Wkroczyć do przedsionka ekstraklasy

Piłkarze II ligi kończą labę. Jesienią 2015 roku żadna drużyna nie skruszyła twierdzy Mielec. Czy w rundzie rewanżowej będzie podobnie? Fot. Paweł Bialic
Piłkarze II ligi kończą labę. Jesienią 2015 roku żadna drużyna nie skruszyła twierdzy Mielec. Czy w rundzie rewanżowej będzie podobnie? Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Stal Mielec, Siarka Tarnobrzeg i Stal Stalowa Wola ruszają w bój. Apetyty są spore, choć wszędzie brakuje pieniędzy.

W piątek rozgrywki wznawiają drugoligowcy. Jeśli podkarpacki tercet utrzyma formę z jesieni, za trzy miesiące będziemy świętować pierwszy od dwóch dekad sukces.

Największe nadzieje wiążemy ze Stalą Mielec, która wspięła się na szczyt tabeli, gromadząc dwa punkty więcej od Wisły Puławy i cztery od Rakowa Częstochowa. Czy najbardziej utytułowany klub Podkarpacia nie zboczy z właściwej ścieżki i po 19 latach wróci na zaplecze ekstraklasy? Drużynie Janusza Białka pomógłby efektowny start, tym bardziej że zostaje ona wrzucona na głęboką wodę. Lider rozpocznie wiosnę od meczów ze Zniczem Pruszków, Stalą Stalowa Wola na wyjeździe i Rakowem. O punkty nie będzie łatwo, rywale też mają spore ambicje.

Krzyczą: pomóżcie nam!
– Chyba dojrzeliśmy do tego, żeby mierzyć wyżej – przyznaje trener Białek. – Może nie mamy wystarczającego budżetu na pierwszą ligę, ale obraliśmy dobry kierunek. Przypomnę tylko, że nie tak dawno klub był zamknięty na cztery spusty.

Stal jest coraz sprawniejsza marketingowo (świetna akcja „W drodze po dawny blask” z udziałem mieszkańców miasta, byłych gwiazd klubu, polityków na czele z prezydentem miasta Danielem Kozdębą), co nie oznacza, że stać ją na szaleństwa. Nawet przy wsparciu spółki lotniczej, w klubie nadal oglądają każdą złotówkę. – Mielec to nie jest mekka sportowa. Widać to na przykładzie piłkarzy ręcznych, tego jak mają ciężko – zwraca uwagę Janusz Białek. I podkreśla, że postawa jego drużyny wynika z chęci zwrócenia na siebie uwagi. – Moi zawodnicy wygrywając, krzyczą: potrzebujemy pomocy! Dobrze, że znaleźliśmy sprzymierzeńców w mieście, które przeznacza stypendium dla dwudziestu piłkarzy. Nie chcielibyśmy zaprzepaścić szansy, jaka się otwiera przed nami. Pamiętam jak na Podkarpacie co tydzień przyjeżdżały drużyny ekstraklasy. Trzeba dążyć do tego, żeby te czasy wróciły. Możemy uczynić w tym kierunku pierwszy krok – zachęca trener.

Namieszać w czołówce
Piłkarze Stali Mielec mają sprzymierzeńca w osobie prezydenta miasta, podobnie jest w stalowowolskim ratuszu, gdzie ponownie odkręcono kurek z pieniędzmi – na konto II-ligowej „Stalówki” wpłynęło właśnie pół miliona zł. – To nie jest tak, że z dnia na dzień – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – staliśmy się krezusem. Po dwunastu latach patologicznych zaniedbań poprzedniej władzy, upłynie trochę czasu, zanim wyprostujemy wszystkie sprawy. Ale bardzo się cieszymy, że w mieście zaczęto zauważać problemy klubu. Dziś o naszej współpracy mogę powiedzieć, iż jest wzorcowa. Jest wiele klubów, które znajdują się w dużo gorszym położeniu – przyznaje Mariusz Szymański, prezes Stali, która na początku przygotowań zaszokowała zmianą trenera. Jaromir Wieprzęć ustąpił miejsca swojemu asystentowi Andrzejowi Kasiakowi. Działacze tłumaczyli, że nie chodziło o warsztat, lecz o charaktery. Kasiak ma poprowadzić zespół nieco twardszą ręką. – Miał pomysł na tę drużynę, znał ją doskonale. Myślę, że to, co przygotował Andrzej, wypali. Na pewno będziemy szli w kierunku promocji swoich wychowanków – wyjawił Szymański, który nie ukrywa, że chciałby, aby Stal namieszała w czołówce. – Czy za tym kryje się coś więcej? Powiem panu, gdy wygramy trzy pierwsze mecze – śmieje się szef ekipy, która do miejsca gwarantującego udział w barażach o I ligę traci 5 punktów.

Problemy to nasza specjalność
W jeszcze lepszej sytuacji wyjściowej znajduje się Siarka. Piąta lokata tej drużyny to jedna z milszych niespodzianek, ale fani nie powinni liczyć na więcej. Klub jest zadłużony i chwyta się wszelkich sposób, by odzyskać finansową płynność. W akcję zbierania pieniędzy (w Internecie) zaangażowali się sami kibice – wpłacili ponad 17 tysięcy zł. To oczywiście kropla w morzu potrzeb. Ludzie związani z klubem mają jednak nadzieję, że akcje takie jak „Siarka nigdy nie zginie” otworzą oczy rządzącym. Bo wygląda na to, że posiadanie II-ligowej drużyny to dla miasta bardziej balast, niż powód do dumy. Sportowo Siarka prezentuje się obiecująco, choć Włodzimierz Gąsior podkreśla, iż będzie szanował każdy punkt. – Z doświadczenia wiem, że druga część sezonu jest trudniejsza, a my nie mamy szerokiej kadry. Problemy nas kochają, kontuzji jest co niemiara. Może jednak znów skończy się na strachu – życzy sobie doświadczony szkoleniowiec.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.