
RUDNIK NAD SANEM. Że nad Rudną stał zamek pisał nawet Sienkiewicz. Niektórzy z rudniczan cegły z połowy poprzedniego tysiąclecia wykorzystywali na swoich budowach. Pozostaje tylko odkopać zamkowe pozostałości.
Kilkunastu entuzjastów archeologii w sobotę zaanektowało rudnicki Rynek. Najpierw wykrywacze metali, potem łopaty. Wszystko pod nadzorem archeologa. Ekipa poszukiwaczy założyła trzy stanowiska. Po kilku godzinach kopania świeże doły przyszło im zasypać. W rękach eksplorerów zostało kilka łusek karabinowych, podkowa i monety. – To dopiero początek, który już czegoś nas nauczył – mówi Marian Pędlowski, inicjator poszukiwań.
Rudniccy regionaliści poszukują pozostałości XVI-wiecznego zamku i przynajmniej dwóch zbiorowych mogił z pierwszej wojny. Bonusem byłoby odkopanie fundamentów starego ratusza. Na istnienie wszystkich poszukiwanych obiektów są dowody pisane i ustne przekazy.
Georadar wykrył naruszenia
Najwięcej emocji wzbudza rudnicki zamek. Miał spłonąć podczas szwedzkiego potopu w 1656 r. Pod Rudnikiem doszło wówczas do zbrojnej potyczki przedniej straży króla Karola Gustawa z polskim oddziałem dowodzonym przez rtm. Szandrowskiego. Karol Gustaw omalże w tej bitwie nie zginął, a Sienkiewicz umieścił ją w swoim „Potopie”. Warowna budowla mieściła się gdzieś między obecnymi ul. Mickiewicza i Wałową. W latach 70. ub. wieku podczas budowy domu w tym terenie, budowniczowie natrafili na stare mury. Nie chcieli kłopotów, więc mury zasypali, a stawiany budynek przesunęli na planie o kilka metrów. Przypadkowe wykopalisko potwierdza w swojej spuściźnie ks. Franciszek Niecałek, zmarły kilka dekad temu pasjonat historii. M.in. ten przekaz sprawił, że radny Marian Pędlowski ściągnął do Rudnika Andrzeja Sikorskiego z ekipą telewizyjnych poszukiwaczy programu „Było… nie minęło”.
– W maju georadarem były penetrowane górne warstwy ziemi m.in. na obecnych plantach – mówi Pedlowski. – W kilku miejscach stwierdziliśmy wyraźne naruszenie warstwowej struktury. To mogły być mogiły o których w liście do siostry wspominał ks. Sękiewicz, ówczesny proboszcz rudnickiej parafii.
Jak nie urok, to… rura
Miejsca naruszeń zostały dokładnie oznaczone i w sobotę rozkopane. Ani w jednym, ani w drugim miejscu nie było śladów pochówków. Archeolog stwierdził, że głębsze kopanie nie ma sensu. Prawdopodobnie ciała zabitych żołnierzy zostały ekshumowane i przeniesione na któryś z cmentarzy. Amatorzy archeologii mieli prawdziwego pecha przy odkopywaniu fundamentów rudnickiego ratusza. Po zdjęciu wierzchniej warstwy ziemi, eksplorerzy natrafili na rurę wodociągu. I na tym prace trzeba było przerwać. Radny Pędlowski zapowiada jednak, że do archeologicznych wykopków jeszcze wróci. Po jeszcze dokładniejszym zbadaniu georadarem.
Jerzy Mielniczuk


