Willa Kotowicza – ciche miejsce o głośnej historii

Willa Kotowicza w okresie
międzywojennym. Fot. Zbiory prywatne

Rzeszów jest pełen ciekawych, lecz mało popularnych miejsc, które kryją wartość historyczną. Wystarczy wspomnieć chociażby o dworku Chłapowskich na Słocinie, koszarach Kraińskiego na Śródmieściu czy willi Kotowicza w ścisłym centrum miasta. Ostatni z obiektów znajduje się przy urokliwej, nieco kameralnej, a przy tym pełnej zieleni ul. Dekerta. To droga ślepa, dzięki czemu ruch samochodowy jest tam znikomy. Zabytkowy budynek otacza zaniedbany dziś ogród, co jednak z perspektywy pieszego dodaje mu tajemniczości, wręcz baśniowego klimatu.

Jakby czas się zatrzymał

Jak wynika z dokumentów zebranych przez Podkarpackiego Konserwatora Zabytków teren dzisiejszej ul. Dekerta uwidoczniony jest na słynnym planie Wiedemanna z 1762 r. Można na nim dostrzec m.in. ogrody letniego pałacu Lubomirskich oraz przestrzeń należąca do klasztoru Pijarów. Co więcej, w miejscu malowniczej dróżki istniał niegdyś sporych rozmiarów skwer z drzewami ozdobnymi oraz owocowymi. Zieleń nie stanowiła dopełnienia tego terenu, ale jego esencję. – Czas ten minął, gdy Lubomirscy przenieśli się do Łańcuta – czytamy w artykule dr Grażyny Stojak, byłego podkarpackiego wojewódzkiego konserwatora zabytków.
Co było dalej? Jedna z istniejących wówczas uliczek do 1899 r. nosiła nazwę W Alei Pod Kasztanami. Wraz z początkiem nowego wieku przekształcono ją jednak w ul. Zacisze, co zresztą odpowiadało jej charakterowi. Gęsta roślinność, znikome zaludnienie i dużo, ale to dużo spokoju. Na początku XX w. w rejonie trasy powstało kilka kamienic. Mowa o zespole budynków modernistycznych, które istnieją w zasadzie do dziś. Zabudowa nadała specyficzny charakter okolicy. W okresie 20-lecia międzywojennego po raz ostatni zdecydowano się przekształcić drogę. – Zmiana nazwy ulicy na Jana Dekerta nastąpiła dopiero przed II wojną, zaś po wojnie zaszło wiele znaczących przekształceń urbanistycznych – wskazuje dr Grażyna Stojak.

Pułkownik Kotowicz pisze historię

W połowie lat 20. XX wieku w głowie płk. Jana Stefana Kotowicza narodził się pomysł wybudowania reprezentacyjnej willi, która mogłaby stać się miejscem wypoczynku i spotkań. Gdzie powstał budynek? Nie mogło być innej decyzji – w zielonym zakątku przy ul. Dekerta. Prace trwały od 1928 do 1930 r. Obiekt wpisał się w zanikający styl art deco, zahaczając o wczesny modernizm XX w. Jednak nie kwestie architektury są kluczowe, ale sama postać płk. Jana Stefana Kotowicza. To on odcisnął na historii budynku olbrzymie piętno. Kim był?
Płk Kotowicz urodził się w Rzeszowie i niemal całe życie związał z tym miastem. – Tuż przed rozpoczęciem budowy rodzinnej willi został zastępcą dowódcy rzeszowskiego 17. Pułku Piechoty. Działał również społecznie, np. biorąc udział we współorganizowaniu klubu sportowego „Resovia”. Podczas kampanii wrześniowej dowodził 3. Brygadą Górską Strzelców, później został internowany na Węgrzech, skąd udało mu się zbiec i przedostać do okupowanego kraju – tłumaczy nam Rafał Kocoł, kierownik Działu Historycznego Muzeum Okręgowe w Rzeszowie. W lipcu 1944 r. został ostatnim dowódcą 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, a już w listopadzie zatrzymała go Informacja Wojskowa. Przetrzymywany był m.in. na zamku lubelskim, gdzie został ostatecznie skazany wyrokiem sądu wojskowego na 10 lat więzienia. Na podstawie amnestii uwolniono go. W 1949 r. wrócił do Rzeszowa, gdzie został do śmierci w 1963 r. Całego dorobku wojskowego płk. Kotowicza nie sposób wymienić. Jednak jego postać przeplata się z historią rezydencji do dziś. – Ta willa przypomina o zasługach naszego lokalnego bohatera – mówią starsi rzeszowianie.

Wyjątkowa architektura

Obiekt powstał jako budynek murowany z cegły, zbudowany na kwadratowym kształcie. – Dom w całości został podpiwniczony; niewysoki, jedynie parterowy, bez użytkowego poddasza, osadzony na wysokim podmurowaniu, zakończonym bogato profilowanym gzymsem okapnikowym – wskazuje dr Grażyna Stojak. Spore wrażenie robi dach willi, co jednak ze względu na gęstą roślinność i niską perspektywę pieszego trudno dostrzec. Mowa o dachu siodłowym czterospadowym, z dodatkowym koszem nad narożem północno-zachodnim.
Sama willa nie robiłaby aż tak wielkiego wrażenia, gdyby nie urokliwy, lecz mocno już zaniedbany ogród. Znajdują się w nim pojedyncze elementy architektury. Dużą wartość stanowi taras z okazałą balustradą czy mała fontanna. Dopełnieniem ogrodu jest roślinność, dziś dzika i chaotyczna, lecz kiedyś poukładana, subtelna, dodająca malowniczego uroku.

Tablica pamiątkowa

Willa była zachowana w bardzo dobrym stanie. Gdy jej właściciel zmarł (spoczął na Pobitnie), budynek przejmowały prywatne osoby i podmioty. Historia płk. Kotowicza, jego zasługi spowodowały, że miejsce to utożsamiano z jego postacią przez kolejne dekady. W latach 90. XX w. na elewacji budynku umieszczono pamiątkową tablicę. Jej treść brzmi „W tym domu mieszkał płk Jan Stefan Kotowicz (…) Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Oficerskim OOP, w latach 1944-49 represjonowany”. Obok napisu znajduje się wizerunek pułkownika. – Do dziś raz w roku, pod bramą willi przy tablicy składane są kwiaty upamiętniające rodzinę Kotowiczów – przypominają rzeszowianie.

Co dalej z budynkiem?

Najnowsza historia willi nie prezentuje się najlepiej. Obiekt od lat znajduje się w prywatnych rękach. W 2014 r. inwestor złożył do UM Rzeszowa wniosek o wydanie warunków zabudowy dla działki. Nieoficjalne mówiło się o wyburzeniu budynku i stworzeniu nowego 6-kondygnacyjnego apartamentowca. Po fali protestów mieszkańców w 2015 r. wojewódzki konserwator zabezpieczył willę. – Dobrze, że budynek został wpisany wraz z całą zabudową do rejestru zabytków, dzięki wspólnej akcji mieszkańców Rzeszowa, Jana Śmierzyńskiego (potomka Jana Kotowicza) oraz wojewódzkiego konserwatora zabytków – ocenia dziś Rafał Kocoł. Był to zabieg chroniący obiekt przed jego wyburzeniem. Tak przynajmniej wygląda teoria przepisów. Na wakacjach ubiegłego roku niespodziewanie przy willi zaczęto… demontować ogrodzenie i wycinać drzewa. Na szczęście zastępca konserwatora zabytków w porę zareagował, podjął interwencję i roboty przerwano.
Dziś willa ma zniszczoną elewację, wybite szyby w oknach i powykrzywiane ogrodzenie. Budynek od lat nie był remontowany. Szansą na jego ratunek jest wykupienie go przez miasto. Temat ten pojawił się na marcowej sesji Rady Miasta Rzeszowa. Radni przyjęli uchwałę, dzięki której podjęte zostaną rozmowy z właścicielem willi w sprawie jej przejęcia. W ocenie samorządowców mogłaby ona stać się w przyszłości kulturalnym punktem stolicy regionu.
Mając to wszystko na uwadze, należy mieć nadzieję, że willa Kotowicza ostatecznie rzeczywiście trafi w ręce miasta i odzyska dawny blask. Jak zauważa Rafał Kocoł, dzięki temu budynek będzie mógł służyć w przyszłości dobru społecznemu np. jako miejsce rodzinnych spacerów z historią w tle.

Kamil Lech

2 Responses to "Willa Kotowicza – ciche miejsce o głośnej historii"

Leave a Reply

Your email address will not be published.