Wielkie ściganie na PGE Narodowym

Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

ŻUŻEL. GRAND PRIX POLSKI. Sobotni turniej w Warszawie obejrzy na żywo komplet 53,5 tys. widzów.

Pięciu polskich żużlowców będzie się w ścigać w sobotni wieczór na PGE Narodowym, gdzie zainaugurowana zostanie tegoroczna rywalizacja o tytuł indywidualnego mistrza świata. W gronie zawodników, walczących o medale będzie również obcokrajowiec Stali Rzeszów, Amerykanin Greg Hancock. – Tor zachowywał się bardzo dobrze. Był świetnie przygotowany. Biegi przebiegały płynnie i szybko. Nie było żadnych upadków. Po zawodach tor oceniam jako idealny – mówił w środę Rafał Dobrucki, trener reprezentacji Polski juniorów, która właśnie w ten dzień testowała 276-metrowy tor na PGE Narodowym. Przy jego układaniu zużyto 1200 ton piasku i 2400 ton sjenitu. – Ubiegłoroczne zawody były przepiękne, bo zbudowano jeden z najlepszych do ścigania torów na świecie. Wierzę, że teraz będzie podobnie. Jestem przekonany, że Ole Olsen i jego ludzie przygotują perfekcyjny tor – dodaje Marek Cieślak, trener seniorskiej kadry Polski.

Powrót Hancocka, problemy Doyla

To będzie turniej, jakiego na próżno szukać w żużlowym kalendarzu. – Na wielkim stadionie, przy wielkiej widowni pod dachem, czujesz ten zapach żużlowych motorów. Ten hałas, który się z nich wydobywa. I ten ryk przy taśmie startowej. Jeśli ktoś nie jest fanem żużla, tym bardziej powinien tego doświadczyć. Bo to spektakl! Według mnie to się nie może z niczym równać – przekonuje najbardziej doświadczony w całej stawce, Greg Hancock, który wraca do elitarnego grona najlepszych żużlowców świata wraca po ubiegłorocznej kontuzji barku. Tytułu mistrzowskiego będzie w tym roku bronił Australijczyk Jason Doyle, którego forma u progu sezonu pozostawia wiele do życzenia. – Będzie musiał kilka rzeczy zmienić. Nigdy nie wygrywa się dwa razy z rzędu robiąc te same rzeczy – przekonuje rodak mistrza świata, Jason Crump, który w przeszłości 3 razy sięgał po tytuł najlepszego zawodnika globu. Bardzo asekuracyjnie w kwestii ponownego stanięcia na podium wypowiada się z kolei Patryk Dudek – 2. żużlowiec ubiegłorocznej rywalizacji Grand Prix. – Celem na ten sezon jest utrzymanie się w cyklu. Pozycja nie ma znaczenia. Kibice mogą wiele oczekiwać, ale ja jestem tylko człowiekiem, który wykonuje swoją pracę. Czasami jest lepiej, czasami gorzej. Zrobię wszystko, by zostać mistrzem świata, ale jeśli się to nie uda, powalczę o tytuł za rok, dwa, a może za 10 lat – przekonuje „Duzers”. Oprócz niego stałymi uczestnikami Grand Prix 2018 będzie jeszcze czterech innych Polaków: Maciej Janowski, Bartosz Zmarzlik i Przemysław Pawlicki. – Zobaczymy, jak będzie, nie stresuję się tą pierwszą rundą jakoś szczególnie. Na pewno pojedziemy bardzo zmotywowani i damy z siebie wszystko. Oby tylko szczęście dopisało. Oby w tym roku było tak samo szybko jak w zeszłym, a może i lepiej – mówi „Magic”, który w ubiegłorocznej GP na PGE Narodowym zajął 2. miejsce. Z dziką kartą w sobotę wystąpi Krzysztof Kasprzak, z kolei rola rezerwowych przypadnie w udziale polskim młodzieżowcom: Maksymowi Drabikowi i Bartosz Smektale.

Kosmiczny Lindgren i połamany Pedersen

Do grona faworytów sobotniej rundy zaliczany jest Fredrik Lindgren, który w PGE Ekstralidze prezentuje iście kosmiczną formę. Szwed, który w poprzednim sezonie na skutek upadku i pęknięcia kręgu w trzech miejscach, stracił szanse na medal, chce tym razem skutecznie powalczyć o podium. – Jestem naprawdę szczęśliwy. Powrót do zdrowia na ten sezon wymagał bitwy i taka poprawa, jaką czuję w tej chwili, to dla mnie wielka sprawa – przekonuje Lindgren. Mniej szczęścia mają dwaj inni uczestnicy tegorocznej rywalizacji w Grand Prix. Słowaka Martina Vaculika, który leczy złamaną kostkę, zastąpi w Warszawie Duńczyk Niels Kristian Iversen. Z kolei inny żużlowiec z kraju Hamleta, Nicki Pedersen do sobotniej rywalizacji przystąpi ze złamaną kością prawej ręki. Szczęściem w nieszczęściu jest jednak fakt, że w wyniki upadku w Gorzowie, „Powerowi” nie odnowiła się kontuzja kręgosłupa, z którą zmagał się w poprzednim sezonie. – Na szczęście dla Nickiego nie ma żadnych pęknięć kręgów szyjnych. Miejsce jest tylko obolałe. Nicki ma zaś złamaną kość „grochowatą” w prawej dłoni – informowały pierwsze komunikaty. Znając charakter Pedersena, w sobotę zagryzie on zęby i zrobi wszystko, by jak najlepiej zainaugurować tegoroczny cykl Grand Prix. Zresztą nie tylko on, co może wróżyć wielkie emocje, jakie będą czekać na 53,5 tys. kibiców, którzy z wysokości trybun PGE Narodowego, obejrzą na żywo zmagania najlepszych żużlowców świata. Losowanie numerów startowych sobotniego turnieju zaplanowano przed piątkowym treningiem, który odbędzie się o godz. 15.

Lista startowa: 69. Jason Doyle (Australia), 692. Patryk Dudek (Polska), 108. Tai Woffinden (Anglia), 71. Maciej Janowski (Polska), 95. Bartosz Zmarzlik (Polska), 89. Emil Sayfutdinov (Rosja), 55. Matej Zagar (Słowenia), 66. Fredrik Lindgren (Szwecja), 23. Chris Holder (Australia), 45. Greg Hancock (USA), 110. Nicki Pedersen (Dania), 59. Przemysław Pawlicki (Polska), 222. Artem Laguta (Rosja), 111. Craig Cook (Anglia), 88. Niels-Kristian Iversen (Dania), 16. Krzysztof Kasprzak (Polska), 17. Maksym Drabik (Polska), 18. Bartosz Smektała (Polska).

GP POLSKI – sobota, godz. 19 (transmisja Canal+)

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.