
8 maja w Europie obchodzony jest Narodowy Dzień Zwycięstwa.
O genezie i symbolicznym wymiarze tego święta rozmawiamy z dr. Pawłem Korzeniowskim, historykiem
Uniwersytetu Rzeszowskiego
– O czym powinien nam przypominać 8 maja?
– 8 maja 1945 r. władze III Rzeszy podpisały akt bezwarunkowej kapitulacji. Tego dnia obchodzimy święto zakończenia II wojny światowej w Europie, konfliktu bezprecedensowego w historii zarówno ze względu na jego skalę terytorialną, jak i cierpienia, które ze sobą niósł.
– Głównym przekazem europejskiego święta jest „nigdy więcej wojen”?
– „Lekcja”, jaką Europa otrzymała w czasie II wojny światowej, jak dotąd przynosi efekty. Choć w ciągu ostatnich 75 lat zdarzały się w naszym rejonie świata konflikty, to jednak miały one lokalny charakter. Musimy pamiętać, że funkcjonujemy w bezprecedensowych czasach, żyjąc we względnym dobrobycie i bez poczucia zagrożenia. Oczywiście, tuż za naszymi granicami, na Ukrainie, toczy się niewypowiedziana wojna, polityka Rosji jest agresywna i może powodować kryzysy, ale Europa, w tym Polska, znajduje się w systemie zapewniającym stabilizację polityczną.
– Dzień Zwycięstwa upamiętnia koniec wojny, ale w 1945 r. dla Polski ona się nie skończyła…
– Nie tylko dla Polski. Dla wielu narodów wojna nie wygasła w 1945 r. Tym niemniej nie można późniejszych konfliktów porównywać do tego, z czym musiano zmierzyć się po 1939 r.
– Po wojnie Polska przez 45 lat znajdowała się pod okupacją. Czy to dlatego data 8 maja nie robi na nas wrażenia, a dumę stanowi 11 listopada?
– W dużej mierze właśnie tak. Polska, choć należała formalnie do obozu zwycięzców, to nie tylko przez niemal pół wieku pozbawiona była suwerenności, a w dodatku straciła znaczną część własnego terytorium. Dlatego nie może dziwić, że w pozostałych państwach, zwłaszcza zachodniej Europy, 8 maja jest obchodzony w nieco innej atmosferze.
– A jak obchodzono Narodowy Dzień Zwycięstwa w komunistycznej Polsce?
– Dla komunistów zwycięstwo nad III Rzeszą traktowano jako ważny element propagandowy, niejako legitymujący ich rządy nie tylko w Polsce, ale w całej wschodniej Europie. Stąd obchodzono je z dużą pompą, wzorując się w dużej mierze na obchodach organizowanych w Związku Radzieckim, dlatego m.in. obchody przypadały nie 8, ale 9 maja. Wydarzenie nosiło nazwę Narodowego Święta Zwycięstwa i Wolności. Towarzyszyły mu parady wojskowe, akademie, przemówienia, chętnie odsłaniano pomniki i tablice pamiątkowe.
– Może właśnie dlatego Europa Zachodnia pamięta wojnę nieco inaczej niż mieszkańcy wschodniej części kontynentu…
– Paradoksalnie dla zachodniej Europy o wiele ważniejsze miejsce w pamięci zbiorowej odgrywa I wojna światowa, i to obchody związane z jej upamiętnieniem wysuwają się na pierwsze miejsce. II wojna dla Zachodu przyniosła o wiele mniejszą traumę niż narodom na wschodzie kontynentu. Dlatego choć obchodzi się święto zwycięstwa np. we Francji czy w Wielkiej Brytanii, to ma ono wymiar bardziej radosny niż u nas, gdzie bardziej skupiamy się na zadumie nad ofiarami tej wojny. Z tego też względu większą wagę w Polsce przywiązuje się do obchodów rozpoczęcia wojny 1 września.
– Kto kształtuje wyobrażenie o II wojnie światowej: historycy czy kultura masowa?
– Od zakończenia II wojny światowej minęło ponad 75 lat, stąd dla młodszego pokolenia jest to odległa historia. Młodzież powinna otrzymywać w szkole podstawowej rzetelną wiedzę na temat historii Polski w XX wieku. Co więcej, należy ją przekazywać w sposób nowoczesny i ciekawy. Wówczas uczniowie sami będą szukać informacji, a kto wie, być może sięgną nawet po książki.
– Nie brzmi to zbyt naiwnie?
– Być może tak, ale wydaje się, że jest to możliwe do zrobienia. Niestety, z nauczaniem historii w naszym systemie edukacji jest „średnio”. Stąd wiedzę czy wyobrażenia na jej temat młodzież czerpie głównie z telewizji, czy innych mediów, jak choćby gier komputerowych. To powoduje, że do powszechnej świadomości przedostaje się cała masa mitów i błędnych wyobrażeń o wojnie. Musimy postawić na edukację ubraną w nowoczesne szaty. Narodowy Dzień Zwycięstwa powinien być jednym z jej elementów.
Rozmawiał Kamil Lech


