
STRAŻÓW. Ciąg dalszy głośnego sporu o cukiernię.
Sześć z trzynastu osób, które działając w imieniu kontrowersyjnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego odbiły w zeszłym tygodniu cukiernię w podrzeszowskim Strażowie, usłyszało zarzuty m.in. pozbawienia wolności i zniszczenia mienia. Policja twierdzi, że najście było bezprawne. Rutkowski odpiera zarzuty.
Przypomnijmy, że sceny niczym z niezłych kryminałów miały miejsce w Strażowie na początku zeszłego tygodniu. Żona właściciela zakładu jeszcze przed oficjalnym orzeczeniem rozwodu postanowiła zająć część majątku. Wynajęci przez nią ochroniarze przejęli cukiernię wpuszczając tam pracowników i paraliżując pracę. Wielokrotne interwencje policji nie przyniosły efektu. Funkcjonariusze nie chcieli się mieszać w prywatne sprawy.
Zdesperowany właściciel wezwał na pomoc firmę Rutkowskiego. W nocy z poniedziałku na wtorek ludzie w kamizelkach “Rutkowski Patrol” odbili zakład. W ruch poszły gaz i różne przedmioty. Wersje są sprzeczne, obydwie strony oskarżają się wzajemnie o napaść.
Krzysztof Rutkowski twierdzi, że działał legalnie na zlecenie prawowitego właściciela cukierni. Do pomocy wynajął agencję ochroniarską z Krakowa, której użyczył swych uniformów.
– Nasi chcieli mediować, zostali zaatakowani. Policja z kolei zamiast bronić prywatnej własności umyła ręce – mówi Rutkowski. Pojawiły się informacje, że wśród ludzi wynajętych do akcji w cukierni byli pseudokibice Cracovii. Rutkowski zaprzecza. Na pytanie o postawione zarzuty odpowiada: one są do podważenia, nie ma się co podniecać.
Szymon Jakubowski



3 Responses to "WRACAMY DO TEMATU: Rutkowski: to mój klient jest poszkodowany"