
DYNÓW, POW. RZESZOWSKI. 48-latka poszukuje policja, w Sanie szukali go strażacy. Jak dotąd bez skutku.
Od 6 dni trwają poszukiwania 48-letniego Adama Toczka, mieszkańca Dynowa. Nikt nie wie, co stało się z mężczyzną. – Zaginiony wyjechał samochodem z domu w ubiegły wtorek przed południem. Jechał do rodziny, ale nie dotarł na miejsce – mówi Super Nowościom nadkom. Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej policji. Od kiedy samochód mężczyzny znaleziono w okolicach Bachórza, poszukiwania koncentrowały się głównie na Sanie i jego okolicach. W miniony czwartek pojawiły się plotki, że w rzece znaleziono zwłoki…
Mężczyzna ostatni raz wdziany był 5 maja około godz. 11, od tego czasu nie nawiązał kontaktu z rodziną. Po kilkunastu godzinach zaniepokojeni najbliżsi zgłosili jego zaginięcie na policję. – Zawiadomienie otrzymaliśmy w środę w nocy, około godz. 2 – mówi nam Adam Szeląg. Poszukiwania podjęli policjanci z komisariatu w Dynowie i funkcjonariusze wydziału kryminalnego z Rzeszowa. – W środę przed południem samochód poszukiwanego odnaleziono w Bachórzu nad brzegiem Sanu – dodaje rzecznik policji.
Tamtego dnia przeszukano brzegi rzeki i teren przyległy. Na próżno. – Czynności powtórzono w czwartek i piątek. Znów przeszukane zostały brzegi i okoliczny teren, a koryto rzeki sprawdzili strażacy z wykorzystaniem sonaru – relacjonuje Szeląg. Działania strażacy zakończyli w piątek po południu na wysokości Dubiecka. – Mężczyzny nie znaleziono – potwierdził Super Nowościom w piątek Grzegorz Wójcicki, rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie. W poszukiwaniach brało udział kilkudziesięciu strażaków – w środę około 30, w czwartek 15, a w piątek na miejscu pracowała 6-osobowa grupa specjalistyczna z sonarem i nurkami. – Mieliśmy dwa wskazania sonarem, ale nurkowie nie potwierdzili ich pod wodą – dodaje Wójcicki.

– Oczywiście nie przesądzamy niczego, poszukiwania w Sanie to jeden z wariantów – przyznaje nadkom. Adam Szeląg. – Policjanci standardowo sprawdzili szpitale, placówki opiekuńcze, dworce kolejowe i autobusowe oraz izbę wytrzeźwień. Mężczyzna nie zgłosił się do żadnej z nich, nigdzie też nie był doprowadzany. Teraz będziemy koncentrować się na zbieraniu dodatkowych informacji, które pozwolą ukierunkować poszukiwania. Będą sprawdzane monitoringi z terenu Dynowa. Być może zaginiony został zarejestrowany przez którąś z kamer.
A co z poszukiwaniami na Sanie? – Niewykluczone, że będziemy chcieli je jeszcze wznowić w tym tygodniu, na razie to są plany – przyznaje rzecznik policji i dementuje informacje o rzekomym odnalezieniu zwłok zaginionego w Sanie, które pojawiły się w czwartek po południu. – To były plotki, poszukiwania wciąż trwają – kończy Adam Szeląg.
Katarzyna Szczyrek



One Response to "Wyjechał z domu i… „zniknął”"