Wieś terroryzowana przez krowy

To rzadki widok. Krowy z pomocą sąsiadów zostały zagonione na podwórze. Trzymanie ich tutaj nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, bo nie mają co jeść. Ale też nie idą w szkodę... Fot. Jerzy Mielniczuk
To rzadki widok. Krowy z pomocą sąsiadów zostały zagonione na podwórze. Trzymanie ich tutaj nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, bo nie mają co jeść. Ale też nie idą w szkodę… Fot. Jerzy Mielniczuk

Wsie i miasta, które mają kłopot z wałęsającymi się psami, kłopotu tak na prawdę nie mają. Gmina Zaleszany ma problem z wałęsającymi się krowami, a to nie lada kłopot.

Jakoś tak się w kraju poukładało, że pies jest odpowiednio i szczegółowo zadekretowany. Wiadomo, kiedy jest groźny, w jakich sytuacjach można właścicielowi wlepić mandat, skazać go na więzienie, a psa nawet unicestwić. Mimo że pies nie jest już rzeczą, niejeden został z mocy prawa uśpiony. Choć krowa też zwierzę, to z nią żaden z tych numerów nie przejdzie. Krowa gubi się w prawie. Może robić i łazić, gdzie jej się tylko podoba, a mimo to ani policjant, ani weterynarz, sędzia czy prokurator nic jej nie zrobią. Przynajmniej krasulom z Turbi.

Lotnisko, boisko, tory kolejowe i ogródki
Krasula nie pasuje do żadnej sztuki z turebskiego stada. Choć wszystkie łaciate, to jednak, mówiąc krasula, wyobrażamy sobie potulne muczące cielsko, które trawę przeżuwa i mleko daje. Te z podstalowowolskiej wsi mleka nie dają, a trawę muszą zdobywać. Jak scharakteryzował je weterynarz powiatowy, stado krzyżuje się między sobą, a to wpływa na małą, w zasadzie żadną produkcję mleka i zadziwiającą przy tym dużą zdolność do zdobywania pokarmu. Ta ostatnia zdolność narobiła krowom wrogów. Nawet gminna władza, która od czasu do czasu je dokarmiała, teraz najchętniej widziałaby je w rzeźni. O sąsiadach lepiej nie mówić.

Bydło żyjące w stadzie chowu wolnego, jak je swego czasu określił weterynarz, pojawiło się w Turbi jakieś 10-15 lat temu. Granica czasowa nie jest sztywna, bowiem stado na początku nie dawało się nikomu we znaki. Liczyło kilka sztuk i nawet jak wychodziło z posesji, to wałęsało się po sąsiadujących z nią łąkach nikomu większej krzywdy nie czyniąc. Jego emerytowana właścicielka kupowała co jakiś czas siano, a że mieszkańcy Turbi mściwi nie są, krowy wędrujące swoimi ścieżkami traktowali jak swoisty element krajobrazu. Jednak parzystokopytnych przybywało, stado się w swoim kręgu mnożyło i ludzie zaczęli mieć go dość. Ostatnie lata to już gehenna sąsiadów. Teraz stado liczy 20 sztuk wielkości od kilkudziesięciu do kilkuset kilogramów i stało się zupełnie niezależne. Za pokarmem idzie tyralierą od Turbi po Obojnę i Pilchów. Za nic ma przepisy ruchu obowiązującego na krajowej „77”, jak mu się zechce, to zatrzyma ruch na linii kolejowej Sandomierz-Stalowa Wola, albo rozłoży się na niedalekim lotnisku Aeroklubu Stalowowolskiego i szybownicy przed startem muszą się za krowami uganiać. Zdarzało się, że krowy sforsowały płot stadionu piłkarskiego, spychając piłkarzy na aut i dając im okazję do późniejszego sprzątania pozostałości.

Wszędzie się pchają, bo obory nie mają
Kto odważny ten do zwierząt z kijem podejdzie, ale sprawa wcale nie jest taka prosta. W stadzie jest kilka byków, które walczą o przywództwo. Zwłaszcza teraz urządzają pokazowe walki. Dwa największe, sądząc „na oko”, ważą grubo powyżej 300 kg i stale się bodą. Fajny widok zza szyby samochodu. Filmików tak kręconych z drogi jest dużo w Internecie. Gorzej gdy wiejską drogą wraca dziecko ze szkoły, a zza zakrętu wypadnie rozpędzone stado. Dorośli nauczyli się płoty przeskakiwać, ale maleństw samych na publiczną przestrzeń boją się wypuszczać. Przy huśtawkach na placu zabaw zawsze jest ktoś dorosły. Krowy są ciekawskie i nawet na „Orlik” się pchają. Widok zieleniutkiej plastikowej trawy pewnie je tam ciągnie. Powstrzymuje je wysoki płot, który wcale nie przed krowami był stawiany. Najgorsza sprawa jest z ogrodami i uprawami polnymi. Wieś rolnicza, a strach cokolwiek siać w promieniu kilku kilometrów, bo bydlęta wyczują i zeżrą, gdy tylko wykiełkuje. To samo z ogrodami przydomowymi. Jak się gdzieś klomb uchowa, to tylko za solidnym betonowym płotem. Mniejsze ogrodzenia nie są przeszkodą, a kolorowe listki nawet kolczastych róż kuszą czteronogich głodomorów. Jednym słowem, sąsiedzi bliżsi i dalsi mają pański krzyż z krowami bezpańskimi.

No właśnie. Pańskie, czy bezpańskie? Krowy nie mają w uszach kolczyków, ale to nie zwalnia Władysławy Z. z praw właścicielskich do nich oraz obowiązków z tych praw wynikających. I tu zaczyna się problem. Kobieta żyje samotnie i w swoim świecie. Jeszcze kilka lat temu jej posesja na skraju wsi nie wyglądała najgorzej. Teraz jest to dramat do potęgi. Głęboko na podwórzu stoi niewykończony piętrowy dom. Przed nim stary i dużo mniejszy. W obu nie ma drzwi, prądu i wody. Kiedyś podwórze przegradzała jeszcze solidna stodoła, ale dwa lata temu spaliła się. Można domniemywać, że ktoś ją podpalił. Krowy czasami chowały się pod jej dachem, teraz jak są w obejściu, to stoją w błocie po kolana. W obejściu są rzadko, ale jak już, to wchodzą wszędzie. Do budynku, który miał być mieszkalny też.

– Poszedłem tam kiedyś zbadać zwierzęta i wchodząc do domu oniemiałem – opowiada jeden z weterynarzy. – W przedpokoju stał potężny byk. Spokojnie się wycofał i majestatycznie zszedł po schodach.

Od ludzi doznała krzywdy, zwierzętom nie da jej zrobić
Pani Władysława z ludźmi stara się nie rozmawiać. Sąsiedzi mówią, że kiedyś od bliźnich doznała krzywdy. Zawiodła się i teraz zwierzęta są dla niej wszystkim. Krowy polubiła najbardziej i nigdy się z nimi nie rozstanie. Jedni kochają psy albo koty, ona przyjaźnią obdarza większe zwierzęta. Wolałaby się sama skrzywdzić, niż zrobić coś złego podopiecznym. Ludzie wiedzą o tej symbiozie i dlatego przez lata przymykali oczy na mniejsze lub większe szkody czynione przez stado. Teraz jednak zaczęli się obawiać nie o swoje zasiewy, ale o bezpieczeństwo najbliższych.

Sytuacja jest znana wszystkim we wsi i gminie, władzom politycznym powiatu, wszystkim możliwym służbom i wojewodzie. Wkrótce będzie znana całej Polsce, bo dopiero co kilka ekip telewizyjnych wyjechało z Turbi. Sytuację najlepiej obrazuje swoisty łańcuszek życzliwości z lata ub. roku. Radny z Zaleszan napisał do starosty w Stalowej Woli, starosta napisał do komendanta policji, ten wysłał swoich ludzi do Turbi. Policjanci właścicielce stada wlepili mandat i wszyscy byli zadowoleni ze spełnionej misji. Po innym piśmie do Turbi pojechał powiatowy lekarz weterynarii, zbadał krowy i zawiadomił starostę, że są zdrowe. To akuratnie każdy widzi. Lekarz ten dał pod koniec ub. roku wójtowi prawo do przejęcia stada, uznając je za opuszczone. Wójt był gotów sprawę zakończyć, ale potrzebował od Rady Gminy zgody na wydatek 30 tys. zł, bo tyle by owo przejęcie kosztowało. Radni pieniędzy nie dali, bo akuratnie nie mieli.

Najszczęśliwsze krowy na Podkarpaciu
Podczas tamtej sesji samorządu w Zaleszanach, padło wezwanie, by wójt z krowami poszedł do prokuratury. Poszedł, ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania.
– Krowom nie dzieje się żadna krzywda, a wręcz przeciwnie, mogą być najszczęśliwszymi na całym Podkarpaciu i nie ma tu zastosowania Ustawa o ochronie zwierząt – tłumaczy Barbara Bandyga, prokurator rejonowa w Stalowej Woli. Ludzie jednak naciskali i napisali skargę do wojewody. Wojewoda odbiła piłkę do wójta, opisując mu problem z krowami i wzywając do zajęcia się tym. – Codziennie te krowy widzę i gdzie można było, tam pukałem – odpowiada wójt Andrzej Karaś.

Karaś postanowienie prokuratorskie zaskarżył do sądu i chyba cokolwiek wskórał. Kilka dni temu sąd nakazał prokuraturze, by zajęła się krowami z Turbi. Prokurator, który dostanie tę sprawę, będzie najnieszczęśliwszym w całej stalowowolskiej Prokuraturze Rejonowej. Do przejrzenia będzie miał bogatą dokumentację policyjną. Jest w niej chociażby aż 78 wniosków o ukaranie i 50 wystawionych mandatów, z których podobno większość została zapłacona. Będzie musiał sporo ludzi przesłuchać i na koniec unieszczęśliwić właścicielkę krów. Nikt nie widzi innego wyjścia, jak odebranie jej stada. Nikt też nie daje gwarancji, że rok czy dwa lata później, z tego samego obejścia na wolność nie wyjdzie nowe stado.

Jerzy Mielniczuk

7 Responses to "Wieś terroryzowana przez krowy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.