Wiosenna przejażdżka

22-letnia Jolanta T. wyszła na wiosenny spacer i przechadzała się ulicami miasta tam i z powrotem , licząc, że spotka kogoś do towarzystwa. Chodziła tak ponad godzinę i nikt znajomy się nie pojawił. Zmęczyła się też trochę, nogi (zgrabne bardzo) zabolały, więc usiadła na ławce, żeby kapeńkę odpocząć.
Siedzi Jola na ławce, w niebo jasne spogląda, oczka jej skrzą się w wiosennym słońcu, aż tu patrzy – idzie chłopak jak lala i to prosto do niej.
Dziewczyna udaje, że go nie widzi, ale on wie, że widzi i to go zachęca.
Po chwili przystojny nieznajomy siada obok niej i na razie milczy. W reszcie wyjmuje papierosy i zwraca się do Joli:
– Pani pali?
– Palę – odpowiada i bierze papierosa.
A on już z ogniem skacze, rozkoszniaczek się robi, bo wie że dobry początek jest najważniejszy, żeby potem koniec był w porządku. Mówi, że papierosy bardzo szkodzą, ale on pali, bo raz się żyje i lepiej krótko a wesoło, a poza tym, kto nie pali to umiera zdrowszy – i takie tam różne stare numery Joli powtarza, żeby się przymilić.
Jej się to nawet podoba. Chłop jest do rzeczy wesoły, dowcipny, a ponadto już spostrzegła, że dzwoni kluczykami od samochodu.
– Albo kierowca, co wozi dyrektorów – myśli dziewczyna – albo ma swoje auto…
Okazuje się, że to drugie i tym lepiej oczywiście.
– Nazywam się Klaudiusz – przedstawia się.
A jak pani na imię?
– Jola – odpowiada Jola.
Zaprzyjaźniają się na tej ławce coraz bardziej, ale wiosna jest wczesna dosyć i temperatura robi swoje. On. chucha w ręce, ona poszczękuje zębami.
– Może przejedziemy się samochodem? – proponuje Klaudiusz.
– Ja pana nie znam – odpowiada Jola i już widać, że o niczym innym nie marzy.
– Jakiego pana? – śmieje się przyjemniaczek. – Klaudiusz jestem, jak wspomniałem…
– Jola – mówi Jola i to jest jej strony akceptacja przejścia na „ty”.
– Dokąd jedziemy? – Dokąd chcesz…
I pojechali dokąd on chciał.
Ja tu nie będę pisał, bo to każdy głupi wie, po co on tę dziewczynę wywlókł za miasto. To wszyscy przecież wiedzą, z wyjątkiem Joli właśnie, która powiedziała później milicji, że do głowy jej nawet nie przyszło, aby tak solidnie wyglądający mężczyzna mógł chcieć od niej tego, czego właśnie chciał. A ponieważ ona nie chciała, więc brutalnie i po chamsku powiedział, że „cnotka albo piechotka”. Dziewczyna była ambitna i wybrała to drugie, choć wieczór już zapadał. Klaudiusz K. odjechał rajdowo, czyli szybko i z warkotem.
Do miasta było ponad 15 kilometrów. Dziewczyna nie miała przy sobie pieniędzy i zapowiadał jej się spacer znacznie dłuższy niż zaplanowała. Podreptała więc smutna do domu. Uszła może ze trzy kilometry, gdy zobaczyła nadjeżdżającą ciężarówkę.
Pokiwała ręką i samochód zatrzymał się. – Proszę wsiadać – rzekł kierowca, na oko czterdziestolatek, czerwony na pysku, pryszczaty i w ogóle nieładny raczej.
Wsiadła do szoferki i od razu powiedziała, że nie ma przy sobie pieniędzy, ale jeśli pan kierowca zechce odwieźć ją do domu, to ona zapłaci podwójnie. Pan. szofer na to, że pieniądze to jest małe piwo, uśmiechnął się obleśnie i od razu wydał się jej mało sympatyczny.
Już po pierwszym kilometrze próbował – przy zmianie biegów – chwycić ją za kolano. Później opowiedział ordynarny dowcip a następnie skręcił w leśną dróżkę, mówiąc, że tylko na chwilę musi tu podjechać służbowo.
– Służbowo do lasu? – zaniepokoiła się dziewczyna.
On wtedy zatrzymał auto i normalnie wziął się za amory. Krzyczała, prosiła, drapała – lecz był zawzięty. Jakimś cudem udało się jej otworzyć drzwi i wyskoczyć z samochodu. Potem szybko biegła przez las, aż dotarła do głównej drogi i po długim marszu doszła do domu.
Następnego dnia udała się do lekarza, aby opisał sińce w miejscach intymnych i z zaświadczeniem zgłosiła się na milicji. Pamiętała numer rejestracyjny samochodu osobowego Klaudiusza, natomiast zupełnie nie potrafiła określić ciężarówki, której kierowca chciał dokonać gwałtu. Wreszcie przypomniała sobie, że w tym aucie, na drzwiach był namalowany znak, który mogła opisać. Na tej podstawie ustalono firmę kierowcy, a następnie jego samego także. Obecnie Roman S. siedzi i czeka go surowy wyrok.
I bardzo słusznie, z tym tylko, że jeśli dziewczyna po kilkunastominutowej znajomości wybiera się z mężczyzną na wiosenną przejażdżkę, to nie powinna już zmieniać potem samochodu, ani kierowcy tym bardziej…

Jan Miszczak

5 Responses to "Wiosenna przejażdżka"

Leave a Reply

Your email address will not be published.