Mamy za sobą piękny weekend. Na osiedlu, na którym mieszkam w Rzeszowie, a jest ono specyficzne, bo bloki przeplatają się tutaj z domkami jednorodzinnymi, ludzie wietrzyli mieszkania, pościel, suszyli pranie. Oczywiście robili także wiosenne porządki.
Robił je również jeden z właścicieli domków niedaleko ulicy Jana Olbrachta, gdzie na swoim ogrodzie postanowił zapalić ognisko i spalić trochę śmieci. Nie chcę już nawet przypominać, że palenie ognisk w mieście jest zabronione. Ów Gaweł z wiersza Aleksandra Fredry „Paweł i Gaweł” nie zważał na Pawła oraz innych sąsiadów. Swoją wolność pomylił z samowolą i wedle zasady „wolnoć Tomku w swoim domku” z wiersza Fredry, wyznawanej wciąż jeszcze przez rzesze Polaków, w nosie miał, że zasmrodzi swoim sąsiadom pranie, mieszkania i pościel. Że zaczadzi dzieci bawiące się na placu zabaw, że matki z niemowlakami w wózkach musiały zmykać od siwego dymu szczypiącego oczy. Podobne zachowania będą się mnożyć. Wkrótce zapewne zaczną się pojawiać idioci palący grill na balkonie w środku osiedla w niedzielne upalne popołudnie. Owe Gawły uważają, że jak im coś wolno, to „une bedo to robić”… bo kto im zabroni?
Odwołam się tutaj znowu do Anglii, w której ludzie naprawdę szanują swoich sąsiadów, a w wielokulturowej metropolii jaką jest Londyn, w dzień świąteczny nikt nawet głośno muzyki nie włączy, nie wspominając o kosiarce, żeby nie zakłócać sąsiadowi ciszy i spokoju. Podobne zasady obowiązują także w Nowej Zelandii. Piszę akurat o tych miejscach, bo tam mieszkałem przez dłuższy czas. I kiedy sąsiadowi grzecznie zwróciło się uwagę, że jego papuga od 6 rano wrzeszczy w niebogłosy: „God save the queen”, nie miał problemu, żeby ją uciszyć, choć nic go do tego nie obligowało. Nie wiem, czy papuga wylądowała w rosole, ale więcej już nie krzyczała.
Niestety, my Polacy wciąż mylimy wolność z samowolą. Wolność jest ściśle związana z obowiązkami i z odpowiedzialnością za swoje czyny i za to jak one wpływają na innych. Złotym środkiem byłaby libertariańska zasada „wolność twojej pięści ograniczona jest bliskością mojego nosa”. Niestety, „Gaweł z Wilkowyi” w nosie miał bliskość innych nosów i postanowił zasmrodzić im sobotę w imię naszej narodowej zasady „wolnoć Tomku w swoim domku”.
Redaktor Marcin Żminkowski



13 Responses to "„Wolnoć Tomku w swoim domku”"