Wyrwani z korzeniami

Tomasz Nowak, trębacz jazzowy dziś mieszka w Rzeszowie. Często grywał  na londyńskich scenach. Fot. Marcin Żminkowski
Tomasz Nowak, trębacz jazzowy dziś mieszka w Rzeszowie. Często grywał na londyńskich scenach. Fot. Marcin Żminkowski

Emigracja jest to rodzaj pogrzebu, po którym życie trwa dalej.

Samolot zaczął kołować. Stewardesy w zgrabnie skrojonych uniformach rozpoczęły swój „rytualny taniec śmierci”. Pokazywały co robić w razie awaryjnego lądowania. Serce Andrzeja zabiło mocniej. Samolot zaraz miał oderwać się od pasa, a wraz z nim wszystko, co łączyło go z dotychczasowym życiem w rodzinnym Rzeszowie. Widział przez okrągłe okienko samolotu swoich rodziców wczepionych palcami w siatkę ogrodzenia okalającego płytę lotniska. Poczuł, jak coś łamie go w środku. Przecież wiele razy podróżował po całym świecie wszystkimi możliwymi środkami transportu. Teraz było inaczej. To ma być emigracja. – A pan to pierwszy raz do Londynu? – zagadnęła siedząca obok kobieta w średnim wieku.

Trzy fale
Pogoda na lotnisku w Luton była deszczowa, jak na stereotypową Anglię przystało. Andrzej wyszedł z portowego budynku. Na parkingu czekał już na niego przyjaciel z czasów studiów. Droga samochodem na Ealing trwała niecałą godzinę. Wiktoriańskie domy, czyste schludne uliczki i ogromne trawniki. To właśnie tę dzielnicę Londynu zamieszkuje znaczna część polskiej emigracji. Jest ona bardzo zróżnicowana i całkowicie odbiega od przekroju społeczeństwa w kraju. Generalnie można ją podzielić na trzy grupy: pierwsza emigracja, to ta z czasów drugiej wojny światowej, często są to żołnierze Andersa i ich potomkowie, druga grupa to emigracja z czasów komunizmu, najczęściej przypadająca na lata 80. ubiegłego wieku oraz trzecia, do której należą Polacy opuszczający kraj po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej.

Wszystkie te trzy grupy nie przepadają za sobą, a podłoże tych niechęci zazwyczaj ma charakter ekonomiczny. Ostatnia grupa to często ludzie młodzi, którzy nie znaleźli pracy w kraju. Niektórzy z nich są wykształceni, znają język. Zaczynają od najniżej opłacanych prac. Jednak największą część stanowią pracownicy branży budowlanej. Uwierzyli w mit polskiego hydraulika. Media, podając informacje na temat fantastycznych zarobków na Wyspach Brytyjskich sprawiły, że ludzie, nie mając często środków do życia w kraju, opuścili Polskę. – Po 2004 roku z kraju wyjechali potencjalni ludzie Majdanu – komentuje Roman, który po ponad 10 latach pobytu w Londynie wrócił do kraju, wybudował dom i otworzył zakład stolarski. – Do Londynu przyjechało także wielu wyrzutków, ludzi ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. Tutaj mogli wtopić się w tłum – twierdzi Roman. – Rządowy wentyl bezpieczeństwa zadziałał. Do 2004 r. mieliśmy w Londynie dobrą opinię, później przyjechało dużo ludzi z nizin społecznych, którzy ją trochę nadszarpnęli. Stąd ten konflikt ze starą emigracją, która, swoją drogą, zadziera nosa – dodaje Roman. – Ja życie w Londynie wspominam jak stan ciągłej tymczasowości. To takie życie cyganerii. No, ale ludzie tu zostają. Często nie mają po co wracać – podsumowuje. Roman nadal myśli o ponownym wyjeździe do Londynu. Prowadzenie swojego biznesu w kraju jest wciąż znacznie trudniejsze niż w Londynie z powodu obciążeń podatkowych.

Marcin Mazur. Kubie i jego żonie Marie poszczęściło się. Odnieśli w Londynie sukces.
Kubie i jego żonie Marie poszczęściło się. Odnieśli w Londynie sukces.

Na high-life’ie
Niektórzy Polacy odnieśli na Wyspach ogromny sukces. Kuba należy do trzeciej grupy emigracji. Zaczynał, jak większość młodych ludzi, na legendarnym „zmywaku” pomimo dyplomu magistra. Często pracował nocami w londyńskich klubach i pubach, ucząc się równocześnie w GARP FRM (Financial Risk Manager). Dziś można śmiało powiedzieć, że odniósł wielki sukces. Jest wiceprezydentem w Deutsche Bank. Ożenił się z Marie pracującą w polskiej ambasadzie. Mieszkają w bogatej dzielnicy Londynu. – Nigdy nie postrzegałem siebie jako emigranta – mówi Kuba Kmieć. – Londyn był po prostu kolejnym miastem na mapie jak Lublin czy Częstochowa. Chyba dzięki temu nie zmagałem się z kompleksami emigranta. Uważam, że wszystkiego można się nauczyć. Nie szukałem pracy na miarę mojego doświadczenia, bo nie miałem prawie żadnego, ale szukałem czegoś, co byłoby zupełnie nowym doświadczeniem. Tak było z pracą w pubie i tak było z pracą w bankach inwestycyjnych – kończy Kuba.

Polski jazz i uszka z grzybami
Ogromna większość rodaków żyje tam, ciężko pracując. Wynajmują pokoje w domach, najczęściej na Ealing’u, gdzie jest największe skupisko Polaków. Po drugiej wojnie światowej to właśnie na Ealing’u osiedlali się Polacy. Tutaj też jest kilka polskich sklepów, gdzie można kupić rodzime produkty spożywcze. W tłusty czwartek są polskie pączki (te angielskie wyglądają inaczej), a na Boże Narodzenie można kupić uszka z grzybami. Jest też polska restauracja ze schabowymi i pierogami. Sercem londyńskiej emigracji są polskie kościoły. Jednym z nich jest parafia na Ealing’u prowadzona przez księży Marianów. Centrum kultury jest POSK (Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny) w dzielnicy Hammersmith. To między innymi tutaj koncerty jazzowe ze swoim kwartetem dawał trębacz związany od wielu lat z Rzeszowem – Tomasz Nowak. – W Londynie mieszkałem pięć lat. Miasto pod względem kultury, koncertów, kina, teatru jest bardzo dynamiczne, dużo się dzieje – mówi Tomek. – Ten czas był dla mnie bardzo twórczy, poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, m.in. muzyków grających z Amy Winehouse. Z jednym z nich, z Xantone Blacq’iem nagrałem dwie płyty. To ceniony wokalista i klawiszowiec. Nadal utrzymuję z nimi kontakty. Londyn ma bardzo szybkie tempo życia, nie wszystkim to odpowiada. To trudne miasto. Dlatego wróciłem – kończy Tomek Nowak.

Przy parku na Ealingu można często natknąć się na plany filmowe i fotograficzne. Na zdjęciu Kinga, mieszkała w tej dzielnicy prawie rok.
Przy parku na Ealingu można często natknąć się na plany filmowe i fotograficzne. Na zdjęciu Kinga, mieszkała w tej dzielnicy prawie rok.

Dramat Zielonej Wyspy
Za wszystkimi trzema falami emigracji kryją się dramaty rozbitych rodzin, pozostawionych bliskich, tęsknoty. Żelazna kurtyna dawno opadła odsłaniając częściowo prawdę o życiu i dobrobycie zachodu. Jednak z możliwości powrotu do kraju wielu Polaków nie chce skorzystać. Ci z dwóch pierwszych emigracji ułożyli już sobie życie, a ostatnia fala nie ma wciąż perspektyw w kraju. Nie dali się ponownie nabrać na propagandę Zielonej Wyspy. Niestety, niektórzy z nich kończą na ulicy, śpiąc w opuszczonych domach, koczując dniami na ławkach.

Andrzej po rocznym pobycie w Londynie postanowił wrócić do kraju. W tym stosunkowo krótkim czasie zdążył pracować w sześciu różnych zawodach. Dla niego to był ostatni moment na podjęcie takiej decyzji. Dostał ofertę pracy w Krakowie. Cały swój dobytek zmieścił w dwóch walizkach.

Marcin Żminkowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.