Wykonawcę poznamy w kwietniu

Nowa elektrociepłownia od lipca ub. roku miała produkować energię. Trwa audyt, który ma wyjaśnić, dlaczego tak się nie dzieje. Fot. Jerzy Mielniczuk
Nowa elektrociepłownia od lipca ub. roku miała produkować energię. Trwa audyt, który ma wyjaśnić, dlaczego tak się nie dzieje. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Termin zakończenia sztandarowej inwestycji w energetyce może się przeciągnąć o 2,5 roku. Hiszpanie zapłacą karę, ale to i tak nie pokryje strat inwestorów.

Do dwóch miesięcy zostanie wyłoniony wykonawca, który dokończy budowę Elektrociepłowni Stalowa Wola. Zapewnia o tym Piotr Woźniak, prezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazowego. Wielką niewiadomą jest jednak termin oddania do użytku nowej siłowni. Całkiem realnym staje się koniec przyszłego roku.

Elektrociepłownia SW ma być energetycznym krokiem w przyszłość polskiej energetyki. Jej piętą achillesową jest niewielki udział źródeł odnawialnych, do których budowy zmusza Unia. ESW byłaby takim poważnym źródłem, bo będzie zasilana gazem.

Duży problem z kanałem
Elektrociepłownię wspólnie budują PGNiG Termika oraz Tauron Wytwarzanie. Zasady finansowania i późniejszego czerpania korzyści z produkowanej energii zostały dawno ustalone. Niewypałem okazał się wykonawca. Przetarg wygrał hiszpański Abener Energia, należący do większej grupy kapitałowej Abengoa. Grupa przeinwestowała na innych rynkach i ściągała na dół zespół pracujący w Stalowej Woli. Hiszpanie ewidentnie nie radzili sobie na placu budowy. Przeciągali terminy, a w końcu zaczęli domagać się rewizji umów, bo te, ich zdaniem, były dla wykonawcy krzywdzące. Za mało dla nich było 1,6 mld zł. Przypadło to na zmianę ekipy rządzącej, a nowi prezesi PGNiG i Taurona umowę z Abenerem zerwali.

– Nie jesteśmy zadowoleni ze stanu inwestycji, który zastaliśmy – wyznał na konferencji prasowej prezes Woźniak. Nie ma się co dziwić, bo planowo od połowy ub. roku ESW powinna produkować energię. Wykonanie jej szacowane jest na poziomie ok. 80 proc. Wszystkie urządzenia są na miejscu. Duży problem jest natomiast z kanałem chłodzącym, który będzie dostarczał wodę z Sanu do turbin. Ten, który zrobili Hiszpanie, zwyczajnie się zawalił. Sama jego odbudowa może potrwać ponad rok. Tak miesiąc temu szacował Marek Dec, prezes PGNiG Termika. Biorąc to pod uwagę, termin zakończenia budowy pod koniec 2017 r. jest realny. To jednak będzie oznaczało 2,5-letni poślizg w stosunku do planów.

Jerzy Mielniczuk

One Response to "Wykonawcę poznamy w kwietniu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.