
– Bycie kobietą grającą na perkusji jest dla ludzi zaskoczeniem. To wciąż dość „męski” instrument – stwierdza 21-letnia Wiktoria Bialic z Rzeszowa, dla której muzyka jest sensem życia. – Ciągle się uśmiecham, bo prostu uwielbiam to robić. Niczego nie udaję, to zwykła miłość do instrumentu.
Wiktoria to studentka jazzu i muzyki rozrywkowej na Wydziale Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. W prestiżowym konkursie perkusyjnym – Hit Like a Girl pokonała przeciwniczki z ponad 60 krajów i jako pierwsza Polka stanęła na podium. To nieprzypadkowy sukces.
Skrzypce nie były jej pisane
Na perkusji gra od 11. roku życia. Jej rodzina również jest bardzo muzykalna. Mama świetnie śpiewa, kiedyś grała na akordeonie, a dziadek był organistą. – Czułam wewnętrznie rytmy. W domu wykazywałam zdolności, wystukiwałam rytm na talerzach i garnkach – tłumaczy perkusistka. – Wszystko zaczęło się od przedszkola, trochę tańczyłam i śpiewałam. Potem była szkoła muzyczna. Przez cztery lata grałam na skrzypcach, jednak przepisałam się, bo to była dla mnie męka. Nie widziałam siebie z tym instrumentem – mówi Wiktoria.
Dziewczyna często zauważa zdziwienie wśród ludzi, kiedy mówi, co robi. – Już się do tego przyzwyczaiłam, ciągle są takie głosy: „Wow, kobieta – perkusistka”, ale czuję się wyjątkowo, bo patrząc na branżę muzyczną, bardzo wielu jest mężczyzn – perkusistów – dodaje.
Ile czasu poświęca na ćwiczenie? – To się zmienia. Kiedy byłam w szkole muzycznej, grałam na: marimbie, wibrafonie, werblu, kotłach, musiałam poświęcać jakieś 8 godzin dziennie, żeby ogarnąć te wszystkie instrumenty. W międzyczasie wracałam i wtedy grałam na typowym zestawie perkusyjnym, to było dodatkowe zajęcie, hobby. Teraz, kiedy studiuję perkusję od trzech lat, liczba godzin jest różna – mówi dziewczyna.
Dużo czasu poświęca na obserwacje i słuchanie. Nie zmusza się do niczego, ponieważ wiele zależy od samopoczucia fizycznego i mentalnego. W konkursie startowała już 2 lata temu i była finalistką. – Po zawodach zawsze dostaje się listę z opisami od jurorów, ich ocenami, punktacją. Pisali, że muszę zwrócić uwagę na technikę, pracę stóp, więc dla mnie to była motywacja – tłumaczy perkusistka.
Konkurs jest specyficzny, ponieważ dziewczyny grające w nim przywiązują dużą wagę do filmiku, liczby kamer, sposobu montażu. Wiktoria wyciągnęła wnioski i chciała w tym roku zrobić to inaczej. Czym przekonała jury? – W jednym filmiku zmontowałam aż siedem różnych i pokazałam tam siedem stylistyk i brzmień, m.in. rock, pop, funk, hiphop, reggae. Profesjonalni muzycy muszą potrafić zagrać wszystko. Podszkoliłam się i pokazałam różnorodność
– podkreśla Wiktoria.
Wygrana w konkursie umożliwiła jej kontakty z wieloma firmami międzynarodowymi. – Perkusista potrzebuje wielu rzeczy do tzw. kompletu: werble, talerze, statywy, itd. Dużo firm zaczęło się do mnie odzywać, żebym grała na sprzęcie właśnie od nich – tłumaczy. Udało jej się podpisać dwa kontrakty z amerykańskimi firmami. Odezwały się także ośrodki edukacyjne w USA z propozycją nagrania lekcji szkoleniowych, które wrzuciłyby na swoje media społecznościowe. Obecnie, dzięki zdobyciu 1. miejsca w zawodach Hit Like a Girl, Wiktoria jest w USA. – Będę grała na największym festiwalu perkusyjnym w Stanach Zjednoczonych. Teraz się przygotowuję. To ogromny zaszczyt, bo grały tam legendy – zdradziła nam kilka dni temu. – Wygrana dała mi rozpoznawalność w środowisku międzynarodowym. Muzykami z Polski rzadko się interesują, bo rynek amerykański i brytyjski jest bardzo duży, jest z czego wybierać – dodała.
Współpraca z gwiazdami
Dziewczyna chciałaby, by gra na perkusji stała się w przyszłości jej pracą. – Uwielbiam nagrywać w studio, pracować z ludźmi z innych krajów – wyznaje. Marzę, by grać za granicą w zespole, być muzykiem sesyjnym – mówi. Obecnie współpracuje z Ralphem Kaminskim i Marią Sadowską. Jak do tego doszło? – Dostałam rok temu telefon od perkusistki z zespołu Ralpha z pytaniem, czy mogłabym ją zastąpić raz, podczas Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. To miał być koncert z piosenkami Kory. Jeden występ i tyle. Zgodziłam się. Koncert został jednak odwołany, a Ralph wpadł na pomysł, żeby nagrać płytę, żeby wynagrodzić nam to, że przez rok ćwiczyliśmy. Od tego się zaczęło – tłumaczy Wiktoria Bialic. Później grała też w trasie „Kosmiczne energie”. – Ralph nie traktuje swoich występów jak koncertów, ale jako spektakle. Trzeba się wcielić w jakąś postać. Z Marysią było tak, że dostałam telefon od jej kierownika muzycznego, zostałam przez kogoś polecona, to częste w środowisku muzycznym – objaśnia. Często słyszy się, że Ralph jest wymagającym muzykiem. – To jest naprawdę świetna osoba. Bardzo ciężko pracuje na swój sukces, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, profesjonalne, dba o każdy detal: scenografię, ubiór, partie zespołu. Ma też specyficzny sarkastyczny humor, ale współpraca z nim to przyjemność – mówi.
Z Ralphem w Filharmonii Podkarpackiej
Niebawem w Rzeszowie odbędzie się koncert Ralpha z płytą „Kora”. Czego mogą spodziewać się słuchacze? – Trasa to ogromne emocje, ciekawa scenografia. Nowe aranżacje i prawdziwy spektakl muzyczny. Trzeba przyjść i posłuchać, każdy inaczej może interpretować. Płyta jest tym razem dość minimalistyczna, najważniejszą rolę będzie odgrywał przekaz, tekst, Kora i jej swego rodzaju ożywienie – tłumaczy. Wiktoria jest najmłodsza w zespole Ralpha. – On ma bardzo doświadczonych muzyków, więc początkowo to był duży stres, ale przekazywali mi swoje wskazówki. Cudowne jest to, że pomimo wieku, moje pomysły też były wysłuchiwane i akceptowane. Mam szczęście, bo zawsze lepiej jest grać z lepszymi od siebie, wtedy się rozwijamy – mówi perkusistka.
Wiktoria nie boi się marzyć. Chciałaby kiedyś zagrać z takimi muzykami, jak John Mayer, świetny amerykański wokalista i gitarzysta. – Muszę powiedzieć, że mam dużo szczęścia, ale za tym stoi też ciężka praca i wiele błędów. Nie zawsze jest kolorowo. Powoli jednak robię to, co było w mojej głowie od dawna – jestem w zespole, nagrywam w studio i wszystko powoli idzie do przodu – nie kryje dziewczyna. Nie wyobraża sobie innego życia. – Muzyka jest dla mnie wszystkim, jestem tą muzyka. Codziennie wstaję i idę spać z muzyką. Wydaje mi się, że każdy na tym świecie przyszedł po coś i ma jakąś misję – podsumowuje.
Poza grą na perkusji lubi montować filmy. Dużo czasu poświęca również językowi angielskiemu. Twierdzi, że warto jest mieć cel w życiu. – Dobrze jest do czegoś dążyć, ale bez przesady, to nie może się odbywać kosztem zdrowia – podkreśla. – Widzę, że wszystko jest możliwe, a świat stoi otworem, choć kiedyś słyszałam inne głosy.
Zauważa, że w dzisiejszych czasach trzeba mieć pomysł na siebie i dobry sprzęt, trzeba się czymś wyróżnić, choć szczęście jest równie ważne. W filmikach na YouTube czy Instagramie można zobaczyć, że ciągle się uśmiecha, a to dlatego, że po prostu to uwielbia. – Nie jestem aktorką, bo nie potrafię. To miłość do instrumentu. Rodzina musi mnie stopować, bo zazwyczaj za dużo ćwiczę… Czasami wręcz bardzo boli mnie głowa… – narzeka.
– Na pewno nie sukces jest najważniejszy. Znajomi często mówili, że go odniosłam, robię karierę, a dla mnie to przygoda z muzyką – podkreśla i dodaje ze śmiechem: – Zawsze mówiłam, że ja nie śpiewam, więc nie jestem gwiazdą.
Kinga Siewierska


