Wiemy, że nic nie wiemy


Jeszcze w poniedziałek na stronach internetowych powiatowych i wojewódzkich stacji sanitarnych można było znaleźć nie tylko dane dotyczące osób zakażonych od początku pandemii i sumarycznej liczby zgonów czy osób aktywnie chorych, ale też wieku i płci zmarłych, liczby osób, które pokonały koronawirusa i są tzw. ozdrowieńcami oraz powiatów, z których pochodziły. Systematycznie też wprowadzano dane dotyczące osób będących w kwarantannie, izolacji, pod nadzorem czy przebywających w szpitalach, a nawet liczbie wykonanych testów. Codziennie też dziennikarze mogli liczyć na regionalne informacje o ogniskach koronawirusa, liczbie zakażonych pracowników medycznych czy pacjentów, a także pensjonariuszy domów opieki i zakładów leczniczych. Od wtorku strony internetowe regionalnych sanepidów zostały z tych informacji „wyczyszczone”. Po kliknięciu na „aktualny raport zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2” zostajemy automatycznie przekierowani na stronę www.gov.pl, gdzie codzienny raport ogranicza się do podania dużo mniejszej liczby danych. Są co prawda informacje o liczbie osób zakażonych od początku pandemii oraz o ofiarach śmiertelnych pandemii, a także statystyki dobowych przyrostów dotyczące całego kraju. Są też bieżące dane dotyczące poszczególnych województw i powiatów. Dotyczą one jednak tylko liczby nowych zakażeń (również w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców) oraz zgonów (z podziałem na przypadki śmiertelne w wyniku Covid-19 oraz chorób współistniejących). Czy chodzi o próbę utajnienia tych danych? I dlaczego? Wydawało się nawet, że po wpadce związanej ze „zgubieniem” ponad 22 tysięcy przypadków zakażeń (piszemy o tym na str. 8), Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny raczej zadba o jeszcze większą dokładność, a przede wszystkim rzetelność informacji. Tymczasem podjęto decyzję o centralizacji raportu, drastycznie wręcz ograniczając informacje w nim zawarte. Oczywiście ministerstwo zapewnia, że strona będzie stopniowo uzupełniana m.in. o dane historyczne oraz aktualne wykresy prezentujące przebieg epidemii. Czy tak będzie już wkrótce zobaczymy. Bo może zamiast szukać przyczyn zła i analizować co może być jego przyczyną, a potem podjąć bodaj próbę zaradzenia problemowi, postąpiono zgodnie z sugestią Lecha Wałęsy (oczywiście obiema rękoma odżegnując się od tego) „stłucz pan termometr nie będziesz miał gorączki”. Nie mając wiedzy jak wysoka jest gorączka, znika problem wiedzy o dręczącej nas chorobie, a tym bardziej o konieczności podjęcia jej leczenia. Wszystko więc wróci do normy, a dziennikarze przestaną zadawać niewygodne pytania, np. „Dlaczego w październiku był tak duży przyrost zgonów w powiecie bieszczadzkim, aż o 360 proc.? Dlaczego tak mało wykonuje się testów? Dlaczego w październiku w ogóle tak dużo ludzi umarło, aż o 40 proc. więcej niż w analogicznym czasie ubiegłego roku? Dlaczego?

Redaktor Anna Moraniec

8 Responses to "Wiemy, że nic nie wiemy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.