
Rozmowa z „QCZAJEM”, czyli Danielem Józkiem Kuczajem (31 l.), gwiazdą polskiej „sieci”, który poczuciem humoru i pozytywnym podejściem do życia zaskarbił sobie sympatię rzeszy pań i panów.
Choć mierzy zaledwie 165 cm w airmaxach, jest trenerem personalnym i kulturystą. Realizuje się również jako aktor i fryzjer. Występował m.in. na deskach warszawskiego Teatru Buffo, strzygł kandydatki do tytułu Miss Polonii. Niedawno gościł w Rzeszowie, gdzie motywował panie do „ruszenia rzyci” [ze staropolskiego tyłek] i pozbycia się kompleksów.
– To prawda, że chciałeś zostać księdzem?
– Tak. Jestem osobą wierzącą i mam ogromny szacunek do ludzi naprawdę wierzących, nie dewot. Potrzeba w życiu jakiejś siły: jedni nazywają to perswazją, motywatorzy siłą pozytywnego myślenia, a inni… Bogiem. Jako młody chłopak potrzebowałem czegoś, co mnie będzie w tym momencie „trzymać”. Często chodziłem do kościoła i podobało mi się, jak ludzie słuchają przekazu księdza. Czułem, że chcę, żeby siedzieli i mnie też tak słuchali. W pewnym sensie się to udało (śmiech).
– Skąd w Tobie tyle wigoru? Czyżby swoją rolę odgrywało tu góralskie pochodzenie?
– Na pewno ma ono niebagatelny wpływ. Górale to wyjątkowo charakterni ludzie, a do tego uparci! Ja jestem strasznym uparciuchem (śmiech). Myślę jednak, że najbardziej ukształtowała mnie historia trudnego dzieciństwa. Kiedy miałem kilka lat, rodzice – najpierw ojciec, później mama – wyjechali do USA, a ja trafiłem pod opiekę babci. Nie powiem, że byłem szczęśliwym dzieckiem. W moim otoczeniu był alkohol i przemoc, a to nie pomogło przy wkraczaniu w dorosłość. Choć usilnie chciałem się od tego odciąć i żyć całkiem inaczej, nie zawsze się udawało. Jestem DDA, czyli Dorosłym Dzieckiem Alkoholika. Przeszedłem terapię, bo sam miałem poważny kłopot z alkoholem. W Polsce jest mnóstwo DDA, a to osoby, które mają problemy z planowaniem i „projektowaniem przyszłości”, co więcej, ich emocje są często mocniejsze. Choćby z tego względu nikogo nie namawiam do zmiany swojego życia natychmiast o 180 stopni. Tu potrzebna jest metoda małych kroków. Najpierw zaplanuj jutro, zrób mały krok. Wczoraj nic nie robiłaś? Ale dzisiaj już się udało, bo… wstałaś/wstałeś z łóżka!
– Przez wzgląd na przeszłość dziś tak doceniasz życie?
– Staram się nie skupiać na tym, co było. Chcę, żeby te gorsze doświadczenia były niejako motorem napędowym przyszłości. Dlatego też – trochę na swoim przykładzie – mówię ludziom, żeby ze swoich historii wycisnęli jak najwięcej pozytywnych wniosków. Mimo wszystko.
– Wychodzi Ci to świetnie. Doceniają to szczególnie kobiety…
– Nasze panie są cudowne! Niestety, w wielu przypadkach mają poczucie niższości… często serwowane przez swoje mamy czy babcie, które złe nie były, ale żyły w trudnych czasach komuny, co mocno się na nich odbiło. W efekcie współczesne Polki są niedowartościowane i pewnie potrzeba jeszcze wielu lat, żeby to wszystko się przetrawiło i zmieniło. Właśnie dlatego krzyczę do nich „ukochoj się” czy „rusz swoją rzyć”! Polki muszą pokochać i zaakceptować same siebie, zaopiekować się sobą! Nie mogę sprawiać, by kompleksy tak negatywnie wpływały na ich życie!
– Pokazujesz też mężczyznom jak radzić sobie z kompleksami?
– Faceci w Polsce wstydzą się otwarcie mówić o emocjach. Wielu z nich pisze do mnie, nawzajem się wspieramy. Emanowanie negatywnym nastawieniem i przykrywanie swoich kompleksów jest totalnie bezsensowne. W momencie, kiedy zaczniesz akceptować to, czego nie możesz zmienić – a do takich rzeczy należy np. wzrost – poczujesz ulgę. Napełnianie się kwasem powoduje, że później wylewa się go na nasze otoczenie.
– Może powinieneś jednak zostać psychologiem?!
– Psychologia to jedna z dziedzin, która towarzyszy mi przez całe życie. Jestem po terapii i… lubię żyć świadomie. Lubię obserwować ludzi i ich słuchać, analizować. Nauczyłem się też, by drugiego człowieka nie oceniać. Chyba właśnie to – że ze zrozumieniem staram się podchodzić do ludzi – doprowadziło mnie właśnie do tego miejsca.
– Otwarcie mówisz o swoich problemach, trudnym dzieciństwie i innych porażkach. To sztuka umieć przyznać się do błędów…
– Bo one są w życiu wyjątkowo potrzebne, sprawiają, że się rozwijamy! To banał, ale wyjątkowo trafny – błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi.
– Pomagasz, motywujesz, ale sam przy okazji też musisz mieć marzenia. Jakie?
– Moim największym, naprawdę największym marzeniem jest to, żeby moje „ukochoj się” nadal szło z taką prędkością przez nasz trochę zakompleksiony kraj. Żeby ludzie się nie atakowali, tylko mieli do siebie więcej szacunku! Poza tym skupiam się na swojej książce i treningach, które nagrywam. No i lada dzień wchodzę na plan filmowy. Na razie jednak cicho-sza, co to za projekt i jaką zagram rolę (śmiech).
– Na koniec muszę spytać o Rzeszów. Na pewno kojarzysz go przede wszystkim z jednym „elementem”. Co sądzisz o pomyśle, by wyburzyć pomnik?
– Nieeeeee!!! To tak, jakby wysadzić w powietrze Pałac Kultury w Warszawie.
Rozmawiał TOMASZ CZARNOTA



19 Responses to "Wyburzyć rzeszowski pomnik to jak wysadzić Pałac Kultury"