Wnuki się cieszą, że dziadkowi coś się udaje

Włodzimierz Gąsior statuetkę otrzymał z rąk Andrzeja Placzyńskiego, szefa firmy Sportfive (z lewej) i Tomasza Iwana, dyrektora reprezentacji Polski. Fot. Paweł Bialic
Włodzimierz Gąsior statuetkę otrzymał z rąk Andrzeja Placzyńskiego, szefa firmy Sportfive (z lewej) i Tomasza Iwana, dyrektora reprezentacji Polski. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA – PODKARPACKA NIKE 2013. Nigdy nie bał się pracy w trudnych warunkach, stawia na piłkarzy, dla których liczy się coś więcej niż kasa i nie przestaje marzyć o odbudowie potęgi Stali Mielec – oto Trener Roku 2013, Włodzimierz Gąsior.

– Najstarszy trener II ligi wschodniej znów utarł nosa młodszym kolegom po fachu. Kolekcjonuje pan nagrody aż miło.
– Pod koniec 2013 roku otrzymałem wyróżnienie z rąk prezydenta Mielca, pojawił się tytuł pozytywny mielczanin, jeszcze jakaś inna nagroda za działalność sportową. A teraz Podkarpacka Nike. Trzecia w kolekcji, bo w latach 2006-2007 zdobywałem laur w kategorii trener wychowawca młodzieży. I czuję się lekko zażenowany, że u schyłku trenerskiej kariery ludzie tak bardzo doceniają to, co robię. Nagrody trzeba traktować szerzej, jako wyraz uznania dla pracy wszystkich osób zaangażowanych w projekt Stal Mielec. To działacze, sympatycy klubu, a nade wszystko piłkarze. Bo to oni w tej zabawie są najważniejsi.

– Nie tak dawno został pan trenerem 40-lecia Korony Kielce. Czy jest wyróżnienie, które ceni pan najbardziej?
– Nie prowadzę takiej klasyfikacji, cieszy mnie każda nagroda. Wie pan, miałem w życiu szczęście albo nieszczęście pracować w klubach, które borykały się z problemami organizacyjnymi i finansowymi. Brakowało pieniędzy, ale byli za to wyrozumiali i ambitni piłkarze. Taką samą ekipę mamy teraz w Mielcu. Dla tych moich chłopaków liczy się coś więcej, niż kasa. A Stal stopień po stopniu wspina się na wyższy poziom.

– Gdzie pan trzyma te wszystkie puchary, statuetki i dyplomy?
– Mieszkam w szeregówce, miejsca nie jest za dużo, ale swój kącik z nagrodami posiadam. Mam pięcioro wnuków i to głównie one cieszą się, że dziadkowi coś w życiu się udaje (śmiech). Za to cała moja rodzina chodzi na mecze, co wcześniej, gdy sam grałem w piłkę, jej się nie zdarzało. Żona, dzieci, wnuki – wszyscy bardzo utożsamiają się z drużyną. Coś niebywałego!

– Są częścią tej fantastycznej publiczności, której zazdrości wam połowa Polski.
– Gdy graliśmy za hotelem Polskim, w fatalnym warunkach, nie wierzyłem, że nowy stadion zapełni się kibicami. A jednak tak się stało! Ba, ludzi na trybunach ogarnia szaleństwo. Obserwuję ich reakcję i widzę, że zachowują się jak w amoku. Starzy i młodzi, szalikowcy i zwykli kibice. Ubierają się w klubowe koszulki i czapki, dopingują, są ze Stalą na dobre i złe. To działa na zawodników, którzy zostawiają na boisku serce. To działa też na naszych rywali. – Zagraliśmy najlepszy mecz – ciągle słyszę od trenerów drużyn, które przyjeżdżają do Mielca. Na szczęście, jesienią nie mieli z tego żadnych punktów.

– Jak to się stało, że Mielec na nowo pokochał piłkę nożną?
– Pięć tysięcy kibiców na każdym meczu i cudowna atmosfera to fenomen. Przypominają mi się złote lata 70. XX wieku, ale w tamtych czasach ludzie bardziej interesowali się sportem i kulturą. Dziś społeczeństwo nie jest tak otwarte, żyjemy w strasznym tempie, a jednak w Mielcu mamy do czynienia z czymś wyjątkowym – niebywałą identyfikacją z klubem. Wchodzę do sklepu i ludzie zagadują: panie Włodku, jakim składem dziś zagramy? Przyjdzie ktoś nowy do drużyny? Tego wcześniej nie było i doprawdy ciężko wytłumaczyć to wyłącznie nowym stadionem. Mam nadzieję, że tego nie spieprzymy (śmiech).

– W rundzie rewanżowej aż 10 razy zagracie na własnym boisku, gdzie jesteście niepokonani. To olbrzymi atut.
– Będziemy chcieli to wykorzystać. Mam mocniejszą drużynę. Wrócili po kontuzjach tak ważni zawodnicy jak Kamil Radulj i Damian Skiba. Są nowi, na czele z napastnikiem Piotrkiem Gawęckim, który chyba sam nie zdaje sobie sprawy ze swoich ogromnych możliwości i pomocnikiem Bartkiem Papką grającym ostatnio w Stomilu Olsztyn. Obu znam doskonale jeszcze z czasów Korony Kielce.

– Kilka lat temu za odbudowę potęgi Resovii z dobrym skutkiem wzięli się byli znakomici siatkarze tego klubu: Marek Karbarz, Jan Such i Wiesław Radomski. W Mielcu to pan jest kimś takim. Czuje pan odpowiedzialność, stres jest większy, niż jeszcze rok temu?
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie odczuwam presji. Chciałoby się, żeby w projekt odbudowy Stali włączyli się też inni byli zawodnicy. Witek Karaś pracuje z młodzieżą, ale reszta stoi z boku, nie angażuje się. Czasem przyjdą na mecz, czasem nie. Szkoda.

– Równo rok temu, gdy spytałem pana o marzenie, usłyszałem: chciałbym dożyć czasów, gdy Stal znów zagra w ekstraklasie. Jeśli wiosną nie zwolnicie tempa, znajdziecie się w I lidze, a stamtąd już tylko krok do elity.
– Może jednak się uda? Będę staruszkiem na wózku, ale ekstraklasy doczekam (śmiech). A tak poważnie, nie tylko ja mam takie marzenia. Sebastian Duda wolał grać w Stali, niż w Widzewie Łódź. Wierzy, że mielecki klub ma przed sobą przyszłość.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.