
To miejsce znane jest w całej Polsce i dość szeroko poza nią. W ogólnopolskich i zagranicznych stacjach telewizyjnych co rusz można obejrzeć materiały o tym, jak pracownicy Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu uratowali lisa, wilka, kunę czy sarnę. O autorskim pomyśle tej fundacji pn. „Psia wioska” też było głośno. Pozytywnie głośno. Teraz w bezpośrednim sąsiedztwie fundacji jest inaczej i w sumie nikt nie wie, dlaczego. – Jest nam przykro i czujemy się ofiarami hejtu i kolportowania nieprawdziwych informacji – mówi Jakub Kotowicz, wiceprezes ORZChr. w Przemyślu.
Ponad 30 lat temu w Przemyślu na spokojnej ulicy Zamojskiego powstała lecznica dla zwierząt „Ada”. Prowadził ją Andrzej Fedaczyński, znany wszystkim w mieście weterynarz, dziś już emeryt. W placówce leczono psy i koty oraz inne domowe zwierzaki, ale jak się trafił ranny bociek, podtruty jastrząb, czy zaplątany we wnyki lis, to też wzięto pod opiekę, wyleczono, odkarmiono. Przez lata lecznica stała się ostoją dla bocianów, które nie mogły odlecieć do ciepłych krajów, dla różnych domowych i dzikich zwierzęcych „bied”, dla kociąt i szczeniaków porzuconych na śmietnikach i w lasach. W pracy Andrzejowi Fedaczyńskiemu pomagał syn Radosław, współtwórca Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu który także skończył weterynarię.
Zarówno „Ada”, jak i ORZChr. są znane w Polsce i poza jej granicami. Do lecznicy przyjeżdżają ze swymi zwierzakami ludzie z całego kraju, ci zwyczajni i ci znani. Do ośrodka trafiają najróżniejsze dzikie zwierzaki, które padły ofiarą ludzkiej głupoty, albo, co gorsza, okrucieństwa. Działa też centrum adopcyjne dla domowych zwierząt. – Zawsze staraliśmy się promować nasze miasto, gdy była ku temu okazja – wspomina weterynarz Jakub Kotowicz, współtwórca ORZChr. w Przemyślu. – Teraz jesteśmy przez nieprzychylne nam osoby przedstawiani, jako działający wbrew prawu i będący w konflikcie z sąsiadami – zauważa Kotowicz. – A przecież nie robimy nic, co byłoby wbrew obowiązującym przepisom prawa – podkreśla.
Autorski projekt „Psia wioska”
Cały problem nabrzmiał w związku z autorskim projektem fundacji zwanym „Psią wioską”. Rozpisywały się o nim i pokazywały go lokalne i ogólnopolskie oraz także zagraniczne media. Kilka lat temu przedstawiciele ORZChr. w Przemyślu wpadli na pomysł, by zwiększyć szanse bezdomnych psów pozostających pod opieką fundacji na adopcję w ten sposób, by przygotowywać je do funkcjonowania jak w normalnym domu. – Wiele naszych zwierząt to psy po przejściach – podkreśla Kuba Kotowicz. – Psy latami trzymane na łańcuchach, bite, głodzone, skrajnie zaniedbane. Niełatwo takim znaleźć nowy, normalny dom, bo reagują agresywnie albo są bardzo wycofane. „Psia wioska” to projekt, który pozwala im nauczyć się normalności – wyjaśnia. W ramach tego projektu psy mają zamieszkać w domkach, które do złudzenia przypominają te zwyczajne. Fotel, komoda, kanapa, dywanik no i człowiek. Człowiek przyjazny, ciepły, wyprowadzający psa na spacer tam, gdzie spotka inne psy i innych ludzi. Ośrodek zatrudnia behawiorystów, którzy pracują z psami po przejściach i uczą ich prawidłowych reakcji. Planowo „Psia wioska” ma powstać na terenie gminy Żurawica niedaleko Przemyśla. Wszelkie ustalenia i pozwolenia zostały już dawno uzyskane przez władze ośrodka. – Uzyskaliśmy pozwolenie na prowadzenie schroniska, bo taka zgoda była wówczas wymagana – tłumaczy Justyna Nadwodna, dyrektor finansowy fundacji. – „Psia wioska” ma powstać w gminie Żurawica, na terenie oddalonym od ludzkich siedzib, choć „Psia wioska” ze względu na zapewniane standardy dobrostanu zwierząt nie będzie schroniskiem w potocznym rozumieniu tego słowa – podkreśla.
O co więc chodzi? Ano o to, że na próbę kilka pokazowych domków, takich, jakie mają być w docelowej „Psiej wiosce”, stanęło w Przemyślu na Zamojskiego na działkach będących własnością ORZChr. Mają one za zadanie promować projekt docelowej „Psiej wioski” i pokazać zainteresowanym tą inicjatywą, że pozwoli ona zrealizować zakładane cele. W tej chwili zamieszkuje je kilkanaście psów. Do prezydenta Przemyśla, Wojciecha Bakuna wpłynęła petycja podpisana przez, podobno, ponad 120 okolicznych mieszkańców. Jest dostępna na BIP-ie i każdy może ją przeczytać, oczywiście bez danych tych, którzy ją podpisali. – Odnieśliśmy się do tej petycji – wyjaśnia Kotowicz. – W dużej mierze zawiera ona nieprawdziwe tezy. Na przykład taką, jakoby w ogóle na osiedlu Lwowskim miała powstać „Psia wioska” i to o statusie schroniska! Nic takiego nie ma miejsca – podkreśla raz jeszcze Kotowicz. – „Psia wioska” docelowo ma powstać w zupełnie innym miejscu – przypomina.
Mieszkańcy, ale którzy?
Szefostwo ośrodka ma swoje racje, ale mieszkańcy Lwowskiego mają swoje. Uważają, że od psich odchodów ich dzieci mają nabawić się tasiemca, a cały teren zostanie przez nie skażony. W swej odpowiedzi na te obawy fundacja rozwiewa wątpliwości na ten temat, tłumacząc, że wszelkie nieczystości są na bieżąco sprzątane, a kontrole sanepidu nie wykazały niczego niepokojącego, ale mieszkańców Lwowskiego niekoniecznie to przekonuje. – Problem polega na tym, że my zupełnie nie wiemy, o jakich to mieszkańców osiedla chodzi – mówią Kotowicz i Nadwodna. – Nikt z sąsiadów nigdy nie przyszedł do nas i nie powiedział nam o swoich pretensjach i obawach – podkreślają. – Jest natomiast petycja, nie wiadomo przez kogo konkretnie podpisana – tłumaczą. – W efekcie „rozmawiamy” z …pismem, w dodatku dla nas anonimowym – dodają.
Jednocześnie władze miasta zwróciły uwagę, że ośrodek zagospodarował na potrzeby wybiegu rehabilitacyjnego dla psów część szańca fortecznego, czyli działkę będącą własnością miasta, a także zabytkiem. – Tą działką przez kilkadziesiąt lat opiekował się lekarz weterynarii Andrzej Fedaczyński, który przez lata dbał o jej wygląd oraz kultywował jej walory historyczne. Andrzej Fedaczyński od lat 70. ubiegłego wieku włada częścią tej nieruchomości jak właściciel. W chwili obecnej podejmowane są czynności prawne zmierzające do uregulowania stanu prawnego tej nieruchomości, tak aby odpowiadał on stanowi faktycznemu. Fundacja korzysta z tego terenu na podstawie poczynionego na jej rzecz przez Andrzeja Fedaczyńskiego użyczenia, a kształt powstałego na tej nieruchomości zaplecza rehabilitacyjnego był konsultowany wcześniej z Podkarpackim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, który w oficjalnym piśmie przedstawił wytyczne, jakie powinno to zaplecze spełniać – tłumaczy Kotowicz.
Kontrola goni kontrolę, ale nic nie wykazują
Władze Przemyśla otrzymawszy petycję mieszkańców osiedla Lwowskiego reagować jakoś muszą. – Nie możemy pozostawać obojętni na obawy czy wątpliwości przemyślan związane z działalnością ośrodka – tłumaczy prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. – Dlatego podejmujemy wszelkie kroki zmierzające do wyjaśnienia tej sytuacji – wyjaśnia. – Zarówno miasto, jak i inne podmioty działające na jego terenie muszą działać w granicach prawa – dodaje. Zarząd ośrodka informuje, że wszelkie podejmowane działania są w zgodzie z obowiązującymi przepisami i konsultowane wcześniej z obsługą prawną. Tym bardziej, że od kilku tygodni ośrodek „gości” u siebie ciągle kontrole. – Bywają: Straż Miejska, patrole policji, sanepid, przedstawiciele Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a nawet Najwyższej Izby Kontroli – zdradzają Kotowicz i Nadwodna. – Nikt nie ma do nas zastrzeżeń, a mimo to „za chwilę” mamy kolejną kontrolę – wyjaśniają. – Czujemy się po prostu szykanowani – podkreślają. – Podejmowane działania przyjmują znamiona nękania i utrudniają pracę naszej organizacji – dodają. – Tym bardziej to przykre, że zawsze staraliśmy się promować poprzez naszą działalność miasto Przemyśl we wszystkich publikacjach pokazujących naszą pracę.
Sytuacja jest przykra i trudna. Na pewno nikomu nie przynosi korzyści ani radości. Miejmy zatem nadzieję, że uda się ją szybko wyjaśnić i oszczędzić wszystkim stresu i nerwów.
Monika Kamińska



93 Responses to "Wszystko dla zwierząt"