łodzianki, które w końcówce wypunktowały zespół ze stolicy Podkarpacia. W tym momencie wśród rzeszowskich kibiców trudno było chyba znaleźć optymistów, wierzących w końcowy triumf rzeszowianek. Potwierdzały to pierwsze piłki trzeciego seta, które w większości przypadków na punkty zamieniał ŁKS (3:8).

Żelazna szóstka

O tym, że kobieta zmienną jest, mogliśmy się przekonać chwilę później. Łodzianki, mające niemal na tacy położone zwycięstwo, nagle stanęły. Nowe siły, a przede wszystkim wiara wstąpiły za to w siatkarki Developresu. – Dalej też graliśmy solidnie, co nawet pokazały już wstępne analizy meczu. Jednak Developres się obudził, grał lepiej niż wcześniej i dlatego to spotkanie tak się wyrównało. Mieliśmy swoje okazje na końcowe zwycięstwo, szczególnie w trzecim secie, gdzie prowadziliśmy w jego środkowej fazie i mogliśmy to w jakiś sposób dowieźć do końca. Ale właśnie wtedy Developres zaczął lepiej grać, dogonił nas i było już trudniej nam rywalizować z nim – analizował Marek Solarewicz, szkoleniowiec ŁKS-u, który cały mecz rozegrał jedną szóstką (plus libero), bez chociażby jednej zmiany. Jego słowa potwierdzała świetlna tablica, pokazująca jeszcze w trzecim secie prowadzenie Developresu 15:13. Potem wprawdzie ŁKS zdołał na chwilę odbić prowadzenie (20:21), ale to gospodynie jako pierwsze stanęły przed szansą wygrania tej partii (24:22). Przyjezdne wprawdzie doprowadziły do remisu (24:24), ale po decydującym błędzie Katariny Lazović, musiały uznać wyższość rzeszowianek. – Robiłem zmiany, żeby znaleźć najlepszą konfigurację na boisku i w końcu drużyna zagrała. I to ładnie! Mieliśmy nasze problemy ale walczyliśmy co jest bardzo pozytywne. Na pewno pomogły nam w tym skuteczne zmiany. Każda nasza zawodniczka jest gotowa do tego, by wejść na boisko i pomóc drużynie – podkreślał Antiga.

Dumny Antiga

ŁKS, najwyraźniej podrażniony wcześniejszą porażką, od mocnego uderzenia rozpoczął seta nr 4., prowadząc najpierw 5:1, a potem 8:3. Znowu musiało upłynąć kilka minut, by siatkarki z Rzeszowa złapały swój rytm. Przy stanie 15:17, miejscowe zdobyły 3 punkty z rzędu i wyszły na minimalne prowadzenie (18:17). Szczelny blok i skuteczna gra w ataku sprawiły, że gospodynie stanęły przed realną szansą doprowadzenia do tie-breka. Wykorzystały ją za trzecim podejściem, kiedy to skutecznym atakiem popisała się Gabriela Polańska.

Decydującą partię o dziwo lepiej zaczął Developres, który po atakach Blagojević prowadził 2:0. Wprawdzie na chwilę oddał on inicjatywę (4:5), jednak przy zmianie stron znowu był górą (8:6), by kilkadziesiąt sekund później jeszcze powiększyć przewagę (9:6). Zryw łodzianek pozwolił im nieco zmniejszyć straty (10:9), jednak czas, o jaki poprosił Stephane Antiga uspokoił sytuację i pozwolił Developresowi ponownie odskoczyć na bezpieczne prowadzenie (12:9), którego nie oddał już do końca. – Poziom meczu ogólnie był bardzo wysoki. Fajnie, że po dwóch przegranych setach się nie poddaliśmy, bo naprawdę ten mecz wyglądał już na stracony. Z Legionovią wprawdzie też wygraliśmy 3-2, ale tam prowadziliśmy. Tym razem to był wielki powrót, z którego jestem bardzo zadowolony i dumny – cieszył się trener rzeszowskich siatkarek.

Tragedii z czwartej już porażki w tym sezonie nie robił z kolei opiekun łodzianek. – Wygrał zespół lepszy. Gratulacje dla Developresu. Ja jednak cieszę się bardzo z postawy swojej drużyny, która walczyła bardzo solidnie i nie odpuszczała praktycznie żadnej piłki. I to właśnie napawa mnie optymizmem na przyszłość. Wiemy, że mamy zmieniony skład w stosunku do tego, który był w poprzednim sezonie ale takie też było założenie klubu. Wszystko było więc w pełni świadome. Dajemy szansę grać wielu młodym, perspektywicznym zawodniczkom, a do tego dołączamy te bardziej doświadczone, jak chociażby Krysia Strasz, Iza Kowalińska czy nasza środkowa, Ewa Kwiatkowska. To się w ten sposób klaruje i widzę, że z treningu na trening, z meczu na mecz jesteśmy coraz lepsi. Tym razem nie wystarczyło to na doświadczony i dobrze zorganizowany zespół z Rzeszowa, który w tym sezonie solidnie się prezentuje i jest wysoko w tabeli ligowej. My jednak plasujemy się tuż za nim – podsumował Marek Solarewicz.

[ngg src=”galleries” ids=”917″ display=”basic_thumbnail”]

Leave a Reply

Your email address will not be published.