Wybuch elektrowni jądrowej na Wschodzie? Plotka czy prawda?

Awaria elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku spowodowała olbrzymie spustoszenie na Ukrainie, a polityka ówczesnych rządów ZSRR i PRL sprawiła, że nawet po 27 latach ludzie w Polsce nie wierzą w zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Fot. Archiwum
Awaria elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku spowodowała olbrzymie spustoszenie na Ukrainie, a polityka ówczesnych rządów ZSRR i PRL sprawiła, że nawet po 27 latach ludzie w Polsce nie wierzą w zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Fot. Archiwum

PODKARPACIE, KRAJ. Apteki sprzedają dużo więcej płynu Lugola niż zazwyczaj.

Od kilku dni w Polsce rozprzestrzeniają się doniesienia o wybuchu elektrowni atomowej na Ukrainie lub w Rosji oraz o nadciągającej nad Polskę chmurze radioaktywnego pyłu. Jeśli wierzyć internautom, ludzie zaczęli zamawiać w ogromnych ilościach jodynę i płyn Lugola, a w Norwegii zalecono nieopuszczanie domów przez dzieci. Informacji o wybuchu nie potwierdzają jednak żadne instytucje państwowe Polski i Ukrainy. Niektórzy przypominają, że podobnie było w 1986 roku po wybuchu w Czarnobylu.

– Nie otrzymaliśmy żadnych informacji o jakimkolwiek zaistniałym zdarzeniu związanym z podwyższeniem radiacji czy niekontrolowanym uwolnieniem substancji promieniotwórczych do środowiska na terenie państw położonych na wschód od Polski – czytamy w oficjalnym komunikacie Państwowej Agencji Atomistyki. – Ukraiński system monitoringu skażeń, podobnie jak nasz polski, nie zanotował odchyleń od normy – podaje PAA. Informacji o zdarzeniu nie potwierdza też Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.

Mimo tych oficjalnych informacji, wśród ludzi pojawiły się głosy, że „lepiej dmuchać na zimne”. Niektórzy nie wychodzą z domu, inni robią ponoć zapasy jodu, mając w pamięci wydarzenia z kwietnia 1986 roku, kiedy to informacja o wybuchu elektrowni jądrowej w Czarnobylu dotarła do Polaków dopiero po kilku dniach.

Nie brakuje też sensacji, że przekroczone normy promieniowania radioaktywnego odnotowały szpitale, w tym te na Podkarpaciu. Zapytaliśmy więc u źródła. – Nie mogę stwierdzić, że nigdzie w świecie nic nie wybuchło, bo takiej wiedzy nie mam, ale z całą stanowczością mówię, że w atmosferze nad Polską nie ma jakiegokolwiek skażenia promieniotwórczego, ba, śladu promieniowania – mówi dr n. med. Jan Gawełko, szef Podkarpackiego Ośrodka Onkologicznego w Rzeszowie, wojewódzki konsultant ds. radioterapii.

Doktor zapewnia, że od wielu lat nad terytorium kraju istnieje świetnie zorganizowany system całodobowego monitoringu tego typu zagrożeń. Jakiekolwiek wahania pomiarów na aparatach dozymetrycznych automatycznie wdrażałyby odpowiednie procedury. – My jako ośrodek operujący radioterapią mamy również obowiązek wnikliwego monitorowania poziomu promieniowania i nic takiego nie odnotowaliśmy – mówi onkolog.

Najwyraźniej zatem wybuch elektrowni jądrowej na wschodzie to plotka, która jednak żyje własnym życiem. Faktem jest, iż w aptekach sprzedaje się dużo więcej płynu Lugola niż zazwyczaj. Tego samego, który w 1986 roku, na wniosek specjalistów z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie ze Zbigniewem Jaworowskim na czele, zaaplikowano bezpłatnie wielu obywatelom, szczególnie dzieciom po wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu, chcąc zapobiec wchłanianiu radioaktywnego izotopu jodu z opadów promieniotwórczych.

Czy w ten sposób można się zabezpieczyć przed ewentualnym skażeniem? – Lugola zawiera jod, który w odpowiedniej dawce (jod to silna trucizna) prowadzi do wysycenia tarczycy (w przypadku kontaktu z promieniotwórczym jodem powstrzymuje to jego wchłanianie), jeżeli nie ma podwyższonego promieniowania, jego zażycie może wyrządzić poważne szkody zdrowotne – mówi doktor. Trzeba wiedzieć także, że płyn Lugola nie chroni przed cezem, strontem i całą tablicą Mendelejewa, która znajdowałaby się w skażonym po wybuchu reaktora powietrzu, a jedynie przed radioaktywnym jodem.

Czy największy w regionie szpital jest przygotowany na ewentualne przyjęcie pacjentów wymagających pomocy medycznej? – Gdyby cokolwiek się działo i istniało jakiekolwiek zagrożenie dla ludności, na pewno byśmy o tym wiedzieli. Nic takiego jednak nie miało miejsca, słowem, słyszeliśmy plotki o wybuchu, ale nikt oficjalnie ich nie potwierdził – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.

***
Skoro wszystkie instytucje monitorujące nie potwierdzają skażenia radioaktywnego, ani nawet odstępstw od przyjętych norm, informacja o wybuchu bądź awarii którejś z elektrowni jądrowych na Ukrainie lub w Rosji jest niemal w 100 proc. plotką. Ci, którzy obawiają się powtórki dezinformacji z 1986 roku, muszą pamiętać, że od tamtego czasu świat się bardzo zmienił. Jeśli taki wybuch faktycznie miałby dzisiaj miejsce, to już po kilku minutach wiedziałaby o nim cała Europa. Możemy chyba spać spokojnie… Sama plotka powstała zaś prawdopodobnie w Kielcach, poprzez pomylenie wybuchu elektrowni jądrowej z wybuchem… wulkanu na Kamczatce.

Anna Moraniec, Arkadiusz Rogowski

6 Responses to "Wybuch elektrowni jądrowej na Wschodzie? Plotka czy prawda?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.