Wulgaryzmy kłują w ucho

- Stadion Stali Mielec jest bezpieczny. Warto tu przyjść z całą rodziną - zachęca Jacek Orłowski. Fot. Paweł Bialic
– Stadion Stali Mielec jest bezpieczny. Warto tu przyjść z całą rodziną – zachęca Jacek Orłowski. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jackiem Orłowskim, kierownikiem ds. bezpieczeństwa na stadionie Stali Mielec.

– PZPN już po raz piętnasty organizował konferencję „Bezpieczny stadion”. Został pan wyróżniony za wzorowe podejście do wykonywanych obowiązków. Czyli konkretnie za co?
– Zaznaczmy od razu, że takich jak ja było jeszcze trzynastu. I że tak naprawdę to nagroda dla wszystkich wolontariuszy pracujących na rzecz klubu. Żeby wzorowo pełnić swoją funkcję, muszę być łącznikiem między miastem, policją a kibicami, którym zresztą pozwala się na coraz mniej. Wciąż byśmy im coś zakazywali, nakazywali, monitorowali. Sprawdzamy, żeby na transparentach nie pojawiały się treści obraźliwe albo tzw. polityczne. Jak wieszają to nawet nie staram się interweniować, rozumiem, że kibice chcą w ten sposób wyrazić siebie (śmiech).

– Dużo zapłaciliście w poprzednim sezonie za flagi i pirotechnikę?
– Cały czas jest to dużo, ale jednak coraz mniej. Świadomość kibiców wzrasta. Zaczynają pojmować, że za takie zabawy płaci klub. Że to działanie na niekorzyść Stali. Z drugiej strony, te kibicowskie oprawy są szalenie widowiskowe. I one także przyciągają ludzi na stadion.

– Stadion Stali jest bezpieczny?
– Zdecydowanie tak! Można przyjść na mecz całą rodziną i nikomu nic złego się nie stanie. Owszem, mieliśmy tu jeden mecz, do którego nie chcielibyśmy wracać. Wydarzenia te odbiły się na frekwencji, rodziców z dziećmi było jakby mniej, ale teraz wracają.

– Porozmawiajmy o rynsztokowym słownictwie…
– Ano właśnie. To prawdziwa plaga naszych stadionów. Wulgaryzmy kłują w ucho, ojciec chciałby zabrać dziecko na mecz, ale rezygnuje z pomysłu, żeby oszczędzić pociechom steku przekleństw. Ubolewam, że tak się dzieje, walczymy o czystość języka, ale łatwo nie jest. Piłka nożna uwalnia emocje, często ekstremalne. W Mielcu nie mamy imprez, podczas których młodzi ludzie mogliby się wyszaleć. Takim miejscem jest więc stadion. Agresja słowna to wielki problem.

– Co jeszcze spędza panu sen z powiek?
– Papierosy. Mamy na stadionie duże tarasy, apeluję więc do kibiców: tam zapalcie, nie kopćmy sąsiadom. Nie chcę korzystać z monitoringu jak jakiś służbista, nie o to chodzi. Lepiej rozmawiać, tłumaczyć. Kara to coś ostatecznego.

– A zakazy stadionowe? Ilu fanów Stali jest nimi objętych?
– Mamy 17 takich delikwentów. Ich dane zostają wprowadzone do systemu, co uniemożliwia kupienie biletu. Klub również posiada możliwość wydawania zakazów stadionowych, ale nie korzystamy z tego przywileju. To bez sensu. Jeśli ktoś nabroił, to o jego winie powinien decydować sąd.

– Kiedy otworzycie sektor dla fanów gości?
– We wtorek (dzisiaj – red.) powinniśmy otrzymać z miasta pozytywną decyzję o organizacji imprez masowych. Mam nadzieję, że od następnego meczu sektor będzie się zapełniał kibicami – na początek GKS-u Tychy. Maksymalnie możemy przyjąć 300 osób.

– Jak się panu podobała sama konferencja „Bezpieczny stadion”?
– To finał akcji trwającej przez cały rok. Warsztatów, przeróżnych spotkań organizowanych przez PZPN. Dominuje tematyka ekstraklasy, nam już nie taka obca. I tylko szkoda, że w sobotę Termalica żegna się ze stadionem w Mielcu…Tak czy owak, sporo na tej współpracy zyskaliśmy. Ekstraklasa to inne budżety, inne spojrzenie na obsługę, inny świat. Jest różnica, jeśli do nas przyjeżdża 150 kibiców gości, a do Warszawy czy Poznania trzy tysiące. U nas maksymalnie pracuje 70 osób z działu obsługi, a tam – nawet pół tysiąca. Samo wydanie identyfikatorów staje się skomplikowaną operacją logistyczną.

– W ekstraklasie dochodzi telewizja.
– Dla nas to była zagadka, nowość totalna. Najważniejszą niemal osobą staje się reżyser produkcji telewizyjnej. Facet ma rozpisane punkt po punkcie co trzeba zrobić, a my musimy się dostosować. Mówię o ustawieniu zawodników, ich wyjściu z tunelu na murawę itp. Generalnie chodzi o utrzymaniu porządku w tzw. strefie zero. Jest mnóstwo kabli, 12 kamer, trzeba na siebie uważać (śmiech).

– Jakieś zabawne historie?
– Lepiej unikać pomyłek. Taki mecz to święto, również dla telewizji i reklamodawców. Oni płacą niebotyczne pieniądze i restrykcyjnie przestrzegają regulaminu. Zabezpieczyć mecz pod kątem 5 tysięcy kibiców to była dla nas betka, już to wcześniej robiliśmy. Ale tej telewizji trochę się obawiałem. Musieliśmy się nauczyć, kiedy wynieść ściankę reklamową czy koło centralne. Tylko z pozoru, rzeczy te wydają się błahe (śmiech).

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

One Response to "Wulgaryzmy kłują w ucho"

Leave a Reply

Your email address will not be published.