Wszystko na jedną kartę

- Nie dopuszczamy innej możliwości jak nasze zwycięstwo w czwartek. Nie po to walczyliśmy z taką determinacją w Kędzierzynie, żeby teraz to wszystko zaprzepaścić – podkreśla przed piątym półfinałowym pojedynkiem środkowy Asseco Resovii, Łukasz Perłowski, powołany właśnie do reprezentacji. Fot. Wiesław Kozieł
– Nie dopuszczamy innej możliwości jak nasze zwycięstwo w czwartek. Nie po to walczyliśmy z taką determinacją w Kędzierzynie, żeby teraz to wszystko zaprzepaścić – podkreśla przed piątym półfinałowym pojedynkiem środkowy Asseco Resovii, Łukasz Perłowski, powołany właśnie do reprezentacji. Fot. Wiesław Kozieł

PLUSLIGA. Łukasz Perłowski, środkowy Asseco Resovii, o półfinałowej rywalizacji z ZAKSĄ i powołaniu do kadry.

– Nie dopuszczamy innej możliwości jak nasze zwycięstwo w czwartek. Nie po to walczyliśmy z taką determinacją w Kędzierzynie, żeby teraz to wszystko zaprzepaścić – podkreśla przed piątym półfinałowym pojedynkiem środkowy Asseco Resovii, Łukasz Perłowski.

Mistrzowie Polski po dwóch porażkach przed własną publicznością byli o krok od zakończenia półfinałowej rywalizacji. W meczu numer 3 przegrywali już 0-2, ale zdołali odwrócić losy pojedynku, a w sobotę poszli za ciosem i wygrali po raz drugi. – Wiara czyni cuda. Pokazaliśmy charakter i determinację – mówi Łukasz Perłowski. – Zdawaliśmy sobie sprawę, że wystarczy wygrać jeden mecz, a rywal straci pewność siebie. Kiedy w IV secie Grzesiek Kosok wchodził na boisko, to powróciły wspomnienia. Przed wyjazdem do Kędzierzyna oglądaliśmy filmik z pamiętnego meczu z ZAKSĄ, kiedy to wyciągnęliśmy mecz, w którym rywale potrzebowali dwóch punktów do brązowego medalu (Resovia przegrywała po dwóch meczach 0-2, w trzecim 0-2 i 17:23 – przyp. red). Odczuwałem deja vu. Piątkowe zwycięstwo dało nam przysłowiowego kopa, a rywali trochę podcięło – mówi środkowy mistrzów Polski.

Zastępczy kapitan
W Kędzierzynie-Koźlu kluczem do sukcesu Asseco Resovii była zespołowość. – Mamy szeroki skład i to wykorzystujemy, każdy coś wnosi do gry – zauważa Perłowski. – To końcówka sezonu i wychodzi cały wysiłek. Rywale mają nieco „węższy skład”, a ich podstawowi zawodnicy w meczu nr 3 wykonali, sumując, ponad 100 ataków. To musiało się odbić na ich samopoczuciu fizycznym i pewnie też gdzieś w głowie pozostała stracona szansa.

Podczas nieobecności Oliega Achrema funkcje kapitana w ekipie mistrzów Polski sprawuje właśnie Łukasz Perłowski. – Dla mnie to przyjemność wyprowadzać zespół na boisko – uśmiecha się „Perła”. – Trochę miałem początkowo z tą funkcją mieszane uczucia, bo najpierw zastępowałem Alka w meczu rundy zasadniczej w Warszawie, a potem w tym drugim pojedynku z ZAKSĄ i oba przegraliśmy. Zacząłem nawet się zastanawiać, czy nie ciąży jakieś fatum, ale po tych dwóch meczach w Kędzierzynie-Koźlu jestem już spokojny i myślę, że to był tylko przypadek – stwierdza.

Perłowski jak na środkowego mocno udzielał się w przyjęciu zagrywki (dziewięć razy), zwłaszcza w piątkowym pojedynku. – Tyle razy to chyba w całym sezonie nigdy nie przyjmowałem – śmieje się.

Obserwowany od lat
Przed tygodniem otrzymał powołanie do szerokiej kadry reprezentacji Polski, co chyba dobrze mu posłużyło, bowiem w pojedynkach z ZAKSĄ jest wiodącą postacią. – Jakoś szczególnie nie myślałem o tej kadrze. Nie spodziewałem się powołania, raczej koncentruję się na dobrej grze w klubie – mówi Perłowski. – Wśród środkowych konkurencja jest spora i trener ma w czym wybierać. Rywalizacja będzie bardzo duża. O mojej roli w kadrze i oczekiwań wobec mnie ze strony trenera jeszcze nie rozmawiałem.

Telefonicznie poinformował mnie o powołaniu. Stwierdził, że obserwuje mnie już od kilku lat – mówi Perłowski, którego być może Stephane Antiga zapamiętał najbardziej z zagrywki. – Raczej w niego się nie serwowało, bo zawsze słynął z dobrego przyjęcia – dodaje zawodnik, który w ekipie z Rzeszowa gra już 12 lat.

Wszystko na jedną kartę
Akcje mistrzów Polski po zwycięstwach w Kędzierzynie-Koźlu wyraźnie poszły w górę i teraz to Asseco Resovia postrzegana jest jako faworyt piątego pojedynku. – Nie wiem, czy tak do końca, bo przecież przegraliśmy dwa pierwsze mecze u siebie. Szanse są wyrównane, a własna hala akurat nie odgrywa już tak dużej roli. ZAKSA na pewno nie odpuści, bo to dla nich, podobnie jak dla nas, też mecz o życie. Oba zespoły postawią na jedną kartę. Wiara, determinacja, podejście mentalne, a do tego wsparcie kibiców pomoże nam w awansie do finału. Innego scenariusza nie przewiduję – kończy Łukasz Perłowski.

Rafał Myśliwiec

Leave a Reply

Your email address will not be published.