Wykpione absolutorium

Do głosowania za absolutorium dla prezydenta Szlęzaka przekonywał Antoni Kłosowski (w środku), przewodniczący samorządu miejskiego. Wykorzystał do tego narzędzia multimedialne, ale 9 radnych nie udało mu się przekonać. Fot. Jerzy Mielniczuk
Do głosowania za absolutorium dla prezydenta Szlęzaka przekonywał Antoni Kłosowski (w środku), przewodniczący samorządu miejskiego. Wykorzystał do tego narzędzia multimedialne, ale 9 radnych nie udało mu się przekonać. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Szlęzak policzył głosy i pojechał do Warszawy. Opozycja była wściekła, ale bezradna. Najważniejszej w roku uchwały radni nie przyjęli, bo część z nich wybrała wagary. A wyborcy na to patrzą.

Roczne rozliczenia władzy wykonawczej z gospodarki samorządowymi funduszami przybierają karykaturalną formę. O ile absolutorium dla marszałka namieszało w sejmiku, o tyle w samorządzie miejskim Stalowej Woli było tylko pobudką dla kpiarzy. Na pół roku przed wyborami nikt prezydentowi nic nie zrobi. Prezydent Andrzej Szlęzak nawet nie przyszedł na sesję absolutoryjną. Radni szermowali argumentami i złośliwościami, ale najważniejszej uchwały nie przyjęli.

Absolutorium ma być batem na gospodarczych nieudaczników, którzy jakimś cudem wdarli się na najwyższe stołki w samorządzie. Jeżeli wójt, burmistrz czy prezydent wydaje samorządowe pieniądze bez spektakularnych wpadek, to nie ma się czego obawiać. Z tego założenia wyszedł włodarz Stalowej Woli, wyjeżdżając do Warszawy w dniu sesji absolutoryjnej.

Uciekła im ostatnia okazja do publicznej sprzeczki
– Miałem ważne sprawy do załatwienia w stolicy – wyjaśnił krótko Andrzej Szlęzak. Prezydent nie ma obowiązku uczestniczenia w sesjach samorządu. Gdy radni chcą się czegoś dowiedzieć, zawsze pod ręką mają urzędników. I to urzędnicy stalowowolskiego magistratu wyjaśniali radnym zawiłości ubiegłorocznego budżetu. Jego wartość to ok. 220 mln zł, a wykonanie na poziomie nieco ponad 92 proc. Zwykle bywało lepiej. Komisja Rewizyjna jednak uznała, że prezydent zrobił, co mógł i wystąpiła o udzielenie gospodarzowi miasta absolutorium. Błędów nie doszukała się Regionalna Izba Obrachunkowa, więc uchwała o absolutorium powinna przejść bez problemu. Problemem okazała się frekwencja.

Przed sesją wszyscy zainteresowani wiedzieli, że uchwały nie uda się przegłosować. Rządzącej proprezydenckiej koalicji brakowało dwóch szabel do wystarczającej większości głosów. Jedna z radnych wyjechała za granicę, a inny samorządowiec z obawy, że po kadencji będzie na osiedlu rozliczany z polityki prezydenta zapowiedział, że na sesję nie przyjdzie. Głosów zabrakło też opozycji. Wszystko było jasne i m.in. dlatego Szlęzak pojechał na delegację. Opozycja była wściekła, bo żale na złośliwego prezydenta wylewała w próżnię. Okazji do samorządowych sprzeczek przed kamerami będzie już niewiele. Zaczęły się wakacje, a po nich ze dwie sesje i wybory, a w nich rozliczenie nie za ostatni rok, a za całe cztery lata. I to całego samorządu.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.