WŁADZA OBIECA NAM WSZYSTKO! Rachunek zapłacimy po wyborach

Wyższa płaca minimalna spowoduje, że kupując towary, trzeba będzie sięgnąć głębiej do kieszeni. Fot. Archiwum

KRAJ, PODKARPACIE. Szybki wzrost płacy minimalnej może oznaczać dużą inflację, a w efekcie większą ilość pieniędzy, za które praktycznie nie kupimy więcej niż dziś.

Kilka dni temu rządzący zapowiedzieli, że do końca 2023 r. płaca minimalna podskoczy do 4 tys. zł. Brzmi dobrze, lecz zdaniem wielu ekonomistów, skutki takiego rozwiązania mogą być opłakane. Dlaczego? Gdyż wzrosną ceny towarów i usług, przedsiębiorcy będą musieli redukować etaty, a część z nich wypadnie z biznesu. – Inflacja nas zabije – grzmią eksperci.

Od kilku lat polskie społeczeństwo się bogaci. Zarabiamy więcej, kupujemy więcej, a przy tym spadło bezrobocie. To fakty, o których trzeba mówić wprost. Mimo to, w ostatnich miesiącach odczuwamy także negatywne skutki „nagłego rozkwitu”. Życie stało się znacznie droższe, wzrosły rachunki m.in. za wodę czy odbiór śmieci, podrożało paliwo i – co najważniejsze – ceny żywności. Szacuje się, że inflacja w Polsce jest najwyższa od siedmiu lat. Według GUS, ceny żywności w lipcu rok do roku wzrosły o blisko 7 proc., a ceny samych warzyw o ok. 32, 4 proc! Jak sytuacja wygląda chociaż-by w Rzeszowie? Pani Zofia, nasza Czytelniczka, pokazała nam rachunki ze sklepów za podstawowe produkty żywnościowe w czerwcu i lipcu. – Różnica w wy-datkach z miesiąca na miesiąc wyniosła aż 72 zł – tłumaczy. Jak dodaje, w ostatnim czasie w sklepie, w którym zaopatruje się od lat, podrożały bułki (z 0,70 na 0,90 zł), chleb (z 3,29 na 3,90 zł), jajka (z 0,65 na 0,80 zł) czy margaryna (z 3,20 na 3,90 zł). – O cenach warzyw i owoców już na-wet nie chcę wspominać, bo to jakieś szaleństwo – podsumowuje załamana.

Będzie jeszcze drożej

Kilka dni temu rządzący obie-cali, że do końca 2023 r. płaca minimalna w kraju podskoczy do 4 tys. zł. Co to oznacza? Sporą rewolucję. Przede wszystkim zmiany uderzą w małych i średnich przedsiębiorców. Wielu z nich może nie udźwignąć finansowo znacznie wyższych pensji dla swoich pracowników. Finalnie nie należy więc wykluczać scenariusza np. masowych zwolnień, redukcji etatów. – Z perspektywy, przedsiębiorcy, pracodawca stanie pod ścianą, a słabsi finansowo niekiedy będą zmuszeni swe interesy zamykać – mówi Artur Chmaj, ekonomista WSIiZ w Rzeszowie. Część firm z sektora handlowo-usługowe, aby się utrzymać, będzie musiała podwyższać ceny pro-duktów i usług. Nie wiadomo, o ile one wzrosną, ale już dziś mówi się, że chleb może kosztować 9 zł, podobnie jak mięso czy wędlina. W efekcie więc po kieszeni dostaną konsumenci i przedsiębiorcy. Szybki wzrost pensji nierealny? Zdaniem Piotra Soroczyńskiego, głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej, bardzo szybkie podniesienie płac w najmniejszych firmach nie jest możliwe, bo firmy te nie mają możliwości znaczącego poprawienia wydajności – tylko część z nich prowadzi taką działalność, która gwarantowałaby progres dzięki zastosowaniu doskonalszego narzędzia. – W przypadku znaczącej liczby przedsiębiorstw, działających głównie w usługach i handlu, jedyną możliwością kompensaty wzrostu kosztów byłby wzrost cen. Aten, zwłaszcza w przypadku małych podmiotów, nie byłby dobrze przyjęty przez klientów – zaznaczył ekonomista. Nagły wzrost płacy minimalnej to także droższe inwestycje budowlane, w tym m.in. nowe mieszkania. Dlaczego? Wszystko przez koszty pracy i stale rosnące ceny materiałów budowlanych. – W dużym uproszczeniu mówiąc, jeżeli pensje minimalne wzrosną, to mogą też wzrosnąć ceny mieszkań, gdyż droż-sza będzie ich budowa, a poza tym dzięki większym zarobkom wzrośnie na nie popyt – ocenia Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości Obido.pl. Ile będzie warte 4 tys. zł? „Jeśli będziemy zarabiać więcej, to więcej kupimy”. Takie rozumowanie wydaje się mieć logiczne uzasadnienie na wielu płaszczyznach, lecz staje się mitem w sytuacji, kiedy podrożeją koszty życia. Wyższa płaca minimalna to wzrost popytu na dobra i usługi, droższe paliwo, wyższe rachunki, a w efekcie skok inflacji. – W konsekwencji wzrost płacy może być jedynie teoretyczny, a siła nabywcza pieniądza niezmieniona – podkreśla Chmaj. Czy można spodziewać się, że za kilka lat Polska stanie się finansowo drugimi Węgrami, lub wysoka inflacja (w dużym odstępie czasowym) doprowadzi do cenowej sytuacji sprzed denominacji z 1995 r., gdzie chleb kosztował 6,7 tys. zł, a litr mleka 5,7 tys. zł? (średnia pensja w 1994 r. wynosiła 5 328 000 zł). – Mamy problem inflacji, ale nie sądzę, aby sytuacja gospodarcza zmieniła się aż do takiego stopnia – tłumaczy Chmaj. – Pamiętajmy też, że cały spór w sprawie płacy minimalnej dotyczy różnicy interesów rządzących i przedsiębiorców – dodaje. Jak sytuacja będzie się zarysowywać zapewne dowiemy się dopiero po wyborach.

kl

30 Responses to "WŁADZA OBIECA NAM WSZYSTKO! Rachunek zapłacimy po wyborach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.