Władza odbiera nam wolność

Koronawirus stał się furtką do całkowitej inwigilacji Polaków. Tworzone naprędce przepisy „epidemiczne” pozwalają odpowiednim służbom kontrolować nie tylko mieszkania prywatne. Zgodnie ze wskazanym wyżej rozporządzeniem rządu ograniczona lub całkowicie zamknięta została działalność przedsiębiorców z niektórych branż, głównie usługowych. Fot. Wit Hadło

Uzasadniane walką z epidemią działania ograniczające obywatelską prywatność czy tajemnicę przedsiębiorstwa to potwierdzenie kierunku, w jakim rząd podąża od dawna.

Każdy z nas miał zapewne okazję obejrzeć jakiś film z gatunku SF, którego fabuła rozgrywała się w bliżej nieokreślonej przyszłości w społeczeństwie, które było całkowicie kontrolowane prze władzę. Zwykle w takiej produkcji chodziło o to, że jakaś niepokorna jednostka buntowała się przeciw pełnej inwigilacji i podejmowała zrazu samotną walkę z systemem kontroli, porywając za sobą innych. Przeważnie taki film kończył się happy endem: ludzie zrzucali jarzmo kontroli, byli wolni, a władzę przeganiali precz. Tak czy siak wizja społeczeństwa całkowicie kontrowanego była przerażająca w takim filmie, więc dobrze, że to tylko film. Tymczasem wcale nie! Tu i teraz władza przejmuje coraz większą kontrolę nad naszą także prywatną sferą życia, a my na to patrzymy i jak społeczeństwa ze wspomnianych filmów, nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się dzieje. A inwigilacja jest coraz głębsza, zaś obecna epidemia koronawirusa sprzyja jej jeszcze bardziej, bo teraz oficjalnie kontrola ma służyć naszemu dobru.

Prawda jest taka, że niezależnie od deklaracji wszystkie władze świata zawsze chciały jak najbardziej kontrolować ludzi. W obecnych czasach także i mowa nie tylko o systemach totalitarnych, bynajmniej. Jednak opcja obecnie Polską rządząca do inwigilacji obywateli prze od momentu przejęcia władzy szczególnie konsekwentnie, żeby nie rzec agresywnie. Jeszcze grubo przed epidemią koronawirusa władza usiłowała nas przekonać, że najlepszą opcją dla naszych obywateli jest zaprzestanie posługiwania się gotówką, a „Polska bezgotówkowa” to świetny pomysł. I wielu gotowych było, a nawet nadal jest przytaknąć: toż płacenie kartą, czy telefonem jest bezpieczniejsze i wygodniejsze niż transakcje gotówkowe. To prawda, ale jest pewien „haczyk” – aparat państwa wie o każdej naszej transakcji. Na razie jednak władza miała i ma małe szanse uczynić Polskę bezgotówkową, bo nasi seniorzy bywają mocno do gotówki przywiązani i niełatwo byłoby ich przekonać do płacenia na przykład zegarkiem.

Ustawa inwigilacyjna

Tak więc państwo na razie skupiało się na tych, których kontrować całkowicie mogło w sferze finansowej, czyli na przedsiębiorcach. Pod płaszczykiem dbania o prawidłowe odprowadzanie podatku VAT rządzący mieli dostęp nie tylko do pełnej dokumentacji finansowej przedsiębiorstw, ale i do tajemnic handlowych, a także na przykład dotyczących produkcji czy strategii firm. Jak dalece władza chce nas kontrolować doskonale pokazuje ustawa zwana kolokwialnie „inwigilacyjną” ze stycznia 2016 roku. Być może niewielu z nas w ogóle zwróciło uwagę na „drobne” zmiany wprowadzone przez PiS do naszego, także prywatnego życia. Tymczasem ta z pozoru niewinna zmiana w Ustawie o Policji spowodowała, że służby mogą prowadzić działania operacyjne niejawnie i w ramach tego prowadzenia mogą kontrolować przesyłki, których jesteśmy adresatami, albo nadawcami, czytać nasze prywatne listy, nagrywać nas bez naszej wiedzy i zgody także w prywatnych zupełnie miejscach i sytuacjach, a także mieć dostęp do danych zawartych w informatycznych nośnikach danych. – No i cóż z tego? – spytałby ktoś. – Przecież tu mowa o inwigilacji przestępców, a nie zwyczajnych uczciwych ludzi. Otóż niekoniecznie, bo tak władza może kontrolować każdego, kogo zechce. A zechcieć może wiedzieć wszystko nie tylko o przestępcach, ale  także o tych obywatelach, którzy jej nie popierają, na przykład.

Koronawirus furtką do inwigilacji Polaków

Władza zatem wiele już zrobiła, by mieć nas naprawdę pod kontrolą, ale epidemia koronawirusa dała jej „na tacy” jeszcze większe możliwości! Teraz można nas inwigilować jawnie i jeszcze jesteśmy przekonani, że to dla naszego dobra. Klasycznym przykładem jest tu kwarantanna. Osoba wjeżdżająca do Polski musi określić gdzie się zatrzyma na czas kwarantanny i podać nie tylko swoje pełne dane, ale także dane osób, które z nią podczas kwarantanny będą mieszkać. Zobligowana jest też do zainstalowania w telefonie, czy tablecie aplikacji, która pozwala ją lokalizować. Jeśli osoba na kwarantannie domowej nie zastosuje się do tego, grozi jej kara nawet 30 tys. złotych, a policja może pojawić się w mieszkaniu, które podał jako miejsce kwarantanny i przeszukać je. sexedate I znów ktoś może uspokajać, że to dobrze, bo przecież powinno się pilnować, żeby osoby na kwarantannie nie wychodziły i nie zarażały, bo mogą wszak być zakażone. W zasadzie tak, ale gdy się przyjrzymy temu co się dzieje, widać, że system kontroli państwa idzie coraz dalej. Jeśli PiS-owi uda się przeprowadzić w maju korespondencyjne wybory prezydenckie, to …inwigilacji poddane zostaną także poglądy polityczne obywateli! Władza korzystając z stanu epidemicznego będzie mogła wprowadzać kolejne elementy kontroli omijając Konstytucję i inne akty prawne. A o jakieś „rozporządzonko” prezesa Rady Ministrów, a to jakiś zapis przemycony sprytnie w kolejnej odsłonie Tarczy Antykoronawirusowej i zupełnie po cichu, bez hałasu i bez protestów zamienimy się w społeczeństwo znane nam ze wspomnianych na wstępie filmów SF – całkowicie kontrolowane przez władzę i podporządkowane tej kontroli w przekonaniu, że to dla naszego dobra, a władza ma rację.

Monika Kamińska

18 Responses to "Władza odbiera nam wolność"

Leave a Reply

Your email address will not be published.