Wikingowie złupili Kraków. Polacy wściekli na siebie

- Zagraliśmy jak panienki! - grzmiał po meczu z Norwegią lider polskiej drużyny, Michał Jurecki (z piłką). Z lewej największy kat biało-czerwonych, Espen Lie Hansen, który zdobył 8 bramek. Fot. PAP
– Zagraliśmy jak panienki! – grzmiał po meczu z Norwegią lider polskiej drużyny, Michał Jurecki (z piłką). Z lewej największy kat biało-czerwonych, Espen Lie Hansen, który zdobył 8 bramek. Fot. PAP

EURO 2016. Biało-czerwoni muszą się otrząsnąć po słabym meczu z Norwegią i wygrać w poniedziałek z Białorusią.

Po zdemolowaniu Francji biało-czerwoni potknęli się na norweskiej przeszkodzie i żeby powalczyć o medale, muszą wygrać następne spotkania z Białorusią (poniedziałek) i Chorwacją (środa). – To, co odpier…to jakaś katastrofa. Zagraliśmy jak panienki! – wściekał się lider polskiej drużyny, Michał Jurecki.

To był jedyny komentarz „Dzidziusia” do sobotniego starcia ze Skandynawami. Jurecki jak tornado przemknął przez strefę wywiadów, jego koledzy byli bardziej rozmowni, ale i oni złożyli samokrytykę. – Norwegia zagrała jak umie. Mocno, twardo. Pozwoliliśmy jej na wszystko, popełniając błędy w obronie i w ataku. Przegraliśmy mecz, burząc sobie piękny plan w drodze do półfinału. Zniszczyliśmy coś pięknego – żałował Karol Bielecki, który w dniu meczu obchodził 34. urodziny. Jurecki i „Kola” najczęściej trafiali do norweskiej bramki – zdobyli 19 goli, cały polski zespół 28. Poza tą dwójką ciężko kogoś wyróżnić.

Zadecydują bramki?
Gospodarze mistrzostw skomplikowali swoją sytuację, choć powodów do paniki nie ma. Wciąż wszystko znajduje się w rękach Polaków – zwycięstwa nad Białorusią i Chorwacją zapewnią awans do strefy medalowej. Każdemu zespołowi w turnieju zdarza się słabszy dzień, miejmy nadzieję, że wybrańcy Michaela Bieglera zareagują tak, jak Francuzi, którzy dopiero po laniu od Polaków zaczęli przypominać dominatorów. Trójkolorowi najpierw rozbili w proch i pył Białoruś, a w sobotę udzielili lekcji Chorwatom. Znów błyszczał Thierry Omeyer, który… zdobył bramkę niesamowitym rzutem spod końcowej linii boiska. A jednak możliwe, że wielka Francja do najlepszej czwórki się nie dostanie! O awansie może zadecydować tzw. mała tabela pomiędzy trzema drużynami, które uzbierają po 8 punktów. Zakładamy bowiem, że Polska pokona dwóch kolejnych rywali, Norwegia ogra Macedonię, a Les Bleus pokonają w ostatnim dniu Wikingów. Przy takim układzie kluczowa będzie większa różnica bramek w meczach między tą trójką. Sęk w tym, że matematyka dobra jest w zeszycie inżyniera, a na boisku życie pisze przeróżne scenariusze. Emocje na kolejne dni turnieju są jednak gwarantowane.

Nazwisko Hansen zobowiązuje
Dwie drużyny w tym Euro pretendują do roli czarnego konia – to Niemcy i właśnie Norwegowie. Trener Christian Berge przywiózł do Polski zespół młody, waleczny i bez kompleksów. Kierowani przez twardego jak skała w defensywie 34-letniego Bjarte Myrhola Wikingowie mają też kilka perełek. Od soboty polscy kibice z pewnością kojarzyć będą rozgrywającego Fuchse Berlin Kenta Tonnesena, skrzydłowego Kristiana Bjornsena, a nade wszystko Espena Lie Hansena, który z siłą mitycznego Thora ciskał piłkę pod poprzeczkę. 8 bramek na 11 rzutów to doskonały wynik faceta występującego na co dzień w słabej lidze austriackiej. Jak widać, nazwisko zobowiązuje…

Norwegowie perfekcyjnie odrobili zadanie domowe – odcięli od podań kołowego Kamila Syprzaka, pozbawiając Polaków ich najmocniejszej broni. Błyskawicznie wracali do defensywy i świetnie czuli się w szybkim ataku (8-1 w tym elemencie!). Bombardowali nas z drugiej linii, wykorzystując zbyt miękką grę biało-czerwonych w obronie. – To wielkie zwycięstwo. Dla naszej drużyny nie jest ono jednak zaskoczeniem. Zagraliśmy najlepszy mecz na mistrzostwach. Pokazaliśmy siłę jako zespół. Rozpiera mnie duma – komentował wzruszony Erlend Mamelund, rozgrywający Norwegii. – Zagraliśmy fantastycznie. Byliśmy świetnie przygotowani taktycznie, ale kluczem do zwycięstwa okazała się wiara w to, że możemy się przeciwstawić gospodarzom – wtórował mu zaledwie 43-letni Berge, najmłodszy szkoleniowiec na turnieju.

Powstać po upadku
Doceniając Norwegów, nie sposób postawić tezy, że Polacy podawali im rękę. Nasi zawodnicy zdawali sobie z tego sprawę i po meczu wprost ociekali sportową złością. – Jeśli na Białoruś wyjdą tak wkurzeni, to nie mamy się czego obawiać – pocieszali się dziennikarze w Tauron Arenie Kraków. Michael Biegler wyciąganie wniosków zapowiedział już na konferencji prasowej. – Upadliśmy po meczu z Francją, ale mamy jeszcze dwa spotkania, by powstać. Pracę zaczynamy od razu. Trener biało-czerwonych przyznał, że do poprawy jest sporo. – Zabrakło agresji na środku obrony, w ogóle obrona nie funkcjonowała. Źle się ustawialiśmy, nasz blok był spóźniony, nie pomogliśmy bramkarzom. Potrzebowaliśmy też aktywnych skrzydłowych, ale to nie był ich dzień (z czwórki zawodników jedynie Michał Daszek trafiał do siatki i to tylko dwukrotnie – red.) – wyliczał Niemiec.

Polscy piłkarze, pytani o narastającą presję, wzruszali ramionami. – Nie tu leży problem. Musimy być po prostu agresywniejsi – odpowiadali. – Trzeba zagrać tak, jakby to był finał mistrzostw Europy! – apeluje Rafał Gliński.

Białorusini, jeszcze w Katowicach, postawili się Norwegii, ale już z Francją w Krakowie przegrali 11 bramkami (23-34). W tamtym meczu statystyki popsuł sobie Siergiej Rutenka. Gwiazdor szybko powędrował na ławkę, zdjęty przez trenera. W poniedziałek zechce pewnie udowodnić, że nie ma takiego bramkarza na świecie, który by nie drżał przed jego rzutem. Polacy muszą uważać też na Barysa Puchowskiego (21 goli, 62 proc skuteczności), Siergieja Szyłowicza (19; 58 proc skuteczności) i skrzydłowego Maksyma Baranowa (14; 74 proc skuteczności). Dobrze na turnieju spisuje się Wiaczesław Sałdacenka. 22-latek z Mińska jest na 4 miejscu wśród najskuteczniejszych bramkarzy (odbił 54 piłki z 155 strzałów).

POLSKA 28
NORWEGIA 30
(15-16)
POLSKA
: Szmal 4 obrony na 28 strzałów, Wyszomirski 1/7 – Bielecki 10/15, M. Jurecki 9/15, Szyba 3, Syprzak 2, Daszek 2, Lijewski 2, Krajewski, Wiśniewski, Konitz, Grabarczyk, Gliński, Chrapkowski, Łucak, Gębala.
NORWEGIA
: Christensen 7/34, Erevik 0/1 – Hansen 8/11, Tonnesen 6/9, Jondal 5, Sagosen 4, Bjornsen 4, Myrhol 1, O’Sullivan 1, Reinkind 1, Mamelund, Hykkerud, Kristensen, Overby, Gullerud.
Sędziowali:
Oscar Raluy Lopez i Angel Sabroso Ramirez (Hiszpania). Kary: 8 minut – 10 minut. Widzów: 14 600.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.