
RZESZÓW. Od lat mieszkańcy bloku przy ul. Popiełuszki w Rzeszowie walczą o normalne życie.
Właściciel mieszkania na ostatnim piętrze urządza libacje alkoholowe ze znajomymi, awantury, a teraz kolejny raz zalał sąsiadce mieszkanie odchodami. Mieszkańcy bloku mają tego wszystkiego dość. Służby znają problem, ale okazuje się, że polskie przepisy uniemożliwiają skuteczną pomoc bezsilnym mieszkańcom.
– Jestem zdruzgotana. Człowiek mieszkający nade mną zalał mi mieszkanie odchodami. Wszędzie strasznie śmierdzi, mam zalaną ścianę, meble, a nawet kontakty, przez co prąd w dużym pokoju mi nie działa – mówi Ewa Radochońska, mieszkanka bloku przy ul. Popiełuszki 8. – Od 2013 roku razem z mieszkańcami bloku walczymy o normalne życie. Mężczyzna mieszkający piętro wyżej jest głuchoniemy. Kupił mieszkanie, które jest klitką bez prawdziwej kanalizacji, z jakąś prowizoryczną rurą, na co pozwoliła spółdzielnia. Teraz te odchody, które gromadził w wannie, zalały mi mieszkanie. Do niego ciągle schodzą się menele. Krzyczą, przeklinają, biją go, bo on się daje wykorzystywać, a służby nic z tym nie robią. W spółdzielni mówią, że działają, żeby go eksmitować, ale ile to potrwa?
Mieszkańcy wielokrotnie zgłaszali problem do Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowe Miasto”. Żądają natychmiastowej eksmisji i dezynfekcji. Kazimierz Bajowski, prezes spółdzielni, nie chciał z nami na ten temat rozmawiać.
Instytucje wiedzą, ale rozkładają ręce
– Sprawa jest znana nam i innym instytucjom. Tylko w tym roku było tam 13 interwencji. Cała paleta możliwości była stosowana: od pouczeń, izolowanie w izbie wytrzeźwień, mandaty karne, wnioski o ukaranie właściciela mieszkania i osób, które go odwiedzają. Problemem są też odpływy i te nieczystości. Z góry uprzedzę, że nie mamy możliwości tego pana eksmitować – mówi Adam Szeląg, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Rzeszowie.
Spółdzielnia nie może, policja nie może… Jakie możliwości działania ma MOPS?
– W takich sytuacjach wszyscy kierują sprawę do MOPS-u, a my też mamy ograniczone możliwości i związane ręce – mówi Jacek Gołubowicz, dyrektor MOPS w Rzeszowie. – Każdą sytuację musimy rozpatrywać indywidualnie. Jeśli są to zaburzenia psychiczne, kierujemy taką sprawę do sądu o umieszczenie w DPS bez zgody. Sąd podejmuje decyzję. Jeżeli osoba jest nieubezwłasnowolniona, to nie można jej na siłę objąć pomocą. Ktoś niemający zaburzeń psychicznych, ale np. uzależniony od alkoholu, podatny na działania ze strony kolegów, którzy wykorzystują jego i jego lokal na miejsce schadzek – to jest bardziej złożona historia. Możemy w takiej sytuacji złożyć wniosek do Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, żeby rozważyła możliwość skierowania osoby na przymusowe leczenie odwykowe. Jeśli jednak jest to osoba niepełnosprawna, np. głuchoniema, to jest problem, bo nie ma ośrodka odwykowego, który mógłby taką osobę przyjąć – wyjaśnia.
Próbowaliśmy porozmawiać z mężczyzną, który mieszka nad naszą poszkodowaną czytelniczką, ale nie otwierał nam drzwi.
Blanka Szlachcińska



6 Responses to "Wszystkie służby znają problem, ale nikt nie potrafi pomóc"