
W czwartek wieczorem lokalnego czasu Donald Trump staje przed kamerami – jest zmęczony, zdenerwowany, czyta z kartki. W rozedrganym przemówieniu ogłasza swoją wygraną po podliczeniu tzw. legalnych głosów, oskarża Demokratów o oszustwa i fałszowanie wyborów, nie przedstawia na to żadnych dowodów, twierdzi, że obserwatorzy nie są dopuszczani do kontroli procesu liczenia (dziennikarze piszą, że to absolutne kłamstwo, bo obserwatorzy są na miejscu) i wychodzi ignorując pytania reporterów. Część amerykańskich telewizji – m.in. NBC, ABC i CBS – przerywa transmisję w trakcie konferencji, po tym. Kiedy Trump zaczyna opowiadać o „nielegalnych głosach”, dziennikarz CNBC Shepard Smith przerywając relację na żywo stwierdza, że to, co do tej pory powiedział Trump, „jest w dużej części całkowicie nieprawdziwe. Nie zamierzamy pozwolić, żeby to dalej trwało, ponieważ to nieprawda. Podkreśla stanowczo, że na słowa prezydenta o nieuczciwości „nie ma centyla dowodu”, a następnie przez prawie pięć minut wylicza i komentuje szereg bezpodstawnych zarzutów z jego wystąpienia.
To wstrząsająca relacja obnażająca byłego już prezydenta Stanów Zjednoczonych.
CNN, które relacjonuje kompromitację Trumpa do końca mówi, że to „smutna noc dla Stanów Zjednoczonych” – „Kłamie, kłamie, kłamie. W stanach, gdzie wygrywa, Trump mówi, że proces wyborczy jest zgodny z prawem, a tam, gdzie przegrywa – wybory są sfałszowane. To jest żałosne.”
Ameryka jest oburzona. Kolejni politycy nawet Ci po republikańskiej stronie odwracają się od Trumpa.
To koniec.
Szczęśliwy koniec.
W kolejnych stanach Biden zaczyna wyrywać Trumpowi zwycięstwo. Krok po kroku, aż w końcu ostatecznie wygrywa w Pensylwanii – to dwadzieścia głosów elektorskich, które przesądzają o wszystkim, następna Nevada nie ma już żadnego znaczenia. W sobotę rano czasu lokalnego Ameryka i Świat wracają do życia lepszego o kawałeczek – no dobra – o duży kawałek wyrwany szaleństwu.
I popatrzcie jakie to ważne – Ameryka świętuje na ulicach, a Van Jones – komentator polityczny CNN tuż po ogłoszeniu zwycięstwa Bidena płacze na antenie mówiąc drżącym głosem:
„Dziś rano łatwiej jest być rodzicem, łatwiej jest być tatą. Łatwiej jest powiedzieć dzieciom, że charakter ma znaczenie – to ma znaczenie – mówienie prawdy ma znaczenie. Bycie dobrym człowiekiem ma znaczenie.
To jest łatwiejsze dla mnóstwa ludzi.
Jeśli jesteś muzułmaninem w tym kraju, nie musisz się martwić, że prezydent cię tutaj nie chce. Jeśli jesteś imigrantem, nie musisz się martwić, że prezydent będzie szczęśliwszy, gdy twoje dzieci zostaną porwane albo odeśle marzycieli z powrotem bez powodu.
To zadośćuczynienie dla wielu ludzi, którzy naprawdę cierpieli.
„I can’t breathe”, to nie tylko George Floyd, to było wielu ludzi, którzy mieli poczucie, że nie mogą tutaj oddychać. Każdego dnia, kiedy czytasz twitty, kiedy idziesz do sklepu, a ludzie, którzy dotąd bali się pokazać swój rasizm, robią się dla ciebie coraz bardziej złośliwi i zaczynasz martwić się o swoje dzieci, boisz się o swoją siostrę, która idzie do Walmartu i nie może spokojnie wrócić do samochodu, żeby ktoś jej czegoś złego nie powiedział (…).
To wielka sprawa dla nas, że możemy zyskać trochę spokoju i mamy szansę na reset. Charakter kraju ma znaczenie, bycie dobrym człowiekiem ma znaczenie, chcę tylko, żeby moi synowie na to spojrzeli. Popatrzcie – łatwiej jest pójść na skróty, zlekceważyć, nie dostrzegać, uciec od odpowiedzialności, ale to wraca, ta odpowiedzialność wróci do was. To jest dobry dzień dla tego kraju.”
Bo to wszystko naprawdę ma znaczenie.
Charakter kraju ma znaczenie, mówienie prawdy ma znaczenie, bycie dobrym człowiekiem ma znaczenie. Oczywiście łatwiej jest żyć bezpiecznie i uciec jak najdalej od zła. Ale zło wraca, zawsze wraca i trzeba wziąć za to wreszcie odpowiedzialność.
Jeszcze przyjdzie dobry dzień dla tego kraju.
Dla naszego kraju.
Jakub Karyś, redaktor naczelny Super Nowości



16 Responses to "Wszystko ma znaczenie"