
NICE I LIGA. Trener Stali Mielec ZBIGNIEW SMÓŁKA o drużynie wykuwającej się podczas zgrupowania, obcokrajowcach mających zapewnić jakość i rundzie pełnej pułapek.
Od sobotniego meczu w Kluczborku beniaminek z Mielca rozpocznie walkę o utrzymanie. Biało-niebiescy mają zaledwie 2 punkty przewagi nad Zniczem Pruszków, który znajduje się w strefie zagrożonej spadkiem.
– Po zakończeniu pierwszej części sezonu powiedział pan, że analizując tabelę i rozkład gier, szanse Stali na utrzymanie ocenia na poziomie 35-45 procent. Czy dziś jest pan większym optymistą?
– Dziś takiej oceny nie dokonywałem. Sytuacja Stali jest trudna i mówię o tym otwarcie, ale i do tamtej analizy niespecjalnie bym się przywiązywał. Piłka nożna to bardzo nieprzewidywalna dyscyplina sportu.
– Przyjęło się, że dobry start to połowa sukcesu. Tymczasem dla Stali najpoważniejszym sprawdzianem może się okazać końcówka rundy. Czekają was cztery kolejne mecze wyjazdowe w: Puławach, Legnicy, Sosnowcu i Tychach. Strach się bać!
– W pierwszej lidze nikt zimą nie spał, większość drużyn się wzmocniła. My również. Bardzo sumiennie przepracowaliśmy okres przygotowawczy, każdy, podkreślam – każdy z moich zawodników zrobił postęp, więc z optymizmem czekamy na pierwszy mecz. Wierzę w swoich graczy, dlatego nie patrzę w kalendarz i nie analizuję, w jakiej fazie rundy będzie najtrudniej albo najłatwiej o punkty.
– No dobrze, ale co zrobić, żeby drużyna poza domem prezentowała tak skuteczny futbol jak przy Solskiego? Przecież wiosną czeka was aż 10 spotkań wyjazdowych!
– Runda będzie trudna, bo na początku sezonu nie punktowaliśmy na własnym boisku. Gdybym mógł zabrać na każdy wyjazd pół tysiąca naszych najgłośniejszych kibiców, byłbym spokojniejszy. Skuteczna gra poza domem wiążę się głównie ze zmianą mentalności u zawodników. Tak czy owak, musimy się koncentrować na strategii tylko na danym spotkaniu.
– Mocno przewietrzył pan kadrę. Po których nowych piłkarzach spodziewa się pan najwięcej?
– Przed rundą trener ma oczekiwania równe wobec każdego zawodnika, jedynie poprzeczkę ustawia na innej wysokości. Jakość mają dać obcokrajowcy, po to zostali sprowadzeni. Wcześniej zagraniczni piłkarze Stali byli na poziomie juniorów.
– Żeby zdobywać punkty, trzeba trafiać do siatki. Stal ma dwóch nowych napastników, sęk w tym, że Aleksandyr Kolew nigdy wcześniej nie grał w Polsce, a Krzysztof Drzazga strzelał bramki tylko na poziomie trzeciej ligi.
– Wszyscy nowi piłkarze potrzebują czasu. Drzazga potrafi zdobywać gole, a Kolew pasuje do mojego stylu gry. Potrafi zastawić futbolówkę, wygrać głowę, po odbiorze dokładnie dograć do kolegów. Najistotniejsze, że mam dziś więcej możliwości, bo przecież Mateusz Cholewiak i Dorian Buczek też mogą występować na pozycji nr 9 i 10. Konkurencja w ataku jest spora.
– Cała trójka obcokrajowców pochodzi z Bałkanów, a ludzie stamtąd bywają krewcy…
– Nie znam bardziej krewkich ludzi niż Polaków. Niech pan spojrzy na naszą historię; wojny i powstania. Na obozie w Turcji graliśmy sparing z Gruzinami. Strasznie agresywni byli, faulowali na potęgę. Ale moi chłopcy reagowali, jeden szedł za drugiego i to mnie bardzo ucieszyło. Musimy się trzymać razem, stworzyć kolektyw. Inaczej nic z tego nie będzie.
– Oglądając filmiki ze zgrupowania w Turcji widać było, że w pana zespole jest chemia.
– Cholewiak, Radulj, Getinger, Kiercz, Lech, Zalepa, Libera czy Kozioł – to dusze towarzystwa. To oni wprowadzili nowych do drużyny i zadbali, by ci dobrze się tu poczuli. Zawsze i wszędzie właśnie tak powinno to wyglądać.
– Utrzymanie Stali to dla pana największe wyzwanie z dotychczasowych?
– Wyzwanie to było, gdy oświadczałem się przyszłej żonie albo jak brałem syna na ręce, tuż po porodzie. Wyzwania mam na co dzień, tymczasem piłka to moja pasja i już wcześniej doświadczałem intensywnych przeżyć. Podpisałem przecież kontrakt z klubem mającym walczyć o awans do ekstraklasy, zagraliśmy w Warszawie przeciwko Legii w półfinale Pucharu Polski (z Zawiszą Bydgoszcz – red.). Muszę jednak przyznać, że presja, jakiej doświadczam w Mielcu jest bardzo duża.
– Powiedział pan kiedyś, że grunt to pracować tak, aby jak najmniej w życiu zależało od szczęścia. Zawsze był pan tak pragmatyczny?
– Jeśli będzie pan leniwy, to potem zacznie pan ściskać kciuki, licząc na uśmiech fortuny. Trzeba więc działać tak, aby móc z czystym sumieniem spojrzeć w lustro.
Rozmawiał TOMASZ SZELIGA


