PLUSLIGA. Mistrzowie Polski zainkasowali komplet punktów, ale swoją grą nie zachwycili.
Mistrzowie Polski bez większych problemów pokonali Effectora, choć swoją grą nie zachwycili i momentami przypominali zespół, który w minioną niedzielę w kiepskim stylu poległ w Warszawie. – Nie byliśmy w łatwej sytuacji, bo nasi rywale po ostatniej porażce bardzo chcieli odrobić te stracone punkty. Wyszli mocno zmobilizowani i nie mieliśmy zbyt wiele do powiedzenia – mówił Dariusz Daszkiewicz, szkoleniowiec Effectora.
Spotkanie nie było porywającym widowiskiem i toczyło się w sennej atmosferze. Po ostatniej wpadce w Warszawie trener Andrzej Kowal zapowiadał, że do pojedynku z Kielcami jego zespół musi podejść bardziej zdeterminowany. Tak na dobrą sprawę resoviacy pokazali pełne zaangażowanie jedynie w I secie, w kolejnych momentami szło jak po grudzie.
W inauguracyjnej partii ekipa z Kielc dzielnie walczyła do stanu 11:11, ale później przy zagrywce Piotra Nowakowskiego straciła z rzędu siedem punktów. Nieco emocji było w partii numer dwa, choć początkowo nic na to nie wskazywało. Resoviacy sukcesywnie budowali przewagę. Prowadzili 18:11, a największe zagrożenie stanowił… ich zawodnik grający w tym sezonie na zasadzie wypożyczenia w ekipie z Kielc, Dawid Dryja. Środkowy Effectora szczególnie mocno dawał się we znaki zagrywką.
Gospodarze po raz kolejny udowodnili, że mają duże problemy z utrzymaniem koncentracji w pojedynkach z teoretycznie łatwymi rywalami. Kielczanie bowiem wykorzystując ten fakt sukcesywnie odrabiali straty. Doprowadzili do remisu 19:19, a za chwilę nawet prowadzili 22:21. Trener Kowal musiał ratować sytuacje i wprowadził za będącego ostatnio w kryzysie, Paula Lotmana Petera Veresa. W końcówce jednak świetnie spisał się kapitan Asseco Resovii, Olieg Achrem, który podbijał ataki rywali i punktował w kontrach.
Po „długiej przerwie” gra resoviaków nadal pozostawiała wiele do życzenia. Z grającymi na „pół gwizdka” mistrzami Polski ekipa z Kielc niemal do samego końca toczyła wyrównana walkę. Na skrzydłach skutecznymi ataki imponowali Adrian Buchowski i powracający do pełni sił po kontuzji argentyński przyjmujący Cristian Poglajen. Kielczanie prowadzili nawet 20:19, ale w kluczowych momentach zawodził Sławomir Jungiewicz (drugi z atakujących Effectora, Argentyńczyk Bruno Romanutti też spisywał się grubo poniżej swoich możliwości – 33 proc skuteczność ataku). To właśnie atak Jungiewicza zablokowali rzeszowianie w ostatniej akcji meczu.
ASSECO RESOVIA 3
EFFECTOR Kielce 0
(25:17, 25:23, 25:22)
RESOVIA: Tichacek, Lotman 6, Kosok 10, Schops 17, Achrem 10, Nowakowski 6 oraz Ignaczak (libero), Veres 2, Perłowski, Penczew.
EFFECTOR: Lipiński 3, Buchowski 14, Dryja 6, Romanutti 7, Staszewski 1, Polański 3 oraz Sufa (libero), Wolański, Jungiewicz 6, Bieniek, Poglajen 4.
Sędziowali: T. Janik i M. Herbik (obaj Warszawa). Widzów 4 tys. MVP meczu: Jochen Schops.
rm
[print_gllr id=106041]


