
Kwestia czasu
Stałem sobie na balkonie, przed którym przepięknie zakwitał kasztan, gdy nagle jakiś zły duch wciągnął mnie do mieszkania, kazał włączyć komputer i przeczytać wskazany przez te czarne moce tekst, bodajże z Faktu, bo z wrażenia trochę oniemiałem.
I teraz czytam właśnie ów tekst, dochodząc do smutnego wniosku, że moja niesłuszna niechęć do prezesa Orlenu Daniela Obajtka była spowodowana stałym wprowadzaniem mnie w błąd przez media niezależne. Na szczęście ich autonomia została w porę zatrzymana przez samego Obajtka, gdy kierowany przez niego Orlen wykupił całą gamę pism Wydawnictwa Polska Press, choć powszechnie wiadomo, że firma ta nabywa m.in. olej, czuwając, by go przypadkiem nie zabrakło prezesowi.
Zupełnie niesłusznie wydawało mi się, że prezes (oczywiście Obajtek, nie ten teoretycznie w y ż s z y) podjął się swego wysoce nieodpowiedzialnego zadania z powodów finansowych. Bo niby wiadomo, że już wcześniej nabył więcej nieruchomości, niż jest funkcjonariuszy, którzy mogliby tę ilość sprawdzić, ale PiS twierdzi, iż do wszystkiego doszedł prostą drogą, a nadto – i tu się zdziwicie! – wcale nie jest najlepiej zarabiającym kamratem pisowskiej władzy. Nawet biedak, bo zarabia zaledwie 5083 zł.
A rekordziści? Np. była szefowa Kancelarii Prezydenta Dudy, posłanka PiS, teraz wiceprezes PZU Małgorzata Sadurska miała w 2020 r. 6250 zł. Nie wyliczam tu już prezesów banków i ich ulubienic, ani innych dojarzy spółek Skarbu Państwa i wracam na balkon, by patrzeć na kwitnący kasztan.
I tak sobie myślę, że skoro przeciętne wynagrodzenie w 2020 r. wyniosło 5167,47 zł brutto, to właściwie nie ma wielkich różnic.
No, może tylko tyle, że owe pieszczochy PiS zarabiają te kwoty… dziennie, a przeciętny Polak podatnik – miesięcznie. Ale wystarczy mu zaledwie 25 lat, nie wydając ani grosza, by uzbierać tyle samo, ile zarabiają w ciągu roku wyżej wymienieni spółkowicze. Czyli w zasadzie wszystko jest tylko kwestią czasu.
Jan Miszczak
to po prostu żywa legenda dziennikarska, ale też niewyczerpane źródło klasy i dobrego humoru. Jest absolwentem prawa i dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Karierę dziennikarską zaczynał w Życiu Przemyskim, w 1989 roku „przeszedł” do należących wówczas do tego samego wydawcy Nowin. Jak sam mówi, „popełnił” ponad 2,7 tys. felietonów z cyklu „Zza kratek” oraz „Do góry dnem”. Część z nich wydano w formie książki zatytułowanej „Wpadki i wypadki”. Jan ma na koncie ponad 25 filmów dokumentalnych promujących piękno Podkarpacia. W 2008 roku zdobył zaszczytny tytuł Najlepszego Dziennikarza za reportaż pt. „Pan Zenek w dwóch postaciach”, który ukazał się na łamach Nowin, a następnie został przedrukowany przez tygodnik „Angora”. J. Miszczak wykładał też prawo prasowe oraz etykę dziennikarską w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Przez 32 lata był korespondentem PAP. Przestał nim być w czasie poprzednich rządów PiS z „przystawkami” w 2007 roku, kiedy to ośmielił się zacytować słowa ówczesnego metropolity przemyskiego, abp. Józefa Michalika, co nie spodobało się ówczesnej władzy. Kilka dni temu nowy redaktor naczelny Nowin, Arkadiusz Rogowski, w dość ostrych słowach „podziękował” Miszczakowi za współpracę, bo jak doń napisał „jako redaktor naczelny nie może pozwolić na to, by dziennikarz czy publicysta podważał zaufanie do gazety, dla której pisze”. Chodziło o treść felietonu (który publikujemy obok bez cenzury) niezgodną z obecną linią programową gazety. – (…) Zarzut o „podważaniu zaufania do redakcji” szczerze mnie rozbawił, gdyż doskonale rozumiem, dlaczego zerwał Pan współpracę, która w tej sytuacji byłaby dla mnie poniżająca. Łączę pozdrowienia – odpisał na to Miszczak.
Poza talentem dziennikarskim Jan Miszczak jest też niepoprawnie wręcz dobrym konferansjerem, a także lojalnym przyjacielem i świetnym kompanem do zabawy na poziomie. Jako mężczyzna szarmancki i pełen atencji dla pań cieszy się u nich niesłabnącym powodzeniem.
emka



5 Responses to "Witamy w wolnych mediach"