Wyklęta Wiktoria

Fot. Facebok/ZŻ NSZ Koło Podkarpacie

Miała 16 lat, gdy wstąpiła do Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet. Jako „Wiktoria” przekazywała meldunki, kolportowała nielegalną prasę, albo przeprowadzała ukrywających się partyzantów. Po wojnie miała cieszyć się małżeństwem z Ludwikiem Więcławem ps. „Śląski”. Zamiast tego straciła męża i sama została aresztowana. Władysława Jedynacka swoimi traumatycznymi doświadczeniami mogłaby obdzielić kilka osób.

Urodziła się 23 lipca 1923 r. w Korniaktowie jako córka Marii Kruk i Stanisława Gwoździa. Rodzice uważali, że w mieście ich dzieci zdobędą lepsze wykształcenie. Przenieśli się więc do Leżajska, gdzie wybudowali parterowy dom. Nie zdążyli go jeszcze zupełnie wykończyć, gdy wybuchła wojna.

Kobieta w konspiracji

W domu Gwoźdźów wszyscy byli zaangażowani w działalność konspiracyjną. Do podziemia należał ojciec Władki – Stanisław Gwóźdź ps. „Bystry”, a także bracia: Józef ps. „Korniakt” i Michał ps. „Cygan”. Jej mama nie była zaprzysiężona, ale pomagała partyzantom. Razem z córką przygotowywały im posiłki, prały i czyściły ubrania, udzielały schronienia, a strych ich domu nierzadko był miejscem, gdzie ukrywający się mogli przenocować.

Rok 1943 r. był dla rodziny tragiczny. Stanisław Gwóźdź został aresztowany przez gestapo, a 28 maja, w czasie pacyfikacji Leżajska, rozstrzelany. Jego śmierć była impulsem dla młodej dziewczyny do podjęcia decyzji o zaangażowaniu się w konspirację. W czerwcu 1943 r. Władysława wstąpiła do Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet. Otrzymała pseudonim „Witoria“. Była łączniczką, kolporterką i kwatermistrzem. Mimo młodego wieku wykonywała odpowiedzialne, a także ryzykowne zadania. Przekazywała meldunki i rozkazy. Kolportowała nielegalną podziemną prasę. Przeprowadzała ukrywających się partyzantów na tajne kwatery. Nie obawiała się także zbierać informacji dla wywiadu o działaniach wroga.

– Działalność w organizacjach była ściśle tajna. Dla mnie były znane tylko te sprawy, które miałam wykonać z polecenia przełożonych – wspominała po latach pani Władysława. – Sprawa konspiracyjna kobiet miała wielkie znaczenie w całej Polsce i była bardzo niebezpieczna. Wiele z nas – również ja – poniosły duże ofiary w okresie drugiej konspiracji – podkreślała.

W czasie wojennej zawieruchy udało jej się skończyć trzyletnią zawodową szkołę handlową. Ponieważ po śmierci taty stała się jedyną żywicielką rodziny, nie mogła kontynuować nauki. Od czerwca 1943 r. pracowała jako główna księgowa i kierownik referatu księgowego w Urzędzie Miejskim w Leżajsku.

Potajemny ślub

Przyszłego męża Władysława poznała w lipcu 1944 r. Ludwik Więcław „Śląski“. Był częstym gościem w domu Gwoździów. Walczył w kampanii wrześniowej, w składzie Armii „Modlin“ . Był zastępcą, a potem komendantem placówki NOW w Leżajsku, a następnie szefem NOW na powiat Łańcut. Pełnił funkcję oficera łącznikowego w oddziale partyzanckim Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”. Został także członkiem Miejskiej Rady Narodowej w Leżajsku.

Pobrali się po wojnie, gdy ogłoszono amnestię na działaczy podziemia. Para z „taką“ przeszłością nie mogła jednak czuć się bezpiecznie, dlatego zrezygnowali z hucznego wesela. Wcześniej rozpuścili plotkę, że ślub odbędzie się w kościele w Korniaktowie, a przyjęcie zorganizują w gajówce. Wieczorem jej teren otoczyła grupa specjalna UB oraz milicji, a właściciel musiał tłumaczyć, że nie ukrywa weselników i młodej pary. Tymczasem oni ślubowali sobie nocą, przy kilku świecach i księdzu w roli świadka.

Po uroczystości planowali przenieść się na Śląsk, gdzie mieli zacząć nowe życie. Najpierw wyjechał tam sam Ludwik. Miał znaleźć lokum i pracę. Marzenia spełzły jednak na niczym. 30 maja 1949 r. żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej oraz porucznik Narodowego Zjednoczenia Wojskowego został aresztowany i uwięziony na Zamku w Rzeszowie. Jego żona była wtedy w ciąży. Niebawem urodziła syna Jacka. Nie dane mu było poznać ojca. Ludwik Więcław ps. „Śląski”, „Kłos”, „Mariusz” został skazany na karę śmierci. Władysława chciała jeszcze walczyć i napisać do Bieruta wniosek o ułaskawienie. Nie zdążyła. Kiedy pojechała do Rzeszowa, by podać mężowy paczkę, zatrzymano ją jako „element szczególnie niebezpieczny”. Trafiła do rzeszowskiego więzienia na Zamku. Prośba o zwolnienie ze względu na chorobę czteromiesięcznego syna, pozostającego pod opieką babki, nie przekonała Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Ostatnim pocieszeniem było spotkanie z ukochanym. Razem z innymi więźniarkami rozwieszała pranie w zamkowych ogrodach, gdy jej uszom dobiegło wołanie: „Władka!“. Kobieta stanęła jak sparaliżowana. Na odgrodzonym spacerniaku byli mężczyźni, wśród których dostrzegła Ludwika. Niemal zemdlała. Zakochani patrzyli na siebie. Ludwik coś mówił, ale ona nie słyszała. Nie była w stanie. Wszyscy przypatrywali się tej scenie. Dopiero gdy naczelnik zainteresował się zbiegowiskiem, skazańców zabrano do cel.

29 sierpnia 1949 r. Władysława Więcław usłyszała wyrok. – Otrzymałam 5 lat więzienia, pozostawiając malutkie dziecko w domu pod opieką mojej niepracującej, bez środków do życia mamy – opowiadała. 5 września 1949 r. jej mąż został stracony.

Zrehabilitowana po zmienie ustroju

Ona na mocy amnestii odzyskała wolność. Nigdzie nie mogła jednak znaleźć pracy. Musiała opuścić rodzinne strony i szukać zatrudnienia dalej. Z jedną walizką wyjechała do Nysy. W styczniu 1950 r. dostała pracę jako księgowa w Spółdzielni Spożywców. I tam ją znaleźli. Z powodu dalszej inwigilacji zdecydowała się wrócić w rodzinne strony. Pracowała w Charzewicach, Rozwadowie, a po trzech latach dostała wiadomość, że czeka na nią stanowisko w leżajskim urzędzie miasta. Pracowała jako rachmistrz, a potem główna księgowa. Niedługo potem poznała Franciszka Jedynackiego i wyszła ponownie za mąż. I tym razem nie dane jej było długo cieszyć się życiem we dwoje. Już w pierwszym roku małżeństwa Franciszek zmarł na zawał serca. Dwa miesiące później na świat przyszła ich córka Barbara. Podobnie jak jej przyrodni brat, ona też nie poznała taty.

– Po zmianie ustroju zostałam wraz z mężem zrehabilitowana. Pracowałam przez 20 lat społecznie w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Uznano po wojnie moje tragiczne przeżycia i poświęcenie nie dla siebie, ale dla tych, którzy po mnie pozostaną – mówiła kilka lat temu. Za swą działalność na rzecz niepodległości Polski otrzymała wiele odznaczeń, m.in. Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Partyzancki, Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego oraz Patent Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny. Została awansowana na stopień podporucznika Wojska Polskiego.

– Z wielką radością przyjęłam drugi cud nad Wisłą, że bez wojny i ofiar padł komunizm – wyznała „Wiktoria” przed kilkoma laty. – Mamy obowiązek szanować to, o co walczyliśmy i za co oddaliśmy życie i zdrowie. O dobro Rzeczypospolitej.

Władysława Jedynacka primo voto Więcław z domu Gwóźdź zmarła 8 listopada. 12 listopada została pochowana na cmentarzu komunalnym w Leżajsku. Miała 97 lat.

Wioletta Kruk

3 Responses to "Wyklęta Wiktoria"

Leave a Reply

Your email address will not be published.