
W najbliższy czwartek (19 sierpnia) ma zostać ogłoszony wyrok w sprawie, w której jednym z oskarżonych jest Tomasz S., radny przemyskiej Rady Miejskiej. Prokurator chce, by dotychczas niekarany przemyślanin spędził w więzieniu 3,5 roku. Obrona natomiast wnosi o jak najłagodniejszy wymiar kary.
Wraz z Tomaszem S. na ławie oskarżonych zasiada dwóch innych przemyślan: Dariusz C., który przed aresztowaniem pracował w firmie budowlanej Tomasza S., oraz jego kolega, Kamil R. W sprawę zamieszanych jest jeszcze dwóch mężczyzn, których organa ścigania nie zatrzymały, a jedynie znają personalia jednego z nich.
Przedmiotem sprawy jest pobicie mieszkańca Przemyśla, Grzegorza K. On również pracował u Tomasza S. Wszystko zaczęło się od tego, że ten ostatni nie był zadowolony z jakości pracy swego pracownika. K. miał pojawiać się w pracy pod wpływem alkoholu, a także, kolokwialnie mówiąc, sknocić robotę na jednej z budów. Efektem tego było to, że inwestor nie zapłacił firmie za wykonaną pracę. Tomasz S. w związku z tym odmówił wypłacenia Grzegorzowi K. pieniędzy w kwocie 470 zł, których to K. się domagał jako części wypłaty. Pracownik zasypywał Tomasza S. sms-ami i telefonami w tej sprawie, miał mu także grozić. S. zgłosił ten fakt dzielnicowemu swej dzielnicy utrzymując, że obawia się gróźb K. Ów dzielnicowy potwierdził ten fakt, zeznając przed sądem. Z materiału dowodowego wynika też, że Grzegorz K. i jeden z oskarżonych Dariusz C. za sobą nie przepadali i w czasie pracy nie szczędzili sobie złośliwości.
Otarcia naskórka, siniaki i podbite oko
Była niedziela, 28 marca, gdy Dariusz C. pojawił się w mieszkaniu swego kolegi, Kamila R., i zaproponował mu pójście „na akcję”. Tak w każdym razie wynika z zeznań R. składanych w śledztwie, a także w trakcie procesu, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Wyrwany ze snu R. był pod wpływem alkoholu. Nie pytając Dariusza C. o szczegóły „akcji”, wziął z domu metalowy kij bejsbolowy i wyszedł razem z nim. Mężczyźni poszli do oczekującego na nich w swoim samochodzie Tomasza S., wraz z którym w aucie miało być jeszcze dwóch mężczyzn nieznanych R. i C. Wszyscy razem pojechali na parking przy przemyskim Domu Handlowym „Szpak”. Tu mieści się jeden z dyskontów spożywczych, gdzie Grzegorz K. robił wówczas drobne zakupy.
Tomasz S. miał pokazać mężczyznom Grzegorza K. przez szybę w sklepie i oddalić się do samochodu. Tamci poczekali, aż K. wyjdzie ze sklepu i zaatakowali go od tyłu, odciągnęli w ciemniejszą część parkingu i pobili. Dariusz C. miał kopać Grzegorza K. po całym ciele, zaś Kamil R. bić go kijem bejsbolowym. Wskutek pobicia K. doznał licznych zadrapań naskórka, miał też siniaki i podbite oko. Obrażenia te, jak ustalili potem lekarze, spowodowały rozstrój jego zdrowia na okres poniżej 7 dni. W trakcie pobicia Dariusz C. miał zwrócić się do pokrzywdzonego, by ten oddał mu swój zegarek, co Grzegorz K. uczynił. Jak się potem okazało, czasomierz marki Casio był wart 150 zł. Następnie pobity K. miał uciec z parkingu, porzucając reklamówkę z zakupami, którą, „zaopiekował się” Kamil R. – Nie chciałem, żeby się zmarnowały – wyjaśniał potem w sądzie. W reklamówce były: czteropak piwa, papierosy, ser i wędlina. Wszystko warte około 50 zł. Sędzia SO prowadzący sprawę, Bogdan Kusz, zarządził odtworzenie na sali rozpraw nagrań z monitoringu parkingu, na którym doszło do pobicia. Niewiele jednak na nich widać.
Dwóch w areszcie, jeden na wolności
Grzegorz K. zgłosił całą sprawę na policję. Tomasz S. dowiedziawszy się o tym namawiał go, by odstąpił od nadawania sprawie biegu w organach ścigania. Z kolei Grzegorz K. skarżył się Tomaszowi S., że Dariusz C. straszył go, iż zgwałci jego żonę, a także syna. K. całą rozmowę nagrał i przedstawił potem śledczym, co stało się podstawą do postawienia zarówno Tomaszowi S., jak i Dariuszowi C. zarzutów nakłaniania pokrzywdzonego do zmiany zeznań. Jednocześnie temu pierwszemu prokurator zarzucił zlecenie i kierowanie pobiciem K. Podczas spotkania Dariusza C. i Tomasza S. z Grzegorzem K. Dariusz C. oddał pokrzywdzonemu zabrany mu w trakcie pobicia zegarek, a Tomasz S. dał mu pieniądze, których K. wcześniej się odeń jako pracodawcy domagał. – Dał mi 500 zł i nie chciał 30 zł reszty – powiedział potem przed sądem K. Mężczyźni mieli się rozstać w spokoju i pozornej zgodzie.
Jednak 2 kwietnia Tomasz S. został zatrzymany i postawiono mu zarzuty. Dariusz C. zgłosił się sam na policję dowiedziawszy się o zatrzymaniu S. Obaj zostali tymczasowo aresztowani. Kamil R. natomiast był przesłuchiwany, ale pozostawał na wolności. Sąd dopiero przed rozpoczęciem procesu zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu i R. 6 sierpnia z sądu wyszedł w kajdankach. Relacja Kamila R. i pokrzywdzonego Grzegorza K. jest dość niecodzienna. Obaj znali się przed pobiciem, byli znajomymi. Jak zeznawał Kamil R. dopiero w prokuraturze podczas czynności przygotowawczych ze swoim udziałem dowiedział się, kim był pobity przez niego mężczyzna. – Ja go nie poznałem wtedy – tłumaczył potem przed sądem R. – Było ciemno, a on był maseczce, gdy wyszedł ze sklepu – wyjaśniał. Kamil R. przeprosił Grzegorza K. i uzyskał jego przebaczenie, zadeklarował też zwrot kosztów zakupów, które zabrał z parkingu po całym zajściu, ale K. odmówił. Jeszcze na rozprawie 6 sierpnia obrońca R. wnosił o zamienienie mu środka zapobiegawczego w postaci aresztu na dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju z uwagi na to, że jego klient opiekuje się ciężko chorą matką. Sąd w tej sprawie decydował kilka dni później, ale R. pozostał w tymczasowym areszcie.
Żeby nie było, że to sprawa polityczna
Podczas piątkowej (13 sierpnia) rozprawy głos zabrali po raz ostatni prokurator, obrońcy oskarżonych oraz sami oskarżeni, a także pokrzywdzony Grzegorz K. Ten ostatni poprosił sąd o zwolnienie z aresztu Kamila R. Podnosił, że pojednał się z tym oskarżonym, który go przeprosił, wszystko sobie wyjaśnili i nie ma powodu, by R. był w areszcie. Potem przyszedł czas na mowy końcowe i prokurator z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, która prowadziła śledztwo, zażądał dla oskarżonych wysokich kar. Dariusz C., zdaniem oskarżyciela publicznego, powinien spędzić w więzieniu kary 5 lat oraz zapłacić 2 tys. zł grzywny i 2 tys. zł nawiązki dla pokrzywdzonego. Kamil R. natomiast, według prokuratora, zasłużył swoim czynem na 4,5 roku za kratkami oraz 2 tys. zł grzywny i 2 tys. zł nawiązki. Przypomnieć tu należy, że zarówno C., jak i R. byli już wcześniej karani.
Niekarany był natomiast nigdy dotąd Tomasz S. Mało tego, ten przemyślanin, będący już trzecią kadencję radnym przemyskiej Rady Miejskiej, cieszył się dotychczas nieposzlakowaną opinią zaangażowanego społecznika i oddanego sprawom miasta radnego. Prokurator zażądał dla niego za oba popełnione przestępstwa kary łącznej 3,5 roku pozbawienia wolności oraz zapłaty 2 tys. zł nawiązki dla pokrzywdzonego, a także podania treści wyroku do wiadomości publicznej. Jak wyjaśnił, chodzi o uniknięcie ewentualnych podejrzeń, że proces, ze względu na to, że Tomasz S. jest radnym, ma charakter polityczny.
Nadal jest radnym
Tomasz S. od lat był członkiem Platformy Obywatelskiej i pełnił funkcję szefa struktur tej partii w Przemyślu i powiecie przemyskim. Krótko po postawieniu mu zarzutów został zawieszony w członkostwie w PO. Koledzy i koleżanki z klubu Koalicjo Obywatelskiej, w którym Tomasz s. zasiada, złożyli za niego społeczne poręczenie. Obrońca radnego chciałby, by sąd wydał wobec niego jak najłagodniejszy wytok. O to samo prosił w ostatnim słowie Tomasz S. ze łzami w oczach mówiąc o tym, że nie zdawał sobie sprawy, iż wszystko to przybierze taki obrót, a 4,5 miesiąca, które spędził w areszcie nauczyły go wystarczająco dużo. Wyrok w tej sprawie ma zostać wydany w najbliższy czwartek (19 sierpnia). Do czasu skazania prawomocnym wyrokiem Tomasz S. formalnie pozostaje radnym.
włam



One Response to "Wkrótce wyrok ws. radnego Tomasza S."