
Młodzieżowa drużyna hokejowa z Charkowa wyjechała z kraju zaledwie kilka godzin przed rosyjską agresją na Ukrainę. Nastoletni zawodnicy do ogarniętego wojną kraju na razie nie wrócą. W najbliższym czasie ich domem będzie Dom Sportowca „Błonie” w Sanoku. Na miejsce sprowadzane są mamy i rodzeństwo młodych hokeistów, pozostali zawodnicy pozostają pod opieką trenerów. Na bieżąco śledzą wiadomości z ogarniętej wojną Ukrainy, gdzie zostali ich bliscy i przyjaciele. – To jest straszne, nie ma słów, aby opisać to, co czujemy… – mówią.
Charków leży w północno-wschodniej części Ukrainy. Od kilku dni miasto znajduje się pod ostrzałem wojsk rosyjskich. W mieście brakuje wody i jedzenia, mieszkańcy tłoczą się w piwnicach i schronach.
– Jechaliśmy na turniej do Węgier
– opowiada trener młodych hokeistów. – Z Charkowa wyjechaliśmy 24 lutego około pierwszej w nocy, o piątej Ukraina została zaatakowana przez Rosję… – dodaje.
Po rozegranym na Węgrzech turnieju drużyna opuściła kraj, zawodnicy trafili do Sanoka, schronienie znaleźli w Domu Sportowca Błonie, który należy do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Sanoku. – Mieszkają u nas od kilku dni. Zapewniamy im nocleg i wyżywienie. Zawodnicy mogą też nieodpłatnie trenować na lodzie w Arenie Sanok i korzystać z basenów – mówi Bogusław Rajtar, dyrektor MOSiR w Sanoku.
W hotelu zakwaterowanych zostało kilkunastu zawodników i dwóch trenerów z Charkowa. Od kilku dni do Sanoka przyjeżdżają także mamy i rodzeństwo młodych sportowców. Na miejscu jest też już ciężarna żona jednego z trenerów.
Ale sporo ich krewnych nadal przebywa w Ukrainie. W Charkowie została siostra i rodzice drugiego trenera.
– Mama pracuje w szpitalu, na miejscu pomaga ludziom. W piwnicy budynku został zorganizowany schron, tam teraz śpią pracownicy szpitala. Siostra z ojcem przebywają w schronie w bloku. Nie mogą wyjść na ulicę, bo rosyjscy żołnierze cały czas strzelają – relacjonuje trener i pokazuje mi zdjęcia, które ze schronu przesłała mu siostra. Wąski, słabo oświetlony korytarz wypełniony jest ludźmi w różnym wieku. Są też małe dzieci. Na prowizorycznych stolikach stoją termosy i dziecięce butelki. Młoda dziewczyna trzyma na rękach psa.
W innej części prowizorycznego schronu śpią małe dzieci, wszystkie w kurtkach i czapkach, okryte kocami, leżą jedno obok drugiego, aby dodatkowo się ogrzać. – To jest straszne, nie ma słów, aby opisać to, co czujemy… Na ulicach są czołgi, po niebie latają samoloty, na miasto spadają bomby, trwa ciągły ostrzał. W sklepach nie ma jedzenia, nie dojeżdża pomoc humanitarna
– relacjonuje mój rozmówca.
W poniedziałek po negocjacjach rosyjskie siły zbrojnie wstrzymały ogień, w czterech ukraińskich miastach: Kijowie, Sumie, Mariupolu i Charkowie; miały zostać otworzone korytarze humanitarne, aby cywile mogli wyjechać z oblężonych wojną miast. Okazało się jednak, że z Charkowa, Mariupola i Sum korytarz prowadzi do Rosji (z Sum i Mariupola także do innych ukraińskich miast), a z Kijowa do Białorusi. Ukraina odrzuciła więc propozycję Rosjan.
Rodzina trenera młodych hokeistów zdecydowała, że nie będzie uciekać z Charkowa. – Mówią, że zostaną na miejscu do końca…
W Ukrainie zostanie na razie także rodzina 15-letniego Danyły, która mieszka we Lwowie. – Rodzice są wolontariuszami, pomagają na miejscu, nie planują wyjeżdżać z Ukrainy – mówi nastolatek. Z ogarniętego wojną kraju wyjechały jego pięcioletnia siostra i babcia. Zamieszkały w Warszawie. – Często rozmawiamy, tęsknię za rodziną
– przyznaje chłopak. Nie wie, kiedy znowu wszyscy się zobaczą.
W Sanoku jest już rodzina Alexandra, mama Olga i mały braciszek Mark. Są już razem, bezpieczni.
W pomoc młodym hokeistom z Charkowa i ich rodzinom zaangażował się miejscowy klub hokejowy UKS Niedźwiadki MOSiR Sanok. – Rodzice naszych zawodników bardzo zaangażowali się w pomoc. Część zawodników z Charkowa i członkowie ich rodzin najprawdopodobniej zostaną już w Sanoku, pójdą do miejscowych szkół, będą tutaj trenować. Chcemy pomóc im stanąć na nogi i odnaleźć się w tej nowej dla nich rzeczywistości – powiedział Super Nowościom Michał Radwański, prezes UKS Niedźwiadki MOSiR Sanok.
W najbliższym czasie do Sanoka przyjedzie także młodzieżowa drużyna hokejowa z Odessy.



One Response to "Wyjechali o 1 w nocy. O 4 wybuchła wojna"