
Policjanci z Baranowa Sandomierskiego, st. sierż. Sebastian Wesołowski i post. Kamil Kwaśnik weszli do płonącego domu w Knapach i uratowali 30-latkę poruszającą się na wózku inwalidzkim. Kobieta była przerażona i zapłakana, gdy dotarli do niej mundurowi.
W nocy z piątku na sobotę, około godz. 00:22 dyżurny Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Tarnobrzegu otrzymał zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego w Knapach. Do gaszenia pożaru zadysponowano w sumie siedem zastępów straży pożarnej, tj. zastępy gaśnicze z Nowej Dęby, OSP Wola Baranowska, OSP Durdy, OSP Baranów Sandomierski, OSP Knapy oraz OSP Marki. Na miejscu oprócz straży pożarnej pracowała policja.
– W sylwestrową noc, po północy, st. sierż. Sebastian Wesołowski i post. Kamil Kwaśnik z Posterunku Policji w Baranowie Sandomierskim, otrzymali informację o pożarze domu na prywatnej posesji w miejscowości Knapy – informuje podinsp. Beata Jędrzejewska-Wrona, rzecznik tarnobrzeskiej Policji.
Mundurowi bez chwili wahania ruszyli na pomoc.
– Dojeżdżając na miejsce zdarzenia zauważyli palącą się drewnianą szopę, w której składowany był opał oraz gęsty dym wydobywający się z przylegającego domu, w którym ogień trawił poddasze. Policjanci nie zastanawiając się ani chwili, ruszyli na pomoc osobom, które znajdowały się w budynku. Weszli do mieszkania i w gęstym dymie zauważyli kobietę, która poruszała się na wózku inwalidzkim. Kobieta była roztrzęsiona i zapłakana. Funkcjonariusze wynieśli ją wraz z wózkiem i umieścili w bezpiecznym miejscu – relacjonuje oficer prasowy tarnobrzeskiej Policji. – W domu przebywali również 32-letni mąż kobiety i jej 13-letni syn, którzy opuścili budynek. Następnie jeden z policjantów wrócił do środka, aby upewnić się, że nie ma tam innych osób.
W wyniku pożaru, spaleniu uległa szopa, która przylegała do budynku oraz strych, który nie służył jako część mieszkalna. Po ugaszeniu pożaru konieczne było wyrzucenie i przelanie nadpalonych elementów, między innymi ocieplenia. Po sprawdzeniu obiektu kamerą termowizyjną, ujawniono ukryte zarzewia ognia, które zostały dokładnie dogaszone. Działania gaśnicze trwały do godziny 02.30.
Wstępnie ustalono, że przyczyną pożaru prawdopodobnie była wadliwa instalacja elektryczna w budynku gospodarczym.
Poszkodowana w pożarze rodzina trafiła pod opiekę bliskich. Państwo Szczyptowie mają w sumie czworo dzieci w wieku od 5 do 13 lat. Miejscowa społeczność organizuje dla nich pomoc rzeczową i finansową. Dom nie był niestety ubezpieczony od pożaru, a rodziny nie stać na jego odbudowę.
mrok


