Wrzątek w kotle. Śląsk tęsknił za kadrą (ZDJĘCIA)

Fot. PaweA� Dubiel
Fot. PaweA� Dubiel

POLSKA – KOREA POŁUDNIOWA. Biało-czerwoni znów w historycznym miejscu.

Dokładnie po 3086 dniach piłkarska reprezentacja Polski wróciła na Stadion Śląski w Chorzowie i na szczęście nie rozczarowała tak, jak kilka dni wcześniej we Wrocławiu. Biało-czerwoni pokonali Koreę Południową, choć byli bliscy kolejnej wpadki. Honor uratował już w doliczonym czasie Piotr Zieliński.

POLSKA 3
KOREA POŁUDNIOWA 2
(2-0)
1-0 Lewandowski (32.)
2-0 Grosicki (44.)
2-1 Chang-min Lee (85.)
2-2 Hwang Hee-Chan (87.)
3-2 Zieliński (92.)
POLSKA: Szczęsny (46. Skorupski) – Piszczek (46. Cionek), Glik (66. Kędziora), Pazdan – Jędrzejczyk, Mączyński, Romanczuk (61. Milik), Rybus (83. Kurzawa) – Zieliński, Grosicki – Lewandowski (46. Teodorczyk)
KOREA
: S.G. Kim – M.J. Kim (38. Hwang), Jang, Hong (46. Yun) – Y. Lee (46. Choi), Ki (80. C. Lee), Jung, Park – Kwon, Son, J.S. Lee (62. S.W. Kim).
Sędziował
: Tore Hansen (Norwegia). Żółta kartka Rybus. Widzów 53 129.

Jeśli po nieudanym sprawdzianie z Nigerią mieliśmy prawo odczuwać spory niepokój, to mecz w „Kotle Czarownic” delikatnie nerwy ukoił. Adam Nawałka posłał do boju niemal pierwszy garnitur, z debiutującym w kadrze Tarasem Romanczukiem, pomocnikiem Jagiellonii Białystok, który ma być alternatywą dla Grzegorza Krychowiaka. – Pomyślałem sobie: czego mam się bać? Mam obok świetnych zawodników – mówił po meczu 26-latek ukraińskiego pochodzenia, trzymając w ręce dwie koszulki na pamiątkę: swoją i Kamila Glika. – Jest dla mnie wzorem! Poprosiłem go o nią w szatni – uśmiechał się.

Środkowy obrońca AS Monaco zszedł z boiska w 66 minucie i wtedy zaczęły się też kolosalne problemy polskiej defensywy. W niecałe 120 sekund po katastrofalnych błędach straciliśmy dwie bramki. W Chorzowie przekonaliśmy się, niestety, po raz kolejny, że reprezentacja uzależniona jest od dwóch piłkarzy: Glika właśnie i – co oczywiste – Roberta Lewandowskiego. Kapitan biało-czerwonych otworzył wynik spotkania w 32. minucie, wykorzystując idealne dogranie Kamila Grosickiego. Lewy maczał też palce przy trafieniu na 2-0, a gdy nie wyszedł po przerwie na boisko, okazało się, iż biało-czerwoni są w ofensywie tylko statystami. – Brakowało wsparcia, ciężko szło nam kreowanie ataku pozycyjnego. Musimy angażować więcej zawodników – trafił w sedno Lewandowski, a przecież odnosił się głównie do pierwszej połowy.

Polska - Korea (136).jpg

Uskrzydlony Grosik da się pokroić

Może nie grać w klubie, mieć braki kondycyjne i pozaboiskowe przygody, ale gdy zakłada koszulkę z orzełkiem na piersi, wstępuje w niego nowe życie. O kim mowa? O Kamilu Grosickim rzecz jasna. TurboGrosik zrobił we wtorek to, czego wymagają od niego kibice, a przede wszystkim trener Adam Nawałka. Najpierw zaliczył asystę, później sam umieścił piłkę w siatce, sposobem swojej radości skradając przy okazji kolejne polskie serca. Pomocnik Hull City nie ma ostatnio na Wyspach szczęścia, ale w reprezentacji udowadnia, ile znaczy wsparcie od selekcjonera, co wspomina zresztą na każdym kroku. – Jemu zawdzięczam wszystko, zawsze mi wierzył i ufał – mówi z rozbrajającą szczerością, po czym puszcza oko do dziennikarzy. – Uwielbiam liczby – odnosi się do swoich statystyk. – W meczach reprezentacji dostaję większego kopa! Jestem silnym facetem, który za koszulkę z orzełkiem na piersi da się pokroić.

Pozytywne nastroje i uśmiechy od ucha do ucha Grosik i koledzy zawdzięczają jednak przede wszystkim Piotrowi Zielińskiemu. Gracz Napoli przymierzył w 92 minucie w samo okienko, nie dając koreańskiemu bramkarzowi cienia szansy. – On nie zdaje sobie sprawy z tego, jak dobry może być – mówił niedawno o 23-latku z Ząbkowic Śląskich dziennikarz Mateusz Borek. Oby ten gol okazał się dla niego przełomem w karierze reprezentacyjnej. Pora, by uwierzył w siebie i dorósł do odpowiedzialności, która spoczywa na jego barkach.

650 mln zł w beton

Mecz Polaków z Koreańczykami z południa był pierwszym spotkaniem reprezentacji rozegranym na wyremontowanym Stadionie Śląskim po ponad 8 latach. Nad jakością prac można by długo dyskutować. Koszt całego remontu wyniósł bowiem – bagatela – 650 mln zł, a jeszcze do niedawna obiekt trochę z przekąsem określano mianem… betoniary. Jedno nie ulega jednak wątpliwości – Śląski ma swój wyjątkowy sprzyjający kadrze klimat, choć ostatnie wspomnienia najmilsze nie są. W 2009 r. biało-czerwoni pod wodzą Leo Beenhakkera zagrali przy Katowickiej ze Słowacją w eliminacjach do mistrzostw świata. Przegraliśmy 0-1 po samobóju Seweryna Gancarczyka. Na trybunach było pusto, zimno i smutno. Boisko było zaśnieżone, a temperatura bliska zera. O paskudnej atmosferze wokół kadry i bojkocie spotkania mało kto już jednak pamięta. We wtorek mecz obserwowało blisko 54 tys. widzów! Czuć było na skórze, jak Śląsk stęsknił się za biało-czerwonymi, a przecież na legendarnym już obiekcie Polacy przeżywali wiele sukcesów, jak choćby wygraną 2-0 z Anglią w 1973 r. To właśnie wtedy brytyjscy dziennikarze ochrzcili go mianem „Kotła Czarownic”. I choć tym razem na miotle nikt nie latał, stadion tętnił życiem, wspierał naszych piłkarzy na każdym kroku. Pod wrażeniem atmosfery byli też dość oschli w epatowaniu uczuciami koreańscy dziennikarze. Żurnaliści z Azji Wschodniej pojawili się na Śląskim w liczbie ponad 30 osób.

Polska - Korea (39).jpg

– Duch Stadionu Śląskiego cały czas funkcjonuje. Strzeliliśmy bramkę w doliczonym czasie gry, a mecze rozgrywane tutaj zawsze dostarczały kibicom wiele emocji. Otoczka jest świetna, podobnie jak murawa – zdaniem zawodników jedna z najlepszych w Europie. To miejsce jest magiczne i mam nadzieję, że będziemy tu częściej rozgrywać swoje mecze – konstatował Adam Nawałka.

Tomasz Czarnota, Chorzów
Tomasz Szeliga, Chorzów

[print_gllr id=231793]

Leave a Reply

Your email address will not be published.