Wyrok dla właściciela psów-zabójców

Sędzia Tomasz Kużma uzasadniając wyrok zauważył, że poprzednie kary nie nauczyły oskarżonego respektu przed prawem. Fot. Monika Kamińska

Na trzy lata bezwzględnego pozbawienia wolności skazał w piątek (29 października) Sąd Rejonowy w Przemyślu 50-letniego Mariusza S. Mężczyzna stanął przed sądem po tym, jak rok temu jego american pitbull teriery zagryzły 12-letniego Kamila, kolegę syna konkubiny S. Sąd zdecydował także o nawiązce dla matki śp. Kamila oraz Szymona, syna konkubiny S., który broniąc kolegi przed agresywnymi psami doznał powierzchownych obrażeń. Wyrok jest nieprawomocny. Jak się dowiedzieliśmy, zarówno obrona oskarżonego, jak i oskarżycielka posiłkowa w postaci matki zmarłego chłopca nie wykluczają apelacji.

Proces Mariusza S. rozpoczął się równo rok po tragedii, która rozegrała się w jego mieszkaniu na przemyskim Zasaniu 28 września zeszłego roku. W mieszkaniu poza S. i jego konkubiną oraz ich wspólną córeczką mieszkał także syn partnerki mężczyzny, 11- letni Szymon. Rodzina miała dwa psy rasy american pitbull terier, 5-letnią wówczas Kataleję i 13-miesięcznego Jockera. Na posiadanie żadnego z tych psów Mariusz S. nie miał wymaganego prawem pozwolenia. Feralnego dnia partnerka Mariusza S. była w szpitalu z ich wspólną córeczką, zaś Mariusz S. zajmował się dorywczą pracą. Mały Szymek wyszedł wcześniej ze szkoły i wracał do domu, w którym nie było nikogo poza dwoma psami. Po drodze chłopiec spotkał kolegę, 12- -letniego Kamila, którego zaprosił do siebie. Gdy chłopcy weszli do kuchni mieszkania S. doszło do ataku na Kamila ze strony jednego lub obu psów. Niejasność w tym zakresie wynika z rozbieżności w zeznaniach. 11-letni Szymon utrzymywał bowiem, że Kamila zaatakował i gryzł oraz szarpał tylko samiec pitbulla, Jocker. Z kolei sąsiadka S., którą do jego mieszkania zwabiły krzyki Szymona wołającego o pomoc, zeznała tak w śledztwie, jak i przed sądem, że widziała oba psy szarpiące i gryzące Kamila znajdujące się po obu stronach ciała chłopca. Dziecko doznało rozległych obrażeń i mimo wysiłków lekarzy zmarło 3 dni po pogryzieniu przez psy.

Nie przyznawał się do winy

Mariusz S. trafił do tymczasowego aresztu, ale wkrótce opuścił go ze względu na stan zdrowia. Ani w śledztwie, ani przed sądem nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. A prokurator zarzucił mu narażenie i 11-letniego Szymona i 12-letniego Kamila na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci tego ostatniego. Grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. S. cały czas utrzymywał, że nie miał świadomości, iż jego psy mogłyby komuś zrobić krzywdę, a do tragedii doszło wskutek nieszczęśliwego splotu wydarzeń. Podkreślał, że bardzo żałuje tego co się stało dodając, że bardzo chciałby przeprosić matkę Kamila, ale ta nie chce o tym słyszeć.
Matka zmarłego chłopca, pani Elżbieta, występowała w procesie jako oskarżycielka posiłkowa. Każda rozprawa była dla niej kolejnym dramatem, podczas którego niejako ponownie przeżywała tragedię, jaka spotkała jej rodzinę i utratę jedynego synka. Szlochała zeznając, ale także słuchając zeznań sąsiadki S. opowiadającej przed sądem o tym, jak widziała dwa psy rozszarpujące drobne ciałko Kamila. Wstrząsające były także zeznania ratowników medycznych, którzy udzielali 12- latkowi pierwszej pomocy. Jeden z nich, ratownik z długoletnim stażem, jeszcze teraz po ponad roku od tamtych wydarzeń, przed sądem nie mógł powstrzymać łez, opowiadając o obrażeniach 12- latka. Mama śp. Kamila leczy się po jego śmierci psychiatrycznie. Kobieta ma depresję, cierpi na bezsenność i stany lękowe. Decyzją prowadzącego ją lekarza psychiatry ma spędzić najbliższy miesiąc na oddziale pobytu dziennego placówki leczenia psychicznego.

Miażdżąca opinia bieglej

W mowie końcowej oskarżyciel publiczny, prok. Adam Zuber podkreślał, że wina oskarżonego nie budzi wątpliwości co szczególnie jaskrawo udowodniła opinia biegłej behawiorystki, ewaluatorki psów agresywnych i zoopsychologa, Elizy Dołżańskiej-Pietrzak. Specjalistka poddała testom psy Mariusza S. zaraz po tragedii i wydała opinię, która przed sądem podtrzymała i uzupełniła. Biegła podkreśliła, że pies Jocker przejawiał wyjątkową agresję i pewność siebie niebędące typowymi dla tak młodego psa. Specjalistka zauważyła też, że psy typu bull, a do takich należały psy Mariusza S. muszą być prowadzone ze szczególną dbałością o niwelowanie u nich poziomu agresji, bo mają bardzo krótki czas reakcji na bodźce stymulujące agresję i ogromną siłę, także w uścisku swoich szczęk. – Każdy przejaw agresji psa typu bull powinien być jasnym sygnałem dla właściciela, że coś jest nie tak i pies albo ma poważne schorzenie neurologiczne, typu guz mózgu, albo jest źle prowadzony – stwierdziła biegła nawiązując do faktu, że jeden z psów pogryzł wcześniej partnerkę Mariusza S., gdy ta usiłowała uspokoić psy podczas ich karmienia. Zwróciła też uwagę na to, że w chwili, gdy doszło do tragedii sytuacja była szczególna: u suki Katalei rozpoczynała się ruja, co u suk powoduje rozchwianie emocjonalne, a u przebywających w pobliżu niekastrowanych samców wzrost emocji. Tymczasem właściciel nie odizolował suki od samca. Na te fakty powoływał się zarówno oskarżyciel publiczny, żądając dla oskarżonego dwóch lat pozbawienia wolności, jak i pełnomocnik matki Kamila, mec. Andrzej Szufel. Osierocona matka podkreślała, że chce dla Mariusza S. najwyższego wymiaru kary przewidzianej przez kodeks karny.
Obrońca oskarżonego wnosił o powołanie innej biegłej, ale sędzia Tomasz Kużma prowadzący proces nie przychylił się do tego wniosku. Zdaniem obrony, oczywiście doszło do tragedii, ale winy nie ponosi za to oskarżony, a wyjątkowo niekorzystny splot wydarzeń. Chodziło o to, że Szymek został wyjątkowo sam z partnerem matki i psami, poza tym chłopiec „urwał się” ze szkoły i złamał wyraźny zakaz przyprowadzania do mieszkania kolegów. – Stała się rzecz straszna, okropna, nie żyje dziecko – mówił obrońca. – Ale to nie wina mego klienta! On nie tylko tego nie chciał, ale też nie przewidywał – podkreślał.

Oskarżonego w sądzie nie było

Sędzia T. Kuźma zdecydował, że wyrok ogłosi tydzień po ostatniej rozprawie, czyli 29 października. Tym razem oskarżony Mariusz S. do sądu się nie pofatygował. Nie było też jego obrońcy, którego zastąpił substytut. Nie przeszkodziło to w ogłoszeniu wyroku, które poprzedziło odczytanie przez sędziego T. Kuźmę dość szczegółowego opisu potwornych obrażeń, jakich wskutek pogryzienia doznał śp. Kamil. Sąd uznał Mariusza S. za winnego w zakresie zarówno narażenia Szymona i Kamila na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia, jak i nieumyślnego spowodowania śmierci Kamola i wymierzył mu karę 3 lat pozbawienia wolności. Sędzia Tomasz Kuźma, uzasadniając decyzję sądu podkreślił, że nie zgadza się z obroną, jakoby za tragedię odpowiedzialny był splot wydarzeń. – Sytuacja była wyjątkowa i dlatego oskarżony, jako właściciel psów i osoba dorosła, powinien zachować w niej wyjątkowe środki ostrożności – zauważył sędzia. – Tymczasem oskarżony dopuścił do tego, że 11-latek mógł swobodnie wejść do mieszkania, gdzie były dwa psy i nie było nikogo i to wraz z kolegą – przypomniał sędzia. Zauważył też, że nieprawdą jest, jak mówił oskarżony, że nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, a jego psy były zawsze przyjazne. Wspomniał tu o pogryzieniu przez jednego z psów partnerki Mariusza S., a także o zeznaniach Szymona, z których wynikało, że gdy Kamil był u niego w domu wcześniej, pod obecność dorosłych, psy zachowywały się wobec niego nieprzyjaźnie i konieczne było nałożenie im kagańców. Do tego sędzia T. Kuźma odwołał się do opinii biegłej zauważając, że stwierdziła ona, iż pies Jocker był nadzwyczajnie agresywny, a Mariusz S. nie zapewniał swoim psom odpowiednich warunków. Sąd wydając wyrok wziął też pod uwagę, że 50- latek był już w przeszłości karany i kary nie nauczyły go respektu przed prawem i odpowiedzialności, o czym dobitnie świadczy fakt zignorowana wymogu uzyskania pozwolenia na posiadanie psów groźnych. Jednocześnie sędzia T. Kuźma podkreślił, że sąd wydając wyrok nie zapomniał o tym, że oskarżony wyraził skruchę i przeprosił za to co się stało, a także jego partnerka usiłowała kontaktować się z rodziną śp. Kamila. – Mając na uwadze powyższe sąd wymierzył oskarżonemu karę w wysokości 2/3 ustawowego zagrożenia – przypomniał sędzia. Poza karą pozbawienia wolności dla Mariusza S. sąd zdecydował też o nawiązce z jego strony dla Szymona w wysokości 3 tys. złotych za obrażenia, jakich doznał chłopiec oraz nawiązce na rzecz matki Kamila w wysokości 50 tys. złotych.
Wyrok jest nieprawomocny. Wątpliwe, by zechciał się odeń odwołać oskarżyciel publiczny, bo oskarżony otrzymał karę wyższą od tej, której żądał prokurator. Prawnik występujący jako substytut obrońcy Mariusza S. pytany o apelację powiedział jedynie, że obrona z pewnością wystąpi do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku i po zapoznaniu się z nim podejmie decyzję, czy zechce się odwoływać. Apelacji nie wyklucza też matka śp. Kamila. – Straciłam syna i to w tak okrutny sposób – podkreśliła w rozmowie z Super Nowościami. – Żadna kara dla oskarżonego nie zwróci życia mojemu synowi, ale Mariusz S. powinien ponieść ją najwyższą możliwą – stwierdziła pani Elżbieta. – Na miejscu mego dziecka mogło być każde inne! S. wiedział, jakie ma psy i nie zadbał o bezpieczeństwo ludzi – dodała kobieta.

Monika Kamińska

6 Responses to "Wyrok dla właściciela psów-zabójców"

Leave a Reply

Your email address will not be published.