
MIELEC. Gigantomania czy wyjście naprzeciw potrzebom młodych mielczan?
Na terenach za stadionem i halą sportowo-widowiskową w przyszłym roku ma powstać jeden z największych i najnowocześniejszych skate-parków na Podkarpaciu. Z inwestycji cieszą się głównie młodzi mielczanie. Jednak pojawiają się głosy krytyki. Radny Kazimierz Totoń mówi o gigantomanii i pokazówce. Przekonuje, że powinno się budować mniejsze obiekty i na terenie całego miasta, a nie tylko w jednym miejscu.
– Zaczynamy mieć coś z Ruskich – irytował się radny Kazimierz Totoń. – Łuczsze, bolsze (większe to lepsze – od. red.). Kto ze Smoczki czy ze starego Mielca przyjedzie, żeby skorzystać z urządzeń na błoniach za halą sportową? Nikt. Budujmy mniejsze obiekty na poszczególnych osiedlach. Przyniesie to większy skutek. W taką gigantomanię możemy wchodzić, bo to będzie widoczne. Ale czy to ma sens? Czy to będzie efektywne?
Aby nie być gołosłownym, radny Totoń mówi o powstałym dekadę temu skate-parku na Smoczce. – Jest duży obiekt, ale on nie służy wszystkim mieszkańcom. Tam w godzinach popołudniowo-wieczornych rodzice biorą dzieci pod pachę i wieją, bo robi się piwiarnia. Ja z osiedla Żeromskiego nie pojadę tam, żeby sobie poćwiczyć. Ale gdyby to było w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, to na pewno bym z tego korzystał – zaznaczył Totoń.
Jakub Cena, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, który stoi za planowaną inwestycją za halą, podkreśla, że skate-park będzie nowoczesny i bezpieczny dla użytkowników. – Opinie na temat obiektu, który funkcjonuje na Smoczce, są… różne – zaznacza. – On mocno odbiega od standardów. W końcu to ucywilizujemy i przez to uchronimy niejedno zdrowie.
Paweł Galek


