
MIELEC. – Zgoda na postulaty protestujących pracowników szpitala oznaczać będzie upadek ich miejsca pracy – mówi dyrektor mieleckiej lecznicy, Leszek Kołacz.
Zaognia się konflikt w Szpitalu Powiatowym w Mielcu. Pielęgniarki, położne i personel techniczny walczą o podwyżki płac i zapowiadają zaostrzenie protestu. Mówią o strajku ostrzegawczym, „wizycie” na najbliższej sesji Rady Powiatu, a nawet o głodówce. Scenariusz ten jest realny, bo mediacje z dyrekcją szpitala nic nie dają.
Początkiem sporu zbiorowego na linii pracownicy – dyrektor szpitala, Leszek Kołacz (59 l.) był głośny protest (24 ub. m.) ponad stuosobowej grupy pielęgniarek, położnych i personelu technicznego lecznicy pod nową siedzibą Pogotowia Ratunkowego w Mielcu.
„Uczciwa praca, hańbiąca płaca!”
Pikietujący przynieśli ze sobą transparenty: „Żądamy szacunku i godziwej płacy!” „Jak żyć, panie dyrektorze?”, „Polityka wasza, bieda nasza!”, „Uczciwa praca, hańbiąca płaca!” Do protestujących związkowców nie wyszedł ani dyrektor szpitala, ani starosta Andrzej Chrabąszcz (51 l.), ani żaden z obecnych na uroczystościach otwarcia nowej siedziby pogotowia polityków. Wyjątkiem była mielecka posłanka PO Krystyna Skowrońska (60 l.).
– Protestujący związkowcy stali pod siedzibą innej placówki podczas święta tej właśnie jednostki, na którym ja sam byłem gościem – tłumaczy się dyrektor Kołacz. – Jak ja mogę organizować swoje wystąpienia podczas takiego wydarzenia? Uważam, że byłoby to ogromnym nietaktem, a wręcz krzywdą wyrządzoną pracownikom pogotowia, którzy tego dnia chcieli się cieszyć swoją nową siedzibą i nie miałem prawa tego zrobić – zaznacza.
Bezowocne mediacje. Możliwy strajk ostrzegawczy
Żądania związkowców dotyczą wielu aspektów, których wspólnym mianownikiem jest podwyżka wynagrodzenia. Jak mówią, mają dość ciężkiej i odpowiedzialnej pracy za marne pieniądze. – Miesięczna płaca pielęgniarek z długoletnim stażem to ok. 2 tys. zł netto. Bardzo często nie przekraczamy tego pułapu – skarżyła się jedna z protestujących. – Nie chcemy zrujnowania szpitala. Nam po prostu zależy na tym, żeby godziwie żyć – dodała.
Nic nie dają rozmowy z dyrekcją szpitala, w których uczestniczy specjalny mediator. W związku tym związkowcy zwrócili się o pomoc do starosty Chrabąszcza jako organu założycielskiego dla szpitala. Ten jednak na piśmie oświadczył, że pieniądze na pokrycie postulatów protestujących powinny pochodzić ze środków własnych szpitala. – Ale przecież ja tych pieniędzy w Mielcu nie mam. To ogromna kwota – protestuje dyrektor Kołacz.
Dyrektor Kołacz: – 10 mln zł trafiło na podwyżki
– Środków na podwyżki nie ma w systemie polskiej służby zdrowia, dlatego postulaty protestujących powinny być skierowane do innego źródła. Nie widzę możliwości obciążenia budżetu placówki kwotą 12 mln zł, bo tyle kosztowałyby szpital podwyżki. Jest to nierealne. Sam jeden punkt o premii, którą zresztą uznaje się za archaizm, oznaczałby dodatkowe 4 mln zł. Zgoda na te postulaty oznaczałaby upadłość naszego szpitala – przekonuje dyrektor.
– Pomimo braku wzrostu wyceny świadczeń medycznych na podwyżki dla naszych pracowników zatrudnionych na umowę o pracę przeznaczyliśmy: w 2012 r. – 1,2 mln zł, w 2013 r. – 1,2 mln zł, a w br. – 2,8 mln zł. Dodatkowo w latach 2011-2013 na jednorazowe formy wynagrodzenia kwotę 4,6 mln zł. W sumie było to prawie 10 mln zł – dodaje Kołacz.
Paweł Galek



3 Responses to "Wrze w mieleckim szpitalu! Będzie głodówka?"