
ŁAŃCUT. – Wierzymy, że nasz syn, który dziś nie rusza nawet palcami, którego trzeba karmić będzie, mógł jeszcze chodzić – mówi Agata Filip, mama Karola.
Miał przed sobą całe życie, w tym roku dopiero zdał maturę. Marzył o studiach na AWF w Krakowie, chciał tylko trochę zarobić, by odciążyć rodziców. Pojechał do Szwecji na budowę. Spadł z wysokości 7 metrów. Do szpitala trafił w krytycznym stanie. Oprócz urazu kręgosłupa (złamania w odcinkach szyjnym i lędźwiowym, z uszkodzonym rdzeniem) Karol miał pękniętą łopatkę, stłuczone płuco i nerkę. Dwa tygodnie był w śpiączce.
Po wybudzeniu lekarz powiedział, że syn jest sparaliżowany od klatki piersiowej w dół i ma paraliż czterokończynowy. Problemy z oddychaniem zmusiły lekarzy do wykonania tracheotomii i podłączenia respiratora. Dopiero, gdy stan Karola się ustabilizował, został przewieziony do Polski.
– Za chwilę syn będzie mógł opuścić szpital i najlepiej, aby od razu rozpoczął intensywną rehabilitację. W jego stanie pierwszy rok jest kluczowy, bo po nim można będzie zobaczyć, jaka sprawność mu wróci. Chcielibyśmy, żeby był rehabilitowany w ośrodku w Tajęcinie, najlepszym ośrodku rehabilitacyjnym w Polsce. Niestety, koszty przekraczają nasze możliwości. Dlatego z całego serca prosimy o każdą złotówkę, którą możecie podarować Karolowi. Wierzymy, że nasz syn, który dziś nie rusza nawet palcami, którego trzeba karmić, będzie mógł jeszcze chodzić – mówi Agata Filip, mama Karola.
W Internecie ruszyła zbiórka na portalu siepomaga.pl. Obecnie na koncie jest już ponad 95 tys. zł.
Sprawę wypadku bada szwedzka inspekcja pracy i prokuratura, ale uzyskanie odszkodowania może nie być łatwe. Karol został zatrudniony w Szwecji przez dużą agencję pracy w Gdańsku.
– Z tego co udało mi się dowiedzieć nawet to, że w Szwecji pracodawca zostanie ukarany, nie jest jednoznaczne z tym, że dostaniemy odszkodowanie. Z nim umowy nie było – mówi kobieta.
Anna Moraniec


